Co z tą regularnością?

Trudno myśleć o sukcesach w I lidze, jeśli w każdym meczu prezentuje się inne oblicze.

Jaka twarz kryje się za dłońmi? Fot. Marta Badowska / Press Focus

RUCH CHORZÓW

Na zapleczu ekstraklasy niemal każdy zespół marzy o tym, aby usunąć słowo „zaplecze”. Ruch nie jest w tym kontekście wyjątkowy, bo znajduje się w bardzo szerokim gronie, które marzy o tym, aby zdobyć jeden z trzech biletów do elity, albo przynajmniej złapać się do top 6 dającej baraże. Za nami – mniej więcej – jedna czwarta sezonu i na ten moment Niebiescy nie pokazali argumentów, które pozwoliłyby sytuować ich w górnej części tabeli.

Kompletowanie talii

Rzecz jasna nie oznacza to jeszcze niczego. To, że po dziewięciu kolejkach Betclic 1. Ligi ktoś jest na 11. miejscu – a Ruch jest – nie ma większego znaczenia dla finałowej tabeli. Chorzowianie tracą dwa punkty do baraży, mając zarazem trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Ciasno. Wahadło może pójść zarówno w jedną, jak i drugą stronę, ale znając pierwszoligowe realia – będzie to pewnie wahanie naprzemienne, bo... tak tu to po prostu wygląda. Żeby osiągnąć sukces, na zapleczu ekstraklasy potrzeba regularności mierzonej w perspektywie długoterminowej. Każdy miewa tu gorsze momenty, ale kluczem jest to, aby mieć w swojej talii karty, które w konkretnych aspektach będą pozwalały przewyższać przeciwników. Ruch ma na pewno potężne argumenty w postaciach historii, rzeszy fanów czy wielkiego stadionu. Fajnie – ale... nie są to karty, które gwarantują przewagę sportową. A właśnie takową muszą wypracować sobie Chorzowianie.

Aktualna opinia

Jakiś czas temu – i to nie raz – pisaliśmy o tym, że Ruch jest zespołem... mocno losowym. Nie wiadomo, jaki akurat się „wylosuje” w danym meczu. W rozmowie ze „Sportem”, którą opublikowaliśmy wczoraj, Aleksander Komor przyznał: – Musimy być bardziej regularni, bo nasze wahania gry są zdecydowanie zbyt duże.

Z kolei gdy w kwietniu rozmawialiśmy z byłym obrońcą Niebieskich Maciejem Sadlokiem, przedstawiliśmy mu tezę, że Ruch robi wiele elementów przyzwoicie, ale żadnego perfekcyjnie. – Wyglądają na stabilną drużynę, natomiast nie ma wielkiego „bum”, np. jeśli chodzi o kontratak czy akcje oskrzydlające. I w defensywie, i w pomocy, i w ataku zespół jest solidny, ale nie wyróżnia się na tle ligi – odpowiedział. Minęło kilka miesięcy, duże okienko transferowe... i czy ta opinia jakkolwiek się zestarzała?

Twoja twarz nie brzmi znajomo

Po przerwie na reprezentacje Chorzowianie udadzą się na bardzo trudny teren ŁKS-u. Jaki zespół tam zobaczymy? To wielka zagadka. Ruch pokazał bowiem w tym sezonie wiele twarzy i nie sposób określić, która jest tą właściwą. Jaką drużynę widzieliśmy w tym sezonie?

Z Bruk-Betem Niebiescy zagrali dobrą pierwszą połowę, stwarzali sytuacje, ale ich nie wykorzystywali. Gdy tuż po przerwie Termalica objęła prowadzenie, Ruch nie umiał już odpowiedzieć.

Z Miedzią było trudniej, obie strony miały swoje sytuacje, ale fatalny błąd obronny, skutkujący karnym i czerwoną kartką Abrahama del Morala, był pieczęcią do kolejnej porażki 0:2.

W Warszawie mecz był toporny. Ruch jednak objął prowadzenie, ale szybko je stracił i pod koniec musiał drżeć o wynik. Uratował go Jakub Wrąbel.

Następnie Lechia – jeszcze nie taka jak teraz. Niebiescy dominowali właściwie przez cały mecz, prowadzili atak za atakiem, ale byli zupełnie nieskuteczni. Uratowali się w ostatniej akcji – z jednej strony w pełni zasłużone, z drugiej w pełni wymęczone zwycięstwo.

W Rzeszowie znowu wygrana 1:0 – ale jakże inna. Ruch grał przeciętnie, „cierpiał”, ale „wycierpiał” ze słabym przeciwnikiem, którego skutecznie trzymał z dala od bramki.

W Głogowie było po równo średnio, dopóki Chrobry nie przechytrzył gości wrzutem z autu. Po straconej bramce Niebiescy nie wiedzieli, co mają zrobić.

Unia Skierniewice – wreszcie pokaz skuteczności. Trudny, ale dobry mecz, w którym udawało się i strzelać, i odpierać rywala.

Z Podbeskidziem z kolei strzelania było mnóstwo, ale... pod obiema bramkami. W przeciwieństwie do Unii, Ruch bronił słabo.

Ostatnio z Polonią z kolei Chorzowianie znowu powinni cieszyć się z remisu. Głównie przed przerwą bytomski rywal był wyraźnie lepszy, a Ruch miał problemy z atakiem.

Oczywiście istnieje jeszcze jedna perspektywa i to... wcale nie kontrowersyjna. Może po prostu trzeba zaakceptować fakt, że taki a nie inny Ruch gra po prostu na miarę swojego potencjału. Że to zespół ze środka pierwszoligowej stawki i jeśli uda mu się dostać do baraży, to zrobi coś „ekstra”. Czy to możliwe? Jasne, że tak. Ale jeśli wszyscy będą grali zgodnie ze swoim potencjałem „na papierze”... to czy będzie tam miejsce dla Ruchu?

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się