Ciekawie tylko przed meczem

Na pożegnanie historycznego stadionu przy ulicy Oleskiej piłkarze Odry i Warty nie zaprezentowali nic, co można by zapamiętać.

To już koniec. Żegnamy stadion przy ul. Oleskiej w Opolu. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

Oprawa była efektowna, godna pożegnania ze stadionem, który służył opolskim kibicom ponad 90 lat. Niestety, sam mecz sięgnął „mielizny”. Na palcach jednej ręki można było wyliczyć akcje godne I-ligowego widowiska. W pierwszej połowie na miano bohatera zapracował znakomicie spisujący się w bramce gospodarzy Adam Wójcik. Młodzieżowiec w 14 minucie wygrał pojedynek z Maciejem Żurawskim odważnym wyjściem i rzutem pod nogi, a 5 minut później efektowną paradą obronił uderzenie oddane z 17 metra tego samego piłkarza zespołu z Poznania. Po drugiej stronie boiska Leo Przybylak tylko raz musiał się wykazać broniąc w 83 minucie strzał Oskara Zawady. I choć w sytuacji drużyny Jarosława Skrobacza każdy punkt jest ważny, to jednak na dobrą sprawę żadnych powodów do radości nie było.

- Bardzo trudne spotkanie pod względem fizycznym i mentalnym dla naszego zespołu - stwierdził Piotr Klepczarek. - Wiemy jakie były okoliczności spotkania, czyli wielkie święto w Opolu. Czuć było tę atmosferę na trybunach. My dobrze się do tego przygotowaliśmy mentalnie, bo od pierwszej minuty atakowaliśmy wysokim pressingiem. Nie dawaliśmy się rozkręcić przeciwnikowi, bo wiemy jak mocną ma formację ofensywną, jak mocnych ma stoperów przy stałych fragmentach gry, więc staraliśmy się uniknąć faz przejściowych oraz rzutów rożnych, wolnych i autów, ale kilka razy zespół z Opola stworzył w ten właśnie sposób zamieszanie w naszym polu karnym. My natomiast stworzyliśmy w pierwszej połowie dwie-trzy sytuacje, w których mogliśmy oddać groźne strzały. Druga połowa była bardzo wyrównana. Nikt nie zdobył wymarzonych 3 punktów, ale jak najbardziej szanujemy ten punkt. Cieszy, że zagraliśmy „na zero z tyłu”, i cieszy, że zawodnicy dużo z siebie dali. Dużo nas to kosztowało zdrowia i sił.

- Nie będę oryginalny jak powiem, że to nie był ładny mecz i widowisko, które mogło porwać kibiców - powiedział Jarosław Skrobacz. - Myślę, że Warta przyjechała po to, żeby nie stracić bramki. My nie mogliśmy się otworzyć, znając sposób gry gości i ich konsekwencję w grze defensywnej. Wiedzieliśmy, że gdybyśmy bramkę stracili jako pierwsi, to mogłoby być nam jeszcze trudniej. Sytuacji jak na lekarstwo zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Na pewno możemy mieć trochę uwag do siebie o sposób wykończenia, bo zalążki czegoś co można było lepiej wykończyć w polu karnym były. Trzeba je jednak zakończyć celnym strzałem, a tych było bardzo, bardzo mało. Tak więc podsumowując - na pewno sprawiedliwy remis, z którego cieszą się… wszystkie drużyny, które są wokół nas w tabeli i to jest najbardziej przykre.

Jerzy Dusik