Co się z nimi dzieje?
Najmocniej w składzie lidera ligi angielskiej zawodzą... Anglicy.
U Bukayo Saki wszystko w tym sezonie jest na opak. Fot. Harvey Murphy/News Images/SIPA USA / Press Focus
ANGLIA
Że najsilniejsze zespoły Premier League opierają się na obcokrajowcach, wiemy nie od dziś. Różnie rozkładają się te proporcje, ale średnia przekracza 70 procent. Dodatkowo w gronie krajowych piłkarzy zawsze jest kilku nieodgrywających większej roli młodziaków.
Arsenal ma jeden z najwęższych zespołów w stawce. To 24 piłkarzy (plus ewentualne zaplecze w rezerwach), z których tylko siedmiu to Anglicy: obrońcy Ben White i Myles Lewis-Skelly, pomocnik Declan Rice oraz gracze szeroko pojętej ofensywy, tj. Eberechi Eze, Bukayo Saka, Noni Madueke i 16-letni talent Max Dowman. White i Lewis-Skelly przegrywają miejsce na bokach defensywy, Madueke jest drugim wyborem na skrzydle, a Dowman – to wizja przyszłości. Najwięcej z tego grona gra Rice, lider Arsenalu, którego trudno się o coś czepiać. Najciekawsza jest z kolei sprawa Eze oraz Saki.
Ten pierwszy był wielkim hitem transferowym. Kanonierzy zapłacili za gwiazdę Crystal Palace 70 mln euro, a ta... zupełnie zawodzi. To rezerwowy, którego statystyki z tego sezonu ratuje tylko niespodziewany hat trick w derbach z Tottenhamem – taki wyczyn w Arsenalu potrafi kupić sporo czasu. Poza tym jednak 27-latek jest cieniem samego siebie z poprzedniego zespołu, bo popis ze Spurs to były ostatnie „liczby”, jakie dał w Premier League. A miało to miejsce 23 listopada!
Saka z kolei jest bezapelacyjnie największą gwiazdą Kanonierów. To najwyżej wyceniany piłkarz w talii trenera Mikela Artety, który – mimo że nie boryka się problemami zdrowotnymi, jak w poprzednim sezonie – gra bardzo słabo. Szkoleniowiec niekiedy sadza go na ławce rezerwowych, lecz nie po to, aby odpoczął, ale dlatego, że są po prostu lepsi. W sezonie 2022/23 Saka miał w Premier League 26 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (gole plus asysty), rok później 28, w zeszłym sezonie – naznaczonym długą kontuzją – 17, a w tym ma jak na razie 9. Należy tu jednak zaznaczyć, że liczba minut spędzonych na boisku jest bliska tej, jaką zanotował w poprzedniej kampanii. 24-latek ma ewidentny kryzys, a złośliwi wytykają , że statystyki i tak ma poprawione dzięki rzutom karnym (z siedmiu goli we wszystkich rozgrywkach dwa padły po uderzeniu z 11 metrów). Jeszcze inni wskazują, że – tu też licząc wszystkie fronty – identyczny bilans kanadyjski ma ogłoszony gigawpadką transferową i często wyśmiewany Florian Wirtz, za którego Liverpool zapłacił około 136 mln euro, co stanowiło w tamtej chwili jego rekord.
U Niemca widać jednak tendencję zwyżkową, a u Anglika? Dla walczącego o mistrzostwo Arsenalu dobrze by było, aby jego (chyba) najlepszy piłkarz znowu zaczął błyszczeć. Okazję będzie miał już dzisiaj, z Wolverhampton będącym już jedną nogą w Championship. To mecz przełożony o miesiąc z marca, kiedy Londyńczycy będą grali w finale Pucharu Ligi.
(PTub)
