CZARNO TO WIDZEW

Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski

Kiedyś mądrość ludowa – „ludowa” niekoniecznie w znaczeniu, w jakim chciano je widzieć na przykład w rozwinięciu skrótu „PRL” - zawierała się w porzekadłach. Dziś identycznemu opisywaniu świata służą oczywiście social media. Tutaj ową mądrość mamy nie w formie przysłów przekazywanych z pokolenia na pokolenie, ale podawaną w czasie rzeczywistym, niemal w trakcie trwania danego wydarzenia budzącego powszechne zainteresowanie. Czasem wpisy socialmediowych komentatorów bywają kontrowersyjne, często podnoszą ciśnienie, ocierają się o obrazoburczość i granice dobrego smaku. Ale – jak hasła skandowane z trybun podczas piłkarskich meczów – zazwyczaj sensownie oddają zarówno emocje jednostek, jak i nastroje tłumu jako zbiorowego organizmu.

W przypadku niedzielnego meczu w Łodzi dobitne „Widzew to my!”, wykrzyczane w końcówce przez 16 987 nabywców biletów i karnetów na obiekt przy Al. Piłudskiego (no dobra, odliczamy tych, którzy – sfrustrowani bardziej niż inni – poszli do domu przed końcowym gwizdkiem) całkiem nieźle komponowało się z wcześniejszym „niemym protestem” fanów wobec kompromitującej postawy widzewiaków na zielonej murawie. A potem dyskusja nad kondycją widzewskiej piłki przeniosła się już na klawiatury smartfonów, iPadów i laptopów...

… których właściciele wcale nie muszą mieć lat nastu, jak wskazują niektóre refleksje internetowe. „Im więcej pieniędzy, tym mniej punktów. Wolałem Widzew biedny, ale walczący” - do kwestii dzisiejszego dobrobytu nawiązywać można na wiele sposobów. Ot, choćby przywoływać słynny widzewski charakter. „I pomyśleć że kiedyś piłkarze grali 3-4 miesiące za darmo i potrafili wygrać mistrza lub zagrać w pucharach, bo umierali za ten herb” - jeśli autor tego wpisu osobiście nie pamięta czasów sprzed trzech dekad, z pewnością dobrze jest z historią klubu obeznany (względnie czyta uważnie od lat wszystkie teksty redaktora Wojciecha Filipiaka na łamach „Sportu” - nie ma w kraju lepszego znawcy dziejów łódzkiej piłki).

Nie trzeba jednak cofać się do zamierzchłej, XX-wiecznej przeszłości, by stworzyć pakiet trafnych „myśli nieuczesanych”. I tu też idzie najpierw o kasę. „Trzech trenerów, trzech dyrektorów sportowych, pierdyliard wydanych pieniędzy na transfery i pensje słabych graczy. Punkt przewagi nad Termalicą. Są rzeczy, za które nie zapłacisz kartą” - ostatnie zdanie to już klasyka copywritingu, wciąż wszakże żywa. Co do trenerów zaś: Może nie jestem wystarczająco dobry w tym momencie i nie dałem zespołowi właściwych rozwiązań?” - Igor Jovićević, aktualnie (jeszcze) trener Widzewa, zdania warte internetowych memów tworzy na poczekaniu (czyli na konferencji prasowej).

W nieoficjalnej rywalizacji na najlepszy komentarz do widzewskiej rzeczywistości zwycięzców będzie dwóch: w obu przypadkach odnoszą się one bowiem już nie do teraźniejszości, ale przyszłości. „Zaczynamy widzieć światełko, tylko to nie ten rodzaj światełka...” - w Łodzi coraz mocniej widać blask czerwonej latarni przynależnej drużynie z samego dna tabeli. W tej chwili dzierżą ją jeszcze na spółkę Lechia (z którą Widzew przegrał w poprzedniej kolejce) i Piast (z którym zagra w najbliższy weekend), ale łodzianie mocno o ów atrybut „walczą”. Potem zaś może to pójść w zupełnie niespodziewaną stronę: „Robert Dobrzycki nie ukrywa, że marzy o tym, by Widzew wrócił do rozgrywek, w których dawno go nie było. No i z każdym kolejnym tygodniem rosną szanse, że ten cel uda się osiągnąć już w pierwszym sezonie”. I nie, nie o europejskie puchary tu chodzi...

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się