Coś dla wytrawnych koneserów

Na trzecim poziomie rozgrywkowym paleta barw naszej piłki jest bogata jak nigdzie indziej.

Adam Chojecki (z lewej) należy do czołowych zawodników Podhala, które wiosną może sporo namieszać. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Betclic 2. Liga stanowi swoisty portal pomiędzy piłką profesjonalną, pięknie opakowaną i bogatą, a tą wciąż jeszcze amatorską. Nie wszyscy dysponują tu obiektami z podgrzewanymi murawami, co da o sobie znać już w inauguracyjnej kolejce; spora część zaplanowanych na ten weekend spotkań została przełożona ze względu niesprzyjające warunki atmosferyczne.

Nie zasiedzieć się

Od dziesięciu lat rozgrywana w formule jednej, scentralizowanej, 18-zespołowej grupy 2. liga jest wyjątkowo droga. Wpływy są w niej niewielkie, a koszty prawie takie same jak w 1. lidze, czy nawet w ekstraklasie. Nie licząc oczywiście uposażeń piłkarzy, choć na trzecim poziomie rozgrywkowym też można całkiem nieźle zarobić. Podróżować jednak trzeba po całej Polsce, więc zdecydowana większość wyjazdów wiąże się z koniecznością dwudniowej eskapady. Od jakiegoś czasu jest nieco lepiej, bo pojawił się sponsor tytularny oraz telewizja przeprowadzająca regularne transmisje.

Ostatnio nastał trend, aby być w niej tylko na chwilę, bo chcąc myśleć o zabawie w ten biznes na poważnie, lepiej się tu nie zasiedzieć. Zrozumieli to w Wieczystej Kraków oraz Pogoni Grodzisk Mazowiecki, a teraz podobnym szlakiem próbują podążać w Skierniewicach.

W 2. lidze możemy przejrzeć się jak w kalejdoskopie całej naszej piłki. Mamy tu w zasadzie wszystko: nowoczesne i piękne stadiony, na których w każdej chwili można rozgrywać mecze Ligi Mistrzów (Zagłębie Sosnowiec, Podbeskidzie) oraz monumentalne obiekty, na których czas zatrzymał się w XX wieku (GKS Jastrzębie, Hutnik Kraków). To gratka dla piłkarskich sentymentalistów, którzy chcą na żywo poczuć, jak to było kilka dekad temu. Są też stadiony jak z klasy okręgowej, na których aż trudno uwierzyć, że rozgrywane są mecze ligi centralnej. Mowa o Świcie Szczecin, któremu jednak w ogóle to nie przeszkadza, a wiosną ma spore szanse, aby włączyć się do walki o barażową szóstkę. Szkoda tylko, że władze miasta kompletnie nie dostrzegają swojej północnej dzielnicy Skolwin, kolejny raz blokując środki na stadion.

Żadna inna liga w Polsce co sezon nie zmienia składu tak często, jak 2. liga. Potencjalnie mogą awansować trzy drużyny (dwie bezpośrednio, jedna po barażach) oraz potencjalnie aż sześć może spaść (cztery obligatoryjnie, dwie po barażach), co sprawia, że 2. liga z sezonu na sezon może zmieniać swój kształt aż w 50 procentach!

Pieniądze to nie wszystko

Ta liga ma w sobie również pierwiastek romantyczności, bo autentycznie dostarcza argumentów, że pieniądze nie grają. W czołówce po rundzie jesiennej znajdują się bowiem kluby z budżetami nawet trzy razy mniejszymi od krezusów, którzy jednak w żaden sposób nie potrafią tego pokazać na boisku. Nie posiadanie największych pieniędzy jest bowiem drogą do sukcesu, a umiejętne nimi gospodarowanie. Najlepszym przykładem tego jest Unia Skierniewice (choć prezesi akurat nie chcą ujawniać budżetu), gdzie zbudowano zespół zdecydowanie lepszy niż w szastających forsą Sandecji (budżet na poziomie 10 mln zł), Podbeskidziu (8), Chojniczance czy Zagłębie (po 6).

Odbudować próbuje się Warta Poznań, której po degradacji z 1. ligi niektórzy wieszczyli rychły upadek i dalszy zjazd. Takie opinie nie były bezpodstawne, bo Zieloni zaczęli od dwóch porażek oraz czterech remisów, a po spadku w ich kadrze zostało zaledwie… trzech zawodników! Mowa o Tomaszu Wojcinowiczu, Leo Przybylaku oraz Filipie Walusiu. Wszystko zatem trzeba było budować od nowa, ale trenerowi Maciejowi Tokarczykowi udało się poukładać te puzzle i wiosną jego zespół powinien realnie włączyć się do walki o awans. Po latach poniewierki w Grodzisku Wielkopolskim Warcie udało się wrócić na swój stadion przy Drodze Dębińskiej, pieszczotliwie zwany Ogródkiem.

Mali z ambicjami

Zaskakująco dobrze radzą sobie w tej lidze beniaminkowie, co może potwierdzać, że najtrudniej w Polsce jest wydostać się z 3. ligi. Gdy się już to udaje, drużyny rękami i nogami trzymają się, aby tam nie wrócić, a najlepiej pójść jeszcze wyżej. Swoistym fenomenem jest wysunięty najbardziej na południe klub szczebla centralnego, Podhale Nowy Targ. Miasto przez dekady kojarzone z sukcesami hokeistów, teraz próbuje rozkochać kibiców w piłce nożnej, mając do dyspozycji maleńki, mieszczący zaledwie 700 osób obiekt ze sztuczną nawierzchnią. Świetna postawa drużyny trenera Tomasza Kuźmy w rundzie jesiennej sprawiła, że niemal na każdym meczu notowano komplety publiczności. Urodzony w Rzeszowie szkoleniowiec młodego pokolenia zawędrował na Podhale z Częstochowy, gdzie przez 5 sezonów prowadził rezerwy Rakowa. W Nowym Targu wykonuje fenomenalną pracę, wyszukując w okolicy zdolnych zawodników. Skorzystać może zresztą na tym również Raków, bo na wypożyczenie do Podhala trafił Antoni Burkiewicz, który na trzecim poziomie powinien błyszczeć. W takich klubach to nie tylko filozofia, ale i pragmatyczna konieczność, bo choć na koszulkach zawodników widnieje wiele nazw sponsorów, tak na nadmiar pieniędzy na pewno nikt nie narzeka.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się