Ciągle iskrzy
Ważne zwycięstwo częstochowskiej ekipy może być zwiastunem lepszej gry w rundzie rewanżowej.
Milad Ebadipour nie tylko skutecznie przyjmował, ale również atakował. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
PLUSLIGA
Siatkarze spod Jasnej Góry wiele sobie obiecywali po tym sezonie, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że są skazani na grę o utrzymanie. Wiele powodów na taki stan rzeczy się złożyło, ale to rola działaczy, by wyciągnęli właściwe wnioski. Najważniejsze, że częstochowski zespół pod kierunkiem trenera Lubomira Travicy odniósł cenne zwycięstwo nad Barkomem Każany Lwów 3:1. Ta potyczka była z tzw. serii za sześć punktów.
Siatkarze częstochowscy chcą powrócić na właściwe tory, a mecz z Barkomem był tego zwiastunem. Pożar w zespole został przygaszony, bo wciąż w nim iskrzy. Rozgrywający Luciano De Cecco słał piłki do kapitana Milada Ebadipoura, ale po udanych akcjach nie zbliżał się do kolegów, by się z nimi cieszyć. Gdy Ebadipour odbierał statuetkę MVP, przybił z nim „piątkę”, lecz bez entuzjazmu, a gdy koledzy się radowali z upragnionej wygranej, Argentyńczyk stał daleko od „kotła”. Obaj, niewątpliwie indywidualności, są „skazani” na współpracę, bo w przeciwnym razie zespół będzie miał problemy.
Sam mecz był emocjonujący, gdyż jego stawka była wysoka. Gospodarze przerastali ambitnych rywali, bo mają większy potencjał. Jeżeli De Cecco - bez much w nosie - rozgrywa poprawnie, to pozostali pokazują się z niezłej strony w ataku. Miejscowi uniknąć straty seta, ale najważniejsze, że w odpowiednim momencie się zmobilizowali, wskakując na wyższy poziom.
◼ Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa – Barkom Każany Lwów 3:1 (25:21, 21:25, 25:15, 25:20)
CZĘSTOCHOWA: De Cecco (1), Lipiński (14), Adamczyk (7), Indra (18), Ebadipour (22), Popiela (12), Makoś (libero) oraz Kowalski, Jeanlys (1). Trener Lubomir TRAVICA.
LWÓW: Kampa, Kowalow (5), Gueye (7), Tupczij (17), Rogożyn (7), Pope (13), Pampuszko (libero) oraz Szewczenko (2), Kuc (1), Wiecki (1), Nakano (1). Trener Ugis KRASTINS.
Sędziowali: Tomasz Flis i Maciej Kolendowski (obaj Kraków). Widzów 1500.
Przebieg meczu
I: 10:4, 15:9, 20:16, 25:21.
II: 9:10, 13:15, 19:20, 21:25.
III: 10:7, 15:7, 20:11, 25:15
IV: 10:7, 15:12, 20:17, 25:20.
Bohater - Milad EBADIPOUR.
(sow)
