Co z tym Brunesem?

W Rakowie po przegranej (0:1) z Maccabi Hajfa mają spory problem i kilka dni, żeby się z nim uporać.

Czy Jonatan Brunes symuluje kontuzje? Fot. PAP/Waldemar Deska

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Tytułowe pytanie zadają sobie kibice nie tylko w Częstochowie. Trzymając się chronologii i oficjalnych komunikatów, na porannym treningu w dniu meczu najlepszy strzelec częstochowian miał zgłosić uraz mięśnia dwugłowego, który wykluczył go z występu w jednym z najważniejszych meczów Rakowa w tym sezonie. Biorąc pod uwagę to, że Norweg po bardzo udanej rundzie wiosennej liczył latem na transfer do mocniejszej ligi i od jakiegoś czasu wysyłał coraz mniej subtelne sygnały o chęci ewakuacji z Częstochowy, naturalne było, że od razu pojawiły się teorie spiskowe, że to jedynie wersja dla prasy". Dziennikarze i kibice zaczęli hurtowo kolportować mniej lub bardziej wiarygodne wersje zdarzeń. Wspólnym mianownikiem wszystkich miała być ostra wymiana zdań pomiędzy szkoleniowcem a zawodnikiem, która finalnie doprowadziła do zgłoszenia urazu przez napastnika.

Wiara w piłkarzy

Czy Brunes strzelił  focha" i zasymulował kontuzję? - Bardzo ciężko na to odpowiedzieć, bo wiem tyle, że zgłosił uraz i jesteśmy na etapie weryfikowania tego. Dziś nie jestem w stanie w żaden sposób tego skomentować, bo nie wiemy, jakiego charakteru jest to uraz, jakie jest jego podłoże i jakie mogą być jego ewentualne konsekwencje. Sam jestem ciekaw, co wykażą wyniki badań diagnostycznych. Nie chcę na razie dywagować, czy to symulacja, bo zachwiałoby to moją wiarę w piłkarzy jako ludzi, którzy poważnie traktują swój zawód. Pytań, wątpliwości będzie sporo, ale ja poczekam spokojnie na wyniki - powiedział nam na gorąco po meczu przewodniczący rady nadzorczej Rakowa, Wojciech Cygan.

Co naturalne, szerzej do sprawy nie chciał odnosić się również Marek Papszun. - Nie mogę komentować plotek, bo one się pojawiają od jakiegoś czasu i widzieliśmy, że nie miały nic wspólnego z prawdą i podobnie jest teraz - odpowiadał na pomeczowej konferencji.

Może się przeliczyć

Brunes był obecny na meczu, poczynania kolegów obserwował z loży VIP i nie sprawiał wrażenia zawodnika cierpiącego na jakiś uraz, a już na pewno nie na załamanego brakiem gry w arcyważnym dla częstochowian meczu. Jego postawa bardziej wpisywała się w narrację, że nie zmienił zdania w kwestii chęci odejścia i będzie chciał za wszelką cenę osiągnąć swój cel. Jeśli taki miał plan, a uraz okaże się blefem, to znając niezwykle twarde zasady szkoleniowca, raczej sobie nie pomógł. W Rakowie nie mają bowiem planu go teraz sprzedawać, tym bardziej że za Norwega nie wpłynęła żadna oferta, nad którą przy Limanowskiego mogliby choć dłużej się pochylić. Wściekły i podłamany porażką Michał Świerczewski opuścił w czwartek stadion stosunkowo szybko. Można być pewnym, że nie ugnie się pod ewentualnym szantażem piłkarza i stać go będzie na to, żeby za ewentualny sabotaż go ukarać. Brunes ma ważny do czerwca 2028 roku kontrakt, ale jeśli potwierdzą się informacje o symulowaniu urazu, może nawet wylądować w IV-ligowych rezerwach.

Na boisku brak Norwega był niestety aż nadto widoczny. Częstochowianie grali naprawdę dobry mecz, ale rażąco marnowali okazje bramkowe. Zwyczajnie brakowało im takiego egzekutora jak Brunes, który kilka razy już udowodnił, że potrafi odnaleźć się nawet w najtrudniejszych sytuacjach w polu karnym. - Johny jest naszym najlepszym strzelcem. Pewnie, że go brakowało, ale musieliśmy sobie radzić bez niego - mówił po meczu Zoran Arsenić, kapitan częstochowian.

Papszun nietykalny?

Pozycja szkoleniowca w Rakowie wydaje się niepodważalna, dosłownie i w przenośni wręcz pomnikowa, bo rzadko który trener doczekał się olbrzymiego muralu w centrum miasta, czynnie pracując. Nie brakuje jednak głosów krytycznych również wobec Papszuna. Czy ewentualne odpadnięcie z Ligi Konferencji już na etapie III rundy kwalifikacyjnej mogłoby sprawić, że w Częstochowie mogliby pomyśleć nad zmianą wydawałoby się nietykalnego trenera? - Nie wchodzę w ogóle w tego typu dywagacje. Nie odczuwam w żaden sposób, aby pozycja trenera była zagrożona. Dajmy sobie chwilę, powalczmy za tydzień, a tego typu rozważania na pewno w niczym nam nie pomogą. Z trenerem znamy się na tyle, że doskonale wiemy, na co możemy liczyć, on tak samo. Na zaufaniu przez lata budowaliśmy sukcesy i nie ma powodu, aby ono zostało zabrane czy zmniejszone - powiedział po meczu Cygan.

Atmosfera przy Limanowskiego zdaje się gęstnieć. Brak awansu do fazy ligowej Ligi Konferencji przy takich nakładach finansowych na transfery zostanie odebrany nie tylko jako porażka sportowa, ale również, a może przede wszystkim, finansowa. Frustrację spotęguje fakt, że w decydującej rundzie eliminacyjnej na częstochowian czeka rywal kilka klas gorszy od Maccabi (Żalgiris Kowno lub Arda Kyrdżali). Najtrudniejszym krokiem do pokonania tym razem wydaje się ten przedostatni przed awansem do fazy ligowej. Zdaje sobie z tego doskonale sprawę również Papszun. - W ponad 100-letniej historii Raków nie rozegrał zbyt wielu takich bardzo ważnych meczów. Były oczywiście finały Pucharu Polski czy decydujące mecze ligowe, ale to mecze w europejskich pucharach mają wielką wagę. To bardzo istotne spotkanie z wielu powodów - sportowych, rozwoju klubu, ekonomicznych. Musimy mieć świadomość, jak ważne to jest spotkanie. Na pewno pokażemy determinację do ostatnich minut rewanżu, a może i dogrywki czy rzutów karnych - mówi szkoleniowiec wicemistrzów Polski. 

Rewanż z Maccabi odbędzie w czwartek (14.08.) w Debreczynie na Węgrzech.

Mariusz Rajek