Chwilo, bądź wieczna!
The Final Countdown – tym utworem grupa Europe podbiła 40 lat temu muzyczny świat, a niedawno w jednym z plebiscytów został on uznany za rockowe nagranie wszech czasów. Przy Okrzei takie „końcowe odliczanie” też trwa.
Tak piłkarze Piasta świętowali zwycięstwo nad mistrzem Polski jedenaście dni temu. Uda się ponownie? Gdyby tak się stało, Gliwiczanie zrównaliby się z Poznaniakami punktami! Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
PIAST GLIWICE
Żurnaliści przypomnieli o utworze Europe Danielowi Myśliwcowi po zwycięskim poniedziałkowym spotkaniu z Wisłą Płock. Drugim z rzędu na swoim stadionie, po odprawieniu kilka dni wcześniej mistrzów Polski z Poznania. Przed inauguracją wiosny opiekun Piasta zapowiadał, że potrzebnych do utrzymania będzie w tej rundzie siedem zwycięstw. No to w tym momencie zostało już tylko pięć do wykonania planu minimum. A skoro tak niedawno Gliwiczanie zatrzymali poznańską lokomotywę pod piastowskim semaforem, być może w niedzielę wystarczy zagrać w taki sam sposób, by sukces powtórzyć i zaksięgować trzecią z siedmiu niezbędnych wygranych.
Przypadkowość do podważenia
– Gdybym był tak szalony i był pewien, że to zadziała, to byśmy przygotowania sprowadzili do tego – uśmiecha się Daniel Myśliwiec. Wiadomo jednak, że – jak chce poetka i noblistka - „nic dwa razy się nie zdarza”, więc motywację na niedzielną potyczkę przy Bułgarskiej szkoleniowiec opiera na nieco innej myśli. - Nasze ostatnie zwycięstwa są podważane. Po meczu poniedziałkowym dużo więcej się mówiło o naszym rzekomym szczęściu, a dużo mniej o naszych sytuacjach i o tym, co zrobiliśmy dobrego. A skoro wszyscy zarzucają nam przypadkowość tych wygranych, to mamy dobry moment, by pokazać, że to jednak przypadki nie były – zaznacza gliwicki szkoleniowiec.
Szwedzki klops to nie przewaga
Odwołań do konfrontacji zaplanowanej na lipiec, a rozegranej w lutym, zabraknąć jednak całkowicie nie może. Wszak akcję (mecz przy Okrzei) i reakcję (mecz przy Bułgarskiej) dzieli ledwie dwanaście dni. - Zrobimy wszystko, by historia z pierwszej potyczki się powtórzyła, choć pomiędzy tymi spotkaniami z Lechem wydarzyły się rzeczy zarówno po naszej stronie, jak i po stronie rywala – przypomina Myśliwiec. Lechici na przykład stracili swego najlepszego snajpera i kapitana, Mikaela Ishaka, strzelca złotego gola w wygranym 1:0 spotkaniu w Zabrzu. - Niektóre postaci są ważne, gdy wychodzą na boisko. Ale bynajmniej nie sugeruję moim zawodnikom, że brak Szweda to nasza przewaga. Skupiamy się na sobie; na tym, co pomożemy poprawić – zaznacza opiekun Piasta.
Człowiek wielkiej wiary (w medyków)
W jego drużynie z kolei w międzyczasie (czyli w grze z Płocczanami) nadmiar sędziowskich upomnień „odpokutował” Patryk Dziczek, więc przeciwko Lechowi będzie mógł zagrać (ale może do ewentualnego karnego podchodzić nie powinien - jedenaście dni temu „jedenastkę” zmarnował). W owym międzyczasie kontuzji nabawili się też Igor Drapiński i Jason Lokilo. - Walczymy z czasem. Jestem człowiekiem wielkiej wiary: wierzę w siebie, w swoją drużynę oraz w naszych medyków. Powrót tych zawodników to kwestia dni, jeden dzień może zrobić różnicę. Dlatego trudno mi teraz powiedzieć, który z nich będzie dostępny na mecz – oznajmia Myśliwiec. Na pewno urazu odniesionego w spotkaniu z Kolejorzem nie wyleczy do niedzieli Quentin Boisgard.
I niekoniecznie gotów będzie do wybiegnięcia na murawę Ivan Lima, zakontraktowany w tym tygodniu. - Jest w dobrej formie – ocenia Portugalczyka trener Piasta. - Cały czas był przecież w treningu, przeszedł z jednego procesu w drugi. Natomiast wciąż jeszcze potrzebuje chwili oraz delikatnej adaptacji do samych form treningowych, by zrozumieć nasze wewnętrzne reguły kierujące zajęciami.
I bez Limy Piast potrafi jednak punktować. W każdym razie otwiera ligową tabelę za okres po 23 października – czyli dnia podjęcia pracy przez Daniela Myśliwca. Nic dziwnego, że po starciu z Wisłą opiekunowi Gliwiczan wyrwały się trzy proste słowa: - Chwilo, bądź wieczna!
Dariusz Leśnikowski
