Co z czwartą trybuną?
W Zabrzu doszło do trzęsienia ziemi. To następstwo wyników wyborów samorządowych.
Erik Janża wrócił z mistrzostw Europy i jest gotowy na kolejny sezon z Górnikiem. Fot. PressFocus
GÓRNIK ZABRZE
Wiadomo że zasłużonym klubem rządzi miasto, które ma większościowy pakiet akcji. Nowe władze klubu robią, co mogą, żeby nie było finansowego tąpnięcia. W 2023 r. aktywa obrotowe klubu wyniosły niecałe 20 mln zł, a zobowiązania krótkoterminowe przekroczyły 35 mln. Bartłomiej Gabryś, członek zarządu, przyznawał w trakcie pierwszego spotkania z mediami, że sytuacja finansowa klubu jest trudna. Dlatego ważne, że mimo trudności finansowych, Górnik może liczyć na wsparcie firmy Węglokoks, która pozostanie z klubem na sezon 2024/25. Wydaje się, że wiele zależy od dyrektora sportowego Łukasza Milika, który wrócił do klubu i budował mocno zmienioną kadrę, oraz od człowieka-instytucji, Lukasa Podolskiego, który coraz mocniej wchodzi w rolę nie tylko piłkarza, ale doradcy zarządu. – Kiedyś na pewno odejdę, ale jeszcze nie teraz. Torcida nie da mi odejść na emeryturę – mówił podczas klubowej prezentacji 39-letni już piłkarz.
Nie do końca wiadomo co z czwartą, budowaną trybuną. Podczas sesji Rady Miasta, pod koniec czerwca, okazało się, że na dokończenie stadionu Górnika ma brakować od 25 do 45 mln zł.
KOMENTARZ „SPORTU”
Wokół nowe twarze
Powiedziałbym, że obstawianie, jak Górnik będzie prezentował się w najbliższym sezonie, jest jak wróżenie z fusów, gdyby nie fakt, że jego trenerem jest znany, lubiany i ceniony Jan Urban. Oczywiście 62letnitrener nie jest cudotwórcą, jednak jego umiejętności i doświadczenie pozwalają wierzyć, że ogarnie sytuację.
Zmiany w kadrze są ogromne, w każdej formacji. Nie do poznania może być choćby linia napadu. Czy stworzą ją teraz Aleksander Buksa (brat Adama), który przyszedł z Austrii, i Lukas Zahović (syn Zlatka), który przyszedł ze Szczecina (Łukasz Milik ma tam dobre kontakty). Szkoda za to Ennnalego, ale… tak to musi wyglądać. Klub musi produkować piłkarzy, których będą chcieli inni, bogatsi – to naturalne w tym biznesie.
Zauważmy, że doszli również hiszpańscy obrońcy Josema (z Ruchu Chorzów!) i Manu Sanchez. W Zabrzu mają nadzieję, że będą prezentować się co najmniej tak dobrze, jak kiedyś ich rodak Dani Suarez. Stawianie na hiszpańskich graczy ma sens. Już wielokrotnie okazywało się, że tamtejszych trzecioligowców stać na bycie w Polsce gwiazdami.
Paweł Czado