Co cztery głowy, to nie jedna
Roszada na ławce trenerskiej, debiut 15-letniego bramkarza i zwycięstwo w niezwykle ważnym meczu, przełamujące serię pięciu porażek - tak wyglądały ostatnie dni w Rozwoju Katowice.
Patryk Gembicki (w środku), strzelając dwa gole Gwarkowi Tarnowskie Góry, wlał w serca swych kolegów sporo optymizmu. Fot. Rozwój Katowice
4. LIGA ŚLĄSKA
Końcówka minionego tygodnia w klubie z Katowic-Piotrowic zapamiętana zostaną na długo, ale... zacznijmy od początku. Gdy 12 września w meczu 8. kolejki Rozwój pokonał Ruch Radzionków 1:0, ludzie z nim związani liczyli, że ruszy w górę tabeli. Tak się jednak nie stało i po pięciu porażkach z rzędu postanowiono coś zmienić.
Nowy impuls
- Dziękujemy trenerowi Rafałowi Bosowskiemu za ponad trzy lata pracy z pierwszym zespołem, zaangażowanie, wiedzę, serce i pasję, które wkładał w codzienne funkcjonowanie drużyny. To nigdy nie są łatwe decyzje, ale na prośbę trenera usiedliśmy do rozmów i doszliśmy do wspólnych wniosków, że na tym etapie sezonu drużyna może potrzebować nowego impulsu. Nie żegnamy się jednak, bo trener Bosowski pozostaje w strukturach naszego klubu. Nadal mocno liczymy na jego pracę w akademii, prowadzenie kolejnych zawodników i wspieranie młodej kadry szkoleniowej. Jego doświadczenie, wiedza i zaangażowanie są dla nas nieodzowne. Wiemy, że jako klub obraliśmy drogę nieoczywistą i niełatwą, ale jesteśmy przekonani, że to właściwy kierunek i nie zamierzamy z niego schodzić. Naszą tożsamością są wychowankowie Akademii Piłkarskiej Rozwoju i chcemy konsekwentnie dawać im szansę na rozwój oraz grę w pierwszym zespole na poziomie seniorskim. Tak jak stawiamy na młodych zawodników na boisku, tak teraz drużynę prowadzić będą trenerzy związani z naszym klubem. To naturalna kontynuacja tej samej filozofii - powiedział klubowym mediom prezes Sławomir Mogilan, powierzając zespół kwartetowi w składzie: Patryk Gembicki, Szymon Hojeński, Miłosz Machalski i Marek Kolonko.
Ciężar odpowiedzialności
Gembicki, Hojeński i Kolonko z pierwszym zespołem związani są od dawna; Gembicki jako grający drugi trener, Hojeński jako asystent, Kolonko jako trener bramkarzy i kierownik zespołu, a Machalski zajmował się dotąd szkoleniem roczników 2011 i 2014. To właśnie ta czwórka wzięła na siebie ciężar odpowiedzialności za wynik „meczu o 6 punktów” z Gwarkiem Tarnowskie Góry, który również uzbierał zaledwie 7 punktów. Krótko przed pierwszym gwizdkiem konieczna była zmiana. Z protokołu - ze względu na ważne sprawy rodzinne - musiał zostać wykreślony Bartosz Golik, a miejsce bramkarza, najstarszego zawodnika drużyny i jednocześnie jej kapitana zajął Adam Tunkel. Sztab szkoleniowy zachował zimną krew, wstawiając między słupki debiutującego 15-latka. Tunkel nie popełnił większych błędów, pokonać dał się jedynie z dwóch rzutów karnych, a po wygranym 4:2 spotkaniu wypowiadał się bardzo dojrzale... - Na pewno byłem trochę zaskoczony, bo nie na co dzień rezerwowy bramkarz zaczyna w pierwszym składzie. To było dla mnie bardzo duże wyzwanie. „Golo” to nasz kapitan i świetny bramkarz. Starałem się choć w 5 procentach go zastąpić, by trenerzy byli ze mnie zadowoleni i bym pomógł drużynie zdobyć cenne punkty. Po dwóch podaniach stres minął. Pomogła mi w tym drużyna, która bardzo we mnie wierzyła i za to jestem jej wdzięczny. Środowisko w Rozwoju jest super i buduje każdego młodego zawodnika - podkreślał golkiper, który debiut w 4. lidze śląskiej zanotował w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu, wchodząc na końcówkę wyjazdowego spotkania ze Spójnią Landek.
Szkolony od blisko dekady w miejscowej akademii zawodnik odniósł się także do puszczonych goli... - Rywal dobrze je uderzał, był starszy, pewny siebie. Pierwszego karnego wyczułem, trochę mi zabrakło. Przy drugim sądziłem, że zmieni róg, ale nie zmienił, widocznie ten jeden był dla niego w tym dniu szczęśliwy. Będę pracował również nad tym elementem, by w przyszłości mógł pomagać zespołowi. Ale jakbym w tym meczu puścił 100 goli, a strzelilibyśmy 101, to i tak byłbym szczęśliwy. Liczy się przecież zwycięstwo - dodawał ze swadą Tunkel.
Sobota w Chorzowie
Na szczegółową analizę wygranego spotkania zdobył się Miłosz Machalski, który w prowadzenie zespołu angażował się najbardziej. - Tę wygraną chcielibyśmy zadedykować trenerowi Bosowskiemu (oglądał mecz w towarzystwie prezesa Mogilana, ciesząc się z każdego udanego zagrania - przyp. red.). Z jego doświadczenia wszyscy w klubie mogliśmy czerpać i nadal możemy czerpać. Jestem wychowankiem Rozwoju, mam ten klub w sercu i nie przypuszczałem, że kiedyś będzie mi dane pełnić tak ważną rolę, być tuż za boczną linią podczas meczu pierwszego zespołu. Czuję wyróżnienie, że znalazłem się w tym młodym sztabie i mogę zapewnić, że damy z siebie, ile mamy, by pracować jak najlepiej. Mecz nam się ułożył idealnie. Szybkie otwarcie, potem podwyższenie, a drugiej połowie trzeci również w pełni zasłużony gol. Po dwóch karnych, będących wynikiem trochę braku boiskowego szczęścia, trochę - braku doświadczenia młodych zawodników („jedenastki” zostały podyktowane za zagrania ręką - przyp. red.), zrobiliśmy sobie problem, ale nie pozwoliliśmy rywalom złapać wiatru w żagle, „dobijając” ich czwartym trafieniem. Mamy w drużynie kilku starszych chłopaków i to oni muszą ją ciągnąć, brać na siebie najwięcej odpowiedzialności, dając młodszym wsparcie - powiedział uradowany szkoleniowiec, mając już z tyłu głowy kolejne spotkanie. W najbliższą sobotę o 11.00 poprzeczka powędruje znacznie wyżej, bo Katowiczanie zostaną podjęci przez 3. w tabeli Ruch II Chorzów. Ta drużyna w ostatniej kolejce przerwała serię lidera Unii Turza Śląska, zwyciężając na jej terenie 3:2, mimo że do 90 minuty przegrywała 1:2.
(mha)
135 PUNKTÓW w 114 meczach zdobył Rozwój pod wodzą trenera Rafała Bosowskiego.
