Croissanty z dżemem i ryba w kisielu

Choć oba kraje dzieli ledwie półtora tysiąca kilometrów, świąteczne zwyczaje w Polsce i Holandii mogą się bardzo różnić. Opowiedzieli nam o tym ci, którzy życie spędzają między tymi dwiema ojczyznami.

Wigilia po polsku. Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Tak się złożyło, że minionej jesieni – w kontekście polskiej „kopanej” - najwięcej mówiło się o Holandii. Dwa mecze zagraliśmy w kwalifikacjach do amerykańskich finałów mistrzostw świata (w tym ten debiutancki dla Jana Urbana w roli selekcjonera), a w grudniu przekorny los „wrzucił” Biało-czerwonych (o ile przebrną baraże) do grupy z Pomarańczowymi na wspomnianym mundialu. Na dodatek kilka dni temu Jagiellonia o przepustkę do fazy play off Ligi Konferencji grała z niderlandzkim AZ Alkmaar, więc o Holendrach kibice rozmawiali często. A skoro tak, nie damy fanom zapomnieć o nich także w okołoświątecznej atmosferze. Tym bardziej, że przecież – za sprawą Euzebiusza Smolarka czy też rodziny De Zeeuw – nie brak nam polsko-holenderskich tematów rodzinnych.

- Które tradycje świąteczne wolę bardziej? - powtarza nasze pytanie Jan de Zeeuw junior, syn byłego dyrektora polskiej reprezentacji. Przez wiele lat – za sprawą służbowych obowiązków ojca, mieszkał w naszym kraju; tu dorastał, a później także studiował i pracował. Tu też się... zakochał. - Moja narzeczona jest Polką, a syn na bardzo polskie imię: Antoś – uśmiecha się nasz rozmówca. Dziś mieszka z najbliższymi w Rotterdamie, gdzie m.in. wykłada na tamtejszym uniwersytecie. Ale wciąż jego polszczyzna jest nienaganna, a serducho - w połowie biało-czerwone. - Ale nie tylko z tych powodów święta obchodzimy w bardziej polski niż holenderski sposób – dodaje.

Słodkie bułeczki ze sklepu...

De Zeeuw junior podkreśla, że największa różnica dotyczy samego podejścia do świątecznych ceremonii. - Kiedy w żłobku u Antosia panie poprosiły o pomoc w organizacji świątecznego przyjęcia, moja narzeczona od razu zaproponowała: „Ja coś upiekę”. Tymczasem Holendrzy po prostu idą do sklepu i kupują jakąś kiełbasę lub słodkie bułeczki. Podobnie wyglądało podejście do świątecznego spotkania w grupie na mojej uczelni: obok polskich pierogów, były przyniesione przez moich holenderskich rodaków croissanty i dżem - opowiada.

…kontra domowy barszcz z uszkami

Te pierogi to oczywiście wpływ polskiej wigilijnej tradycji. Podobnie jak czerwony barszcz z uszkami. - Zamawiam go natychmiast wszędzie tam, gdzie go znajdę w karcie – zapewnia Jan de Zeeuw. Ale też zdradza, że spośród potraw podawanych w naszym kraju zdecydowanie nie podchodzi mu królujący na stole karp. - Mam wrażenie, że w przypadku karpia panuje u was przerost formy nad treścią – śmieje się głośno. - Nigdy nie potrafiłem zrozumieć tego fenomenu. Kiedy byłem dzieckiem, a na stół wjeżdżał karp w galarecie, zawsze pytałem mamę, dlaczego podaje tę „rybę w kisielu”.

Fondue i grzane wino

Karp więc w jadłospisie Jana odpada. Zaznacza on za to, że na holenderskim świątecznym stole bardzo często pojawia się fondue. - Mięsne, ale przyrządzane z gotowych produktów, przygotowanych i zapakowanych wcześniej – opowiada.

- Tu nie ma kilku-kilkunastu tradycyjnych potraw na stole wigilijnym, jak w Polsce. Każdy gotuje sobie, co chce. W Holandii królują dania mięsne: pieczony drób i inne rodzaje mięsa, a także ryby i owoce morza. Pije się wino lub grzane wino – kreśli obraz holenderskiego stołu Euzebiusz Smolarek.

Mikołaj przypływa statkiem

Różnice między Holandią a Polską nie dotyczą wyłącznie potraw, ale też tradycji wręczania prezentów. - U nas dzieci otrzymują je dwukrotnie. Po raz pierwszy w końcu listopada, gdy – w myśl naszych zwyczajów - Mikołaj przypływa do nas statkiem z Hiszpanii. Dzieci zostawiają wtedy w bucie przy wejściu list do Mikołaja oraz... marchewkę dla konia, na którym on przyjeżdża. W zamian znajdują drobne upominki. Te duże wręczane są im 5 grudnia – tłumaczy Jan de Zeeuw.

5 grudnia jest ważną datą w holenderskich zwyczajach. - Tego dnia otwierane są jarmarki bożonarodzeniowe; rozpoczyna się strojenie domów świątecznymi lampkami i ozdobami. No i te prezenty... Najwięcej dostają ich dzieci, ale i dorosłym Sint-Nicolaas przynosi czasem jakieś drobiazgi do mieszkania, do kuchni, czy do ogrodu – mówi nam Euzebiusz Smolarek.

W Polsce – jak wiadomo – święty Mikołaj wpada dzień później, podróżując saniami zaprzężonymi w renifery. Zaś w wigilijny wieczór prezenty pojawiają się pod choinką, „przynoszone” - w zależności od regionu kraju – przez Gwiazdora, Gwiazdkę czy (na Śląsku) Dzieciątko.

Wspólną dla obu krajów tradycją jest Pasterka, czyli msza odprawiana o północy. - Rzecz w tym, że Holendrzy w większości deklarują się jako niewierzący, a do kościoła chodzi dużo mniej ludzi. Mniej jest też kościołów, a pasterki odprawiane są głównie w... polskich parafiach i świątyniach, których tu nie brak – dodaje Ebi.

Zbigniew Cieńciała, Dariusz Leśnikowski

Najbardziej polski z Holendrów - Jan de Zeeuw junior i jego syn Antoś podczas meczu Polska - Holandia na EURO 2024. Fot. archiwum Jana de Zeeuwa

Euzebiusz Smolarek - najbardziej holenderski z Polaków. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się