Czarne konie

Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski

Najpierw były trzy miesiące, potem trzy tygodnie... W każdej z rozmów, które przeprowadziliśmy z Janem Urbanem właśnie w takim okresie, pozostającym wówczas do półfinałowego barażowego spotkania o finały MŚ z Albanią, selekcjoner sprawiał wrażenie kogoś, kto w swej robocie po prostu panuje nad wszystkim. A przede wszystkim – nad emocjami: własnymi, ale i wszystkich kibiców, którzy bardziej z nadzieją, niż z niepokojem czekają na gry Biało-czerwonych o mundial. Prawie cztery dekady życia wśród południowców wykształciły w nim swobodę, luz i zdrowy dystans w stosunku do wszystkich medialnych i internetowych „napinaczy”, podsuwających mu raz za razem recepty personalne i taktyczne. Posłucha, pożartuje z autorem mniej lub bardziej „odjechanej” propozycji, jednego poklepie po plecach, innemu utrze nosa. A na koniec – i tak zrobi swoje. „Media zawsze będą chciały za mnie kogoś powołać” ten cytat włożyliśmy nawet w tytuł zapisu naszych ostatnich „pogaduch”. Przepraszam za familiarność tego sformułowania; trudno jednak w kontakcie z Janem Urbanem od niego uciec. To właśnie „pogaduchy” raczej, z wieloma dygresjami i anegdotkami z jego strony, a nie – zatrzymując się tylko przy dwóch ostatnich selekcjonerach – śmiertelnie nudne, na dodatek cedzone przez zęby, banały autorstwa Fernando Santosa czy chaotyczne „myśli nieuczesane” Michała Probierza. Nie ma w „pogaduchach” dydaktycznych pouczeń, ale i nie ma będącego ich przeciwnością szukania poklasku u rozmówcy. Niepotrzebna Urbanowi żadna z tych taktyk: jest pewien tego, że przy udziale swych osobiście dobranych współpracowników  wybierze dobrze. Porażka? Jest wkalkulowana w futbol i w zawód trenera. „Jest gorsza niż śmierć, bo trzeba z nią żyć” jakoś trudno wyobrazić sobie bon mot jednego z byłych selekcjonerów w ustach tego obecnego...

To nie jest tak, że futbolowy świat rozwija przed nim czerwony dywan. Miał przecież z podopiecznymi ledwie trzy dni na przygotowanie swego debiutu, i to w wyjazdowej rywalizacji z zespołem z czołowej dziesiątki rankingu FIFA. Nie przegrał – nawet jeżeli była szczypta szczęścia w remisie w Rotterdamie. Z powodzeniem rozwiązywał kolejne personalne zagwozdki: a to „kartkowy” brak jedynego godnego w tamtym momencie kadry zawodnika na „szóstkę”, a to absencja dwóch podstawowych stoperów...

Przed dwoma (oby!) meczami barażowymi kiepskich wieści znów nie brak. Uraz Łukasza Skorupskiego, kontuzja Adama Buksy, a jeszcze pamiętać trzeba o pauzie Nicoli Zalewskiego za nadmiar „żółtek”. Czasu na znalezienie skutecznych rozwiązań znów będzie serdecznie mało, a „wujków dobra rada” jak zawsze bardzo wielu: „Pietuszewski? Musi grać!”, „Mońka? Czemu go nie ma?!”, „Żukowski? No przecież strzela tak regularnie”...

Zaskoczeń w powołaniach na marcowe mecze zapewne nie zabraknie. Będę mieć jednak pewność, że nie będą one wynikać z chęci „zrobienia dobrze” podpowiadaczom, a z właściwego rozeznania terenu przez selekcjonerski sztab. Takiego, jaki kiedyś zaprezentował na przykład Antoni Piechniczek, stawiając na mniejszego o głowę od wszystkich „enerdowców” Andrzeja Buncola (maj 1981) czy Leo Beenhakker, posyłając w bój Grzegorza Bronowickiego przeciwko Cristiano Ronaldo (październik 2006). Jan Urban też imponował instynktem w znajdowaniu „czarnych koni” w pracy klubowej. Czy tym razem zostanie nim ktoś z listy przedstawionej obok przez Kacpra Janoszkę?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się