Co ma wisieć, a co nie

LIGOWIEC

Nie ma kolejki, co więcej - dnia, żeby nie było głośno o arbitrach. Jest o czym mówić i o czym pisać, ale czy o to chodzi? Teraz na świeczniku jest Bartosz Frankowski. W Białymstoku nie potrafią się pogodzić z jego decyzją o niepokazaniu czerwonej karki Josemie w meczu 13. kolejki w Zabrzu w poprzednią niedzielę i fani Dumy Podlasia wywiesili obraźliwy transparent uderzający w arbitra z Torunia.

Przyznam, że jestem wielkim przeciwnikiem kneblowania tego, co kibice wieszają na stadionie; tego, co chcą wyrazić. Jasne, groźby czy ordynarne hasła nie mają prawa pojawiać się na sportowych obiektach. Przy okazji decyzji sędziego Pawła Raczkowskiego, który tak się przejął hejtem, że przerwał mecz Jagiellonii z Rakowem, wyciągnięto mu kilka „kwiatków”. Czemu nie przerwał gry podczas derbów Trójmiasta, kiedy fani Lechii wywiesili obraźliwy transparent uderzający w Arkę? Czemu nie interweniował swego czasu w Częstochowie, kiedy w niewybredny sposób atakowano Afimico Pululu? A „słynna” oprawa Cracovii w marcu 2024? Bojówka „Jude Gang” wywiesiła na sektorówce postać trzymającą w jednej ręce zakrwawiony nóż, a w drugiej obciętą głowę kibica Wisły…   

Swoich broni, a innych nie? Nie tak to powinno wyglądać. Swoją drogą obecni rządzący aż się palą do wprowadzenia ustawy o mowie nienawiści. Chcą, żeby było jak w Wielkiej Brytanii, gdzie średnio kilkadziesiąt osób dziennie jest zatrzymywanych za tzw. hate speech, czyli właśnie mowę nienawiści.  

Aż trudno sobie wyobrazić, jak mogłoby to wyglądać na polskich stadionach. Pewnie ligowe rozgrywki nie zostałyby dokończone… No bo kto ma arbitralnie zdecydować, co ma wisieć a co nie? Traktować wszystko uznaniowo? Jeden zwróci uwagę na taki napis, a inny na coś zupełnie innego. Pamiętam mistrzostwa świata w Hiszpanii w 1982 roku, kiedy Biało-czerwoni grali o półfinał z ZSRR, a za jedną z bramek rozwinięto olbrzymich rozmiarów transparent z logo „Solidarności”, akurat wtedy zawieszonego związku. U nas trwał przecież stan wojenny. Tysiące osób było internowanych, inni się ukrywali. Rzeczony transparent pojawił się na trybunach słynnego stadionu Camp Nou w Barcelonie! Nie wisiał długo, bo interweniował sowiecki ambasador. W drugiej połowie został zwinięty przez hiszpańską policję. Został jednak zauważony i było z tego powodu wiele radości, jak z bezbramkowego remisu, który dał nam awans – po raz drugi w historii – do półfinału mistrzostw świata.

Nie da się ustawą uregulować wszystkiego. Transparenty o takiej czy innej treści będą się pojawiały na stadionach tak długo, jak długo kibice będą przychodzić na trybuny. Nikt nie jest w stanie tej kwestii uregulować i… nawet nie powinien tego robić. Czasy cenzury minęły u nas w 1989 roku i oby już nie wróciły!  

Obrażać i wyzywać nie można, więc pozostaje chyba tylko praca u podstaw, czyli apelowanie, proszenie, tłumaczenie. Może do kogoś to trafi i zanim w przyszłości coś wywiesi, to się dwa razy zastanowi, czy aby robi to w dobrej wierze.

Michał Zichlarz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się