Cierpliwość, spokojna praca, a potem karty na stół!
Rozmowa z Michałem Kubisztalem, byłym reprezentacyjnym rozgrywającym, ekspertem telewizyjnym i trenerem Sośnicy Gliwice
Dziś ogromny smutek, a jutro? Fot. Norbert Barczyk/Pressocus
Rozpacz, żal, bezsilność, płacz i zgrzytanie zębów - to odczuwamy po wtorkowej porażce z Włochami i bardzo słabej postawie Polaków na mistrzostwach Europy. Czy panem też targają podobne doznania?
- Nie chodzi o ten jeden, nieszczęsny mecz z Włochami, choć będzie on miał bardzo złe dla polskiej reprezentacji implikacje w przyszłości.
Dlaczego?
- Nie emocje powinny wygrywać, tylko zdrowy rozsądek. Do analizy tego wszystkiego, co się wydarzyło na Euro, potrzebne są chłodne głowy. Obawiam się, że - jak to u nas - będzie sporo głosów, by od razu zmienić selekcjonera, wywalić z kadry tych czy innych zawodników, ale to nie jest takie proste, zero-jedynkowe. Warto się poważnie zastanowić, w którą stronę chcemy teraz iść. Potrzebujemy obudowania reprezentacji młodymi zawodnikami, sprawdzenia ich w systemie nawet czteroletnim i dopiero wtedy możemy oczekiwać wyników, nawet ryzykując, że wypadniemy z międzynarodowego obiegu i bardzo ciężko będzie nam wrócić na mistrzostwa świata czy Europy.
Miejsce pod koniec 24-zespołowej stawki na toczącym się turnieju oznacza spadek do 2., a nawet 3. ligi w europejskiej hierarchii, konieczność udziału w preeliminacjach mistrzostw świata 2027 w Niemczech, utratę szans na rozstawienie w losowaniu o mundial...
- Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Usiąść z selekcjonerem, posłuchać, jaki ma na to plan i zastanowić się, jak dużo czasu możemy mu dać.
Debiut Joty Gonzaleza w roli trenera zakończył się trzema porażkami. Czy to od niego wypada zacząć szukać przyczyn klęski na Euro?
- Od razu zaznaczę, że nie mam złego zdania na temat trenera Gonzaleza, bo go nie znam. Nie chcę zwalać na niego winę, choć tak byłoby najłatwiej. Po wyborze wszyscy mówili o nim w superlatywach, ale jeżeli jedynym pomysłem reprezentacji było wyjście 7 na 6 w ataku, co skutkowało stratą kilku bramek, to trochę słabo.
To najbardziej rzucało się w oczy?
- Najbardziej przerażał mnie brak pomysłu na tych chłopaków. Przecież jest w reprezentacji kilku zawodników, którzy potrafią bardzo solidnie, by nie powiedzieć bardzo dobrze, grać w piłkę ręczną. Nie jest więc tak, że nagle nie mamy żadnych piłkarzy ręcznych. Naprawdę nie ma kto grać w kadrze? Czy Arek Moryto jest złym skrzydłowym? Przecież Piotrek Jędraszczyk i Michał Olejniczak to bardzo solidni rozgrywający. W Kielcach na poziomie Ligi Mistrzów radzą sobie bardzo dobrze, a przychodzi mecz reprezentacji i nagle zapominają, jak się gra?
Ciągnąc temat nieszczęsnego „atutu”, jakim miała być atak 7 na 6, Tomasz Gębala zwrócił uwagę, że to dobry wariant, ale dla dobrych zespołów, które mają go perfekcyjnie przećwiczony.
- Raz, jest to element, który musi być perfekcyjnie wyćwiczony, a dwa, jest to manewr, który może wyjść raz na kilka akcji, na szarpnięcie, gdy potrzebujemy na szybko dwóch-trzech bramek, albo gdy na 5 minut przed końcem meczu mamy przewagę i staramy się ją utrzymać. Możemy wtedy rzucać bramka za bramkę. To jednak nie może być pomysł na grę w całym meczu. Nawet Austriacy, którzy są uważani za tych, którzy najbardziej „męczą” system 7 na 6, grając z Niemcami nie stosowali tego wariantu, bo wiedzieli, że w którymś momencie odwróci się to przeciwko nim. Poza tym, jak my nie potrafimy podać sobie piłki na odległość dwóch-trzech metrów, popełniamy mnóstwo niewymuszonych, technicznych błędów i marnujemy „setki” jak juniorzy, to o czym rozmawiamy?
Pęcznieje liczba zarzutów...
- My non stop rotowaliśmy składem. Każdy, kto popełnił błąd, natychmiast „zjeżdżał do bazy”. Wyszedł Ariel Pietrasik, popełnił błąd - do bazy. Damian Przytuła? To samo. Paweł Paterek? Także. Za chwilę jeszcze ktoś. Kurcze, a gdzie było to normalne granie? Takie szarpanie było fatalne w skutkach i stąd brały się błędy. Jeżeli na lewym rozegraniu w przeciągu 30 minut wystąpiło pięciu ludzi, to jak oni mogli się zgrać? Rozumieć się? Czuć na boisku? Zmiana co 5 minut świadczyła, że nie wiemy, co się dzieje, bo nie wiemy, kto jest w jakiej formie. Skoro trener tego nie wie, to ja się pytam - co robił na zgrupowaniach?
Nie zdążyliśmy się dobrze przygotować do mistrzostw Europy?
- Pomysł z tylko dwutygodniowym zgrupowaniem był trochę słaby. Ktoś jednak odpowiada za reprezentację, za powołania, za jedyne dwutygodniowe zgrupowanie, a także to, że w świątecznym okresie zawodnicy odpoczywali. Nie wiem, czy na ten czas mieli treningową rozpiskę, czy jej nie mieli. Pamiętam, że my w okresie świątecznym zawsze byliśmy na zgrupowaniach kadry. Braliśmy udział w jednym czy dwóch turniejach, żeby się zgrać i przećwiczyć założenia taktyczne...
Teraz za to były zamknięte dla kibiców i dziennikarzy utajnione sparingi z Serbią.
- Dlatego trudno ocenić, co w nich zagraliśmy; co było dobre, a co złe.
A nominacje do reprezentacji?
- Nie wiem, czy były dobre. To selekcjoner widzi zawodników na co dzień. Ale dlaczego na Euro nie pojechał Jakub Będzikowski z Wybrzeża Gdańsk, który jest w formie i dobrze się czuje w grze jeden na jeden, a pojechało dwóch-trzech ciężkich zawodników, którzy zupełnie nie odpalili? Nie wiem po co nam taki Przytuła, który - z tego co kojarzę - w ogóle nie gra w Zagrzebiu. Widać było, że mu tego brakuje, więc popełniał błąd za błędem. A nasza gra w ataku? To był obraz nędzy i rozpaczy. Dostrzegłem raptem kilka przemyślanych, ustawionych akcji. Reszta to była mega szarpana gra, a jak tylko zrobił się problem, było 5 bramek do odrobienia, to ktoś brał piłkę pod pachę i w pojedynkę próbował rozstrzygnąć mecz. Nie było przygotowanych akcji... Z drugiej strony trzeba przyznać, że Tomek i Maciek Gębalowie na środku defensywy robili całkiem dobrą robotę. Miłosz Wałach, trochę Kuba Skrzyniarz przez długi okres trzymali nas przy życiu. Odbili kilka piłek w sytuacjach sam na sam, ale ileż można? Mamy Jędraszczyka, „Oleja”, dobrze grających jeden na jeden, więc „wyzerujmy” im obrońców, niech wjeżdżają w strefę przed bramką... Tego też nie było.
Prezes Sławomir Szmal przed mistrzostwami stwierdził, że oprze ocenę o wybór celu Joty Gonzaleza, który albo miał postawić na młodych i budować zespół, albo na wynik osiągnięty doświadczonymi graczami.
- Skoro Hiszpan skoncentrował się na Przytule... Powołał Tomka Gębalę, który wykonał świetną robotę w obronie, nie o czym dyskutować, ale miał roczną przerwę w poważnym graniu. po czym ogłosił powrót do reprezentacji i pojechał na mistrzostwa. Teoretycznie selekcjoner wybrał najlepszych z najlepszych. Nie było mowy o odmłodzeniu kadry, a gdyby powołał młodych chłopaków, to wszyscy biliby mu brawo, bo pojechali na Euro zdobywać doświadczenie, zmierzyć się z najlepszymi i w tej sytuacji nie mielibyśmy problemu z brakiem sukcesu.
Jak pan mówi - podobno postawił na najlepszych?
- Jeśli tak, to wyglądaliśmy bardzo słabo, a to, że rzucaliśmy po parę bramek z fajnych akcji, to przez 60 minut jest serdecznie mało. Kurcze, i to jest reprezentacja Polski!?
Przed mistrzostwami mówiliśmy, że z Węgrami, a tym bardziej Islandią, mamy niewielkie szanse na nawiązanie walki. Skoro nie biliśmy się o igrzyska olimpijskie, to aż się prosiło postawić na młodych. Mniemam, że z Włochami nie zagraliby gorzej...
- Oczywiście, że tak. No więc ponawiam pytanie - jakie selekcjoner miał założenia, bo ja tego nie wiem. Albo, jakie cele postawił przed nim związek, bo może tu jest odpowiedź? Czy to były cele długofalowe, obliczone na dwa-trzy lata? Czy budowanie reprezentacji od podstaw, przygotowanie jej na dobre granie za kilka lat, czy jednak miał walczyć o jakikolwiek wynik już teraz?
Za dwa lata ci już doświadczeni będą starsi i dalej im będzie brakowało „tego czegoś”...
- Rozumiem, że zabieramy na Euro Morytę, Daszka, niech młodzi mają się od kogo uczyć, żeby nie było tak, że na najważniejszy turniej w roku pojechaliśmy samymi dzieciakami. Ale proszę pokazać jakieś nowe, młode twarze, które są talentami i faktycznie się rozwijają. Szukam, szukam i nikogo nie widzę.
Przejdźmy do podsumowania.
- Nawet najlepszym nacjom w Europie zdarzały się przestoje i wypadały z czołówki. Tak było ze Szwedami i Niemcami, którzy mieli problemy z zakwalifikowaniem się do mistrzostw, ale wiedzieli, że potrzebują dwóch-trzech lat spokojnej pracy i po nich wrócili na swój poziom. My takiego planu nie mamy, a wiemy, że od kilku lat reprezentacja pikuje. Marcin Lijewski był zły, wszyscy narzekali na Patryka Rombla, teraz będziemy ciskać gromy na Jotę Gonzaleza. Tymczasem żaden nie dostał tyle zaufania, że na kilka najbliższych lat moglibyśmy zamknąć oczy. Nie chcemy wygrywać już, teraz, ale za rok czy dwa chcielibyśmy zobaczyć, że ta reprezentacja zrobiła krok do przodu, że uczy się czegoś nowego, że jest progres i szansa na powrót do czołówki. Nie będziemy chłopcami do bicia, tylko drużyną między 8. a 12. miejscem, potem może wyższym. Jest mi obojętne, czy reprezentację poprowadzi polski czy zagraniczny selekcjoner, ale niech ma wizję, co chce z nią osiągnąć i z kim to chce zrobić. Pozwólmy mu spokojnie popracować, a za trzy lata wyciągniemy karty i powiemy: „sprawdzam”.
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
Michał Kubisztal jak zwykle fachowo i rzeczowo ocenia handballową rzeczywistość. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus
