Co za horror, do tego bez happy endu...
Do środy Iga Świątek miażdżyła wszystkie rywalki w Australian Open, ale w epickim półfinale nie sprostała świetnie dysponowanej Madison Keys i na razie nie wróci na pozycję numer 1 na świecie.
Iga Świątek upadła w Melbourne, ale jeszcze wróci… Fot. EPA / PAP
Przebieg pierwszego wielkoszlemowego turnieju w sezonie rozbudził apetyty polskich kibiców, bo Iga Świątek w każdym kolejnym spotkaniu sygnalizowała, że jest w świetnej formie i celuje w swój pierwszy tytuł Australian Open i szósty Wielki Szlem. Na kortach w Melbourne Park zmiatała rywalki w błyskawicznym tempie, w żadnym z pięciu spotkań – w tym w środowym ćwierćfinale z Emmą Navarro (8. WTA) - nie tracąc choćby seta, a fani i eksperci już ostrzyli sobie zęby na kolejny wielki finał Polki z liderką rankingu, Aryną Sabalenką.
Niestety, w czwartek tym planom znak stop dosyć nieoczekiwanie postawiła znakomicie dysponowana Madison Keys, która wcześniej wygrała tylko jedno z pięciu spotkań ze Świątek. 30-letnia Amerykanka zatrzymała o 6 lat młodszą Polkę w pasjonującym półfinale, w którym przez ponad 2,5 godziny kolejne zwroty akcji wprawiały publiczność na zmianę w ekstazę i przyprawiały o zawał. Wiceliderka rankingu była blisko awansu do finału, miała piłkę meczową, ale w decydujących momentach więcej zimnej krwi zachowała rozstawiona z nr 19 Keys, największa sensacja imprezy, wygrywając 5:7, 6:1, 7:6 (10-8).
Honorowy gem
Mecz obie zaczęły nerwowo, nie potrafiły utrzymać serwisu. Szybciej „uspokoiła” się Polka, która od stanu 2:2 wygrała trzy gemy z rzędu. Keys co prawda doprowadziła do remisu 5:5, ale dwa kolejne gemy wygrała Polka i zapisała pierwszą partię na swoje konto.
Drugi set upłynął pod znakiem dominacji Keys, która na mocne uderzenia Świątek odpowiadała jeszcze szybszymi forehandami. Amerykanka rozgrywała mecz życia – popełniła w nim tylko 6 niewymuszonych błędów, podczas gdy Świątek miała problem z kończeniem łatwych piłek, zdobyła tylko 6 punktów przy własnym serwisie i ani jednego po drugim podaniu. W efekcie po kilkunastu minutach Keys prowadziła 5:0. Polka uniknęła pierwszego od czerwca 2021 przegranego seta do zera, ale ugrała tylko honorowego gema.
To będzie klasyk
Decydująca partia była już batalią na wyniszczenie, na poziomie rzadko oglądanym w żeńskim tenisie, CNN napisał, że nadała meczowi rangę „klasyka”. Obie tenisistki uważniej pilnowały już serwisu, choć obie miały okazje na przełamanie; przy stanie 5:4 dla Keys Amerykanka była o dwa punkty od zwycięstwa, ale Iga się wybroniła, a w następnym gemie przełamała rywalkę i to ona była już o krok od sukcesu, obejmując prowadzenie 6:5. Wydawało się, że serwując, Polka dokończy dzieła, takich okazji zwykle nie marnuje. I już, już była w ogródku, serwowała piłkę meczową, ale wtedy z bekhendu trafiła w siatkę, a następnie dała się przełamać, popełniając podwójny błąd serwisowy… Doszło do supertie-breaka, w którym przez większą część prowadziła Świątek – jeszcze 7-5 i 8-7. Ale wtedy Keys zaimponowała serwisem, wyszła na prowadzenie 9-8. Serwowała Polka, ale po wymianie wyrzuciła piłkę w aut i to oznaczało koniec marzeń.
Jak trzy lata temu
Trzeci set był tak intensywny, że Keys straciła rachubę i prowadzącą pomeczowy wywiad na korcie Casey Dellacquę pytała, czy broniła piłki meczowej. – Czułam, że w pewnym momencie zemdlałam i tylko biegałam, żeby pozostać w meczu i walczyć dalej o tie-break – przyznała triumfatorka.
Amerykanka – finalistka US Open z 2017 roku – pierwszy raz w karierze awansowała do finału w Melbourne, odpadała tu w półfinale w 2015 i 2022 roku. Keys notuje świetny czas – dwa tygodnie temu wygrała turniej w Adelajdzie, przedłużyła serię zwycięstw do 11, najdłuższą w karierze.
Świątek musi zadowolić się wyrównaniem najlepszego wyniku w Melbourne z 2022 roku, gdy przegrała w półfinale z inną Amerykanką, Danielle Collins.
Sabalenka o hat trick
Nie dojdzie więc do spotkania o numer 1 na świecie z Aryną Sabalenką. Białorusinka, najlepsza w Melbourne w dwóch poprzednich edycjach, pokonała w półfinale Paulę Badosę 6:4, 6:2 i w poniedziałek utrzyma pozycję liderki rankingu. To było jej ósme spotkanie z Hiszpanką i szósta wygrana Sabalenki. – Przyjaźnimy się i mam nadzieję, że dalej tak będzie. Zabiorę Paulę na zakupy i zapłacę za to, co wybierze – żartowała 26-latka z Mińska.
W sobotę Białorusinka stanie przed szansą wygrania Australian Open po raz trzeci z rzędu. Ostatnią tenisistką, która w Melbourne tego dokonała, była Szwajcarka Martina Hingis (1997-99).
Tomasz Mucha
Kosmiczny mecz
Wojciech FIBAK, pierwszy Polak w światowym Top 10
Obydwie tenisistki „wygrały” ten mecz. Tyle że w tenisie nie ma remisów i dlatego tylko jedna z nich mogła awansować do finału. Niestety, tym razem jest to Keys. Ale obie panie zaprezentowały niesamowity, wręcz kosmiczny poziom tenisa. Dawno nie oglądałem meczu kobiet na tak wysokim poziomie. Pod względem walki o każdy punkt zrobiły dosłownie wszystko. Iga zagrała na swoim bardzo dobrym poziomie, ale trafiła na „mecz życia” Keys. Świątek może występ w Australian Open traktować w kategoriach sukcesu. Wreszcie powrócił forhand, czyli to, czego brakowało w drugiej połowie ubiegłego roku. Mamy znowu „normalną” Igę, grającą pewnie, dynamiczną. Było to widać już podczas United Cup, a w Melbourne tylko to potwierdziła.