Co dwie głowy, to nie jedna
Raków w końcu połączył przyjemną dla oka grę z efektownym zwycięstwem. Pogoń była jedynie tłem dla drużyny Łukasza Tomczyka.
Taki Raków, jak w niedzielę, kibice w Częstochowie chcieliby oglądać zawsze. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
W końcu zatrybili
W żadnym z wcześniejszych meczów pod wodzą Tomczyka Częstochowianie nie zagrali na miarę oczekiwań i możliwości. W niedzielę fajerwerków nikt nie oczekiwał, liczyć miały się tylko trzy punkty. Ku miłemu zaskoczeniu kibiców, Raków od pierwszych minut grał jednak tak, jak się tego oczekuje. Już w 7 minucie po dograniu Michaela Ameyawa minimalnie pomylił się Ivi Lopez. Trzy minuty później Częstochowianie byli już jednak na prowadzeniu. Hiszpan dośrodkował z rzutu rożnego, piłkę głową do środka zgrał Oskar Repka, a Brunesowi pozostało dostawić głowę. Później Norweg mógł się zrewanżować koledze, ale „Repa” pomylił się o kilkanaście centymetrów. - Nie dokręciła się ta piłka, muszę trochę popracować, bo bramkarz nawet się nie ruszył – skomentował w przerwie były gracz GKS-u Katowice.
Kluczowy moment meczu miał miejsce w 24 minucie, gdy mający już żółtą kartkę Hussein Ali sfaulował wychodzącego na dobrą pozycję Tomasza Pieńkę i wyleciał z boiska. Od tego momentu Raków praktycznie zmiótł rywala z planszy, oddając aż 14 strzałów przed zejściem na przerwę. Jednobramkowa strata z perspektywy kompletnie bezbarwnej (również przed czerwoną kartką) Pogoni była absolutnie najmniejszym wymiarem kary.
Łyżka dziegciu – nieskuteczność...
Od początku drugiej połowy w kierunku bramki Cocojaru nadal leciały pociski. Tym razem nie było mowy o zadowoleniu się skromnym 1:0, ale też po stronie gospodarzy dał znać o sobie jeden z ich największych demonów – potworna nieskuteczność. Doskonałe okazje marnowali Pieńko, Ameyaw, Rocha (starał się naprawdę wyjątkowo, przepychał z rywalami, strzelał z różnych pozycji, szukał kolegów). Liczba zmarnowanych okazji przez Raków wyglądała wręcz niebezpiecznie w kontekście znanego powiedzenia o zemście i niewykorzystanych szansach. W 73 minucie ostatecznie marzenia o powalczeniu o jeden punkt wybili gościom wprowadzeni kilka minut wcześniej rezerwowi. Adriano Amorim niezwykle precyzyjnie dośrodkował na głowę Patryka Makucha, a ten potwierdził, że w ostatnim czasie jego forma zdecydowanie zwyżkuje. - Weszliśmy bardzo dobrze w mecz, nawet przed czerwoną kartką dla rywali. Skorzystaliśmy z przewagi pewnie dowożąc wynik – podsumował ucieszony nie tylko z gola, ale i spodziewanego potomka napastnik.
Ciasno, coraz ciaśniej
Raków maksymalnie wykorzystał potknięcia najgroźniejszych ligowych rywali – Jagiellonii oraz Lecha i traci do nich już tylko punkt. Od prowadzącego Zagłębia ma cztery mniej, ale Lubinian chyba wciąż nikt nie bierze na poważnie w kontekście walki o mistrzostwo. Ekstraklasa jednak jak żadna inna liga udowadnia w tym sezonie, że niemożliwe nie istnieje…
Nie wiadomo, co przed meczem swoim podopiecznym powiedział Tomczyk, ale w szeregi Rakowa wróciła radość i pozytywna energia. Może lepiej byłoby nawet napisać, że pojawiła się po raz pierwszy w tej rundzie. Czy tylko na chwilę, czy będzie to trwała tendencja - pokażą najbliższe mecze, ale wydaje się, że Raków z zaangażowaniem z niedzieli byłby w stanie wygrać z każdym w ekstraklasie. Czy również z Fiorentiną w Lidze Konferencji? Przed Tomczykiem w czwartek pierwszy sprawdzian w Europie.
Mariusz Rajek
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐ ⭐
◼ Raków Częstochowa – Pogoń Szczecin 2:0 (1:0)
1:0 – Brunes, 10 min (asysta Repka), 2:0 – Makuch, 73 min (asysta Amorim)
RAKÓW: Zych 6 – Tudor 6, Racovitan 6, Svarnas 7 – Repka 7 (81. Dawidowicz niesklas.) - Ameyaw 5, Struski 6, Ivi Lopez 7 (61. Bulat 5), Pieńko 5 (67. Amorim 6) – Rocha 5 (67. Makuch 7), Brunes 7 (81. Brusberg niesklas.). Trener Łukasz TOMCZYK. Rezerwowi: Trelowski, Żołneczko, Arsenić, Mosór, Napieraj, Ilenić, Mircetić.
POGOŃ: Cojocaru 6 – Ali 0, Keramitsis 3, Szalai 4, Koutris 3 (46. Mendy 3) – Ulvestad 4, Greenwood 4 (75. Biegański niesklas.) – Agger 3 (61. Leo Borges 4), Pozo 4 (28. Loncar 5), Mukairu 4 – Angielski 4 (46. Cuić 4). Trener Thomas THOMASBERG. Rezerwowi: Kamiński, Czapliński, Smoliński.
Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork) – 6. Asystenci Sebastian Mucha (Kraków) i Maciej Kosarzecki (Opole). Czas gry - 95 min (46+49). Widzów 5455. Żółte kartki: Ali (13. faul; 24. faul), Mendy (70. faul); czerwona - Ali (24. druga żółta).
GŁOS TRENERÓW
Thomas THOMASBERG: - Przegraliśmy z lepszą drużyną, tutaj nie ma nawet co gadać. Nasze nastawienie w pierwszej połowie - i nie mówię tu o czerwonej kartce - nie mogło przynieść sukcesu. Po przerwie była drobna poprawa, ale to już niewiele dało, przegrywamy zasłużenie.
Łukasz TOMCZYK: - Bardzo dobre spotkanie, które wygraliśmy dzięki kibicom. Od pierwszych minut czuć było, o co gramy, a to sport, w którym musisz dostawać energię z trybun. W tygodniu powiedzieliśmy sobie, co musimy poprawić, jakie jest nasze DNA, że mamy iść po kolejne gole, nie kalkulować i narzucić swój pressing. Kontrolowaliśmy ten mecz oddając wiele strzałów, wszystko nam zagrało.
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| RAKÓW | POGOŃ | |
| 64 | posiadanie piłki | 36 |
| 7 | strzały celne | 1 |
| 16 | strzały niecelne | 4 |
| 6 | rzuty rożne | 0 |
| 3 | spalone | 2 |
| 10 | faule | 13 |
| 0 | żółte kartki | 3 |
| 0 | czerwone kartki | 1 |
