Ciężko, ciężej, Raków
Porażka z Zagłębiem jeszcze bardziej skomplikowała i tak już trudną sytuację Częstochowian. Najbliższe mecze mogą być decydujące dla zimowych decyzji.
Karol Struski (pierwszy z lewej) zdaje sobie sprawę, że sytuacja jego i kolegów robi się coraz poważniejsza. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
We wtorkowy wieczór powietrze przy Limanowskiego było tak gęste, że można je było kroić nożem. Siódma ligowa porażka w ósmym meczu już sama w sobie musi uruchamiać wszystkie systemy alarmowe, a jeśli dodamy do tego atmosferę ogromnej krzywdy ze strony arbitra Daniela Stefańskiego, obraz zaczyna przypominać Piekło Dantego. Co oczywiste, żadna osoba z klubu oficjalnie nie mogła komentować poczynań sędziego, ale panowało tam pełne przekonanie o... kradzieży punktów. Liczba błędnych decyzji na niekorzyść Rakowa była zatrważająca, a bezdyskusyjnym i jednoznacznie ocenionym błędem było uznanie bramki na 1:1 po zagraniu ręką Romana Jakuby. Sędzia nie podyktował też rzutu karnego po faulu na Franie Tudorze, a chwilę później padła bramka na 2:1 dla gości.
Ukarani za odwagę
Jednak o przegranej zadecydowała zbyt duża zuchwałość Częstochowian w doliczonym czasie (sędzia Stefański dodał aż 11 minut, które przeciągnęły się do szesnastu!). – Chcieliśmy pójść za ciosem i uważam, że nie byliśmy daleko od wygranej. Może za odważnie poszliśmy po trzy punkty, a trzeba było uszanować jeden i jest jak jest… – przyznawał po meczu Karol Struski, którego jako jedynego z obozu Rakowa udało nam się namówić na komentarz.
Jego słowa potwierdzał szkoleniowiec. – Biorąc pod uwagę, ile w tym meczu było kontrowersji, ile decyzji przeciwko nam, to gdybyśmy wycisnęli punkt, byłby on do zaakceptowania, a porażka boli. Jest trudna do zaakceptowania, ale takie jest sportowe życie. Źle zarządziliśmy ostatnimi fragmentami meczu i zapłaciliśmy za to dużą cenę. Musimy teraz zdobyć punkty w Kielcach – powiedział Tomasz Kaczmarek.
Raków z Zagłębiem nie zagrał tak dobrze jak z Motorem (2:1) kilka dni wcześniej, ale też trzeba przyznać, że podopieczni Leszka Ojrzyńskiego pozwolili mu na zdecydowanie mniej, idealnie wprost dostosowując taktykę pod Częstochowian.
By nie obudzić się za późno
Jak wielkie nie byłoby w obozie Medalików rozgoryczenie, to jak najszybciej trzeba o starciu z Zagłębiem zapomnieć. Sytuacja robi się bowiem bardzo poważna. Drużyna z trzema punktami zamyka tabelę ekstraklasy, a w perspektywie ma spędzenie na tym miejscu długiej reprezentacyjnej przerwy. Mnóstwo punktów straciła u siebie z rywalami z dolnych lub środkowych rejonów tabeli, a po sobotnim meczu w Kielcach runda jesienna będzie już za półmetkiem! – Jesteśmy w takim momencie, gdzie każdy z nas musi wziąć odpowiedzialność za klub. Musimy wyjść na Koronę w taki sposób, aby wygrać i zacząć gonić w tabeli. Mam nadzieję, że nie obudzimy się za późno. Wygranie przed przerwą na kadrę pomogłoby nam w lepszych nastrojach przygotowywać się do tego, co będzie po niej – przyznał Struski.
Jednak po przerwie łatwiej raczej nie będzie. Po meczach Ligi Narodów Raków zagra kolejno z GKS-em Katowice (u siebie), Wieczystą (na wyjeździe), Wisłą Kraków (w), Pogonią (d) i Legią (w). Te spotkania mogą zadecydować, czy czwartej drużynie poprzedniego sezonu uda się wydostać ponad kreskę jeszcze przed zimową przerwą. – Tu są naprawdę wysokie standardy pracy, wszyscy są dobrze przygotowani. Czego najbardziej potrzebuje zespół, to klarowność, aby dokładnie wiedzieć jak bronić i atakować. Musimy pracować nad pewnością siebie i odwagą, bo po trudniejszej fazie te elementy u piłkarzy cierpią, a piłkarz pewny i niepewny to zupełnie różni zawodnicy – uważa szkoleniowiec Częstochowian, który zdaje sobie sprawę jak trudna misja przed nim.
Mariusz Rajek
