Cios za cios
W ciągu kilku dni piłkarze GKS-u zaserwowali swoim kibicom drugi dreszczowiec.
Eman Markovic - choć poobijany - był gwiazdą niedzielnego wieczoru. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
GKS Katowice po meczu z Rakowem w środku tygodnia wyszedł na wyjazdowy mecz z Lechem podwójnie zmotywowany. Przede wszystkim podopieczni Rafała Góraka przegrali z Częstochowianami i odpadli z Pucharu Polski, choć rozegrali świetne spotkanie. Chcieli więc udowodnić, że są w stanie wygrywać z najlepszymi. Cóż – Lech nie tylko jest mistrzem Polski, ale też liderem, więc był to odpowiedni przeciwnik, żeby Katowiczanie mogli pokazać, na co ich stać.
Potwierdzenie dla Góraka
Spotkanie z Rakowem sprawiło jednak, że szkoleniowiec GieKSy musiał dokonać poważnych zmian w składzie. Przede wszystkim przy Limanowskiego kontuzji doznał Lukas Klemenz. Nie dotrwał do końca spotkania pucharowego, a w jego miejsce wszedł Marten Kuusk, który grał do ostatniego gwizdka. Wydawało się, że to właśnie Estończyk wskoczy do składu w lidze, ale... Rafał Górak posadził go na ławce, a na debiut zasłużył Marius Olson, który dołączył do drużyny na początku marca.
Na tym zmiany się nie zakończyły. W rywalizacji w Częstochowie znakomicie zaprezentował się Eman Markovic, rezerwowy, który wszedł za Mateusza Wdowiaka. W dogrywce trafił do siatki, doprowadzając do wyrównania (4:4) i zapewniając GKS-owi rzuty karne. Zagrał na tyle dobrze, że wygryzł Wdowiaka z wyjściowej jedenastki, pojawiając się w niej po raz pierwszy od listopadowego meczu z Pogonią Szczecin (2:0).
Ofensywne zapędy GieKSy widoczne były od pierwszych minut. Lech nie miał wiele do powiedzenia. Poza kilkoma zrywami rzadko pojawiał się pod bramką Rafała Strączka. Przyjezdni z Górnego Śląska natomiast byli bardzo aktywni. Zdarzało się wręcz, że zamykali Kolejorza w jego polu karnym! Przeprowadzili kilka groźniejszych akcji, aż w końcu w 38 minucie Rafał Górak dostał potwierdzenie – podjął słuszną decyzję, stawiając na Markovica. Norweg po tym, jak zdobył gola z dystansu w Częstochowie, w Poznaniu ruszył za ciosem. Tym razem otrzymał dośrodkowanie od Alana Czerwińskiego i spokojnym strzałem głową pokonał Bartosza Mrozka.
Demony spod Jasnej Góry
Pierwsza połowa zakończyła się więc wynikiem 0:1. Po przerwie do GKS-u powróciły jednak demony, które nawiedziły ich w meczu z Rakowem. Po pięciu minutach drugiej połowy w Częstochowie z wyniku 2:0 Raków doprowadził do remisu. W niedzielę po trzech minutach było 1:1, gdy Arkadiusz Jędrych zapisał bramkę samobójczą. Kibice z Katowic zapewne przed oczami mieli obrazki spod Jasnej Góry, gdy GieKSa za wszelką cenę musiała walczyć o zwycięstwo, a ostatecznie przegrała. Nie chcieli na to pozwolić ofensywni pomocnicy Markovic i Bartosz Nowak – najaktywniejsi zawodnicy katowickiej ekipy.
W 59 minucie Norweg rozpoczął rajd. Ze skrzydła zszedł do środka, napędził akcję podając do Nowaka, a ten zgrał futbolówkę do Ilji Szkurina. Białorusin miał pewne problemy z opanowaniem piłki, ale dopisało mu szczęście – po przebitce otrzymał szansę na uderzenie i długo się nie zastanawiał, oddając strzał. Trafił do siatki po raz czwarty w sezonie, po raz drugi w 2026 roku.
Emocje nie opadły!
W 73 minucie Rafał Górak zdecydował się na dokonanie kilku zmian, biorąc pod uwagę to, że zawodnicy mieli w nogach długi mecz z Rakowem. Zmienił aż trzech piłkarzy i… po minucie Lech zdobył gola na 2:2. Co więcej – akcję Kolejorza wypracowali zmiennicy. Luis Palma genialnie podał do Daniela Hakansa, a ten mocnym uderzeniem pokonał bramkarza.
Mieliśmy więc do czynienia z kolejny pasjonującym meczem GieKSy, a emocji nie brakowało także w ostatnich minutach. Po raz kolejny zabłysnął Markovic, który trafił do siatki, dobijając piłkę po strzale Erika Jirki. Czy emocje zaczęły opadać? A skąd! 2 minuty później wyrównał Palma. GieKSa i Lech poszły na wymianę ciosów. Kilka okazji pod koniec meczu mieli gospodarze, ale fenomenalnie spisywał się Strączek. Uratował GKS-owi remis 3:3.
Kacper Janoszka
OCENY MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Lech Poznań – GKS Katowice 3:3 (0:1)
0:1 – Markovic, 38 min (głową,asysta Czerwiński), 1:1 – Jędrych, 48 min (samobójcza), 1:2 – Szkurin, 59 min (bez asysty), 2:2 – Hakans, 74 min (asysta Palma), 2:3 – Markovic, 78 min (bez asysty), 3:3 – Palma, 80 min (asysta Gholizadeh)
LECH: Mrozek 4 – Pereira 4, Mońka 4, Skrzypczak 3, Gurgul 4 – Gholizadeh 7, Kozubal 6 (83. Ouma niesklas.), Rodriguez 3 (59. Jagiełło 4), Bengtsson 4 (68. Palma 7) – Walemark 4 (68. Hakans 6), Ishak 4 (68. Agnero 4). Trener Niels FREDERIKSEN. Rezerwowi: Andrejew, Dudek, Gumny, Moutinho, Ouma.
GKS: Strączek 6 – Czerwiński 4 (90. Wdowiak niesklas.), Jędrych 4, Olsen 4 – Wasielewski 5, Milewski 5 (73. Łukasiak niesklas.), Rasak 6, Galan 6 (73. Jirka niesklas.) – Markovic 8 (90+2. Wędrychowski niesklas.), Szkurin 6 (73. Zrelak niesklas.), Nowak 7. Trener Rafał GÓRAK. Rezerwowi: Kudła, Błąd, Kokosiński, Kuusk, Rogala.
Sędziował Damian Sylwestrzak (Wrocław) – 6. Asystenci: Paweł Sokolnicki (Płock) i Krzysztof Stępień (Wrocław). Czas gry 104 (51+53). Widzów 35143. Żółta kartka Walemark (53. faul).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| LECH | GKS | |
| 62 | posiadanie piłki | 38 |
| 6 | strzały celne | 9 |
| 11 | strzały niecelne | 9 |
| 6 | rzuty rożne | 9 |
| 10 | faule | 8 |
| 1 | spalone | 3 |
| 1 | żółte kartki | 0 |
