Chwila słabości
ZAPISKI AMERYKAŃSKIE (4)
Napastnik reprezentacji Czech Patrik Schick (z prawej) zremisowanego meczu z RPA nie zaliczy do udanych. Fot. PAP/EPA
Potem też nie było źle, bo drużyna Miroslava Koubka, jednego z najstarszych szkoleniowców na tym mundialu (we wrześniu skończy 75 lat, a zespół narodowy objął ledwie parę miesięcy temu), kontrolowała przebieg spotkania. Miała też sytuacje na kolejne gole. W nie najwyższej formie jest jednak jej lider, Patrik Schick. Pamiętamy go z pandemicznego Euro 2020/21, kiedy z pięcioma bramkami, razem z wielkim Cristiano Ronaldo, został królem strzelców, prowadząc swój zespół aż do ćwierćfinału. Teraz to odległa przeszłość. Na amerykańskich mistrzostwach piłka nie siedzi na nodze napastnika, albo raczej powinno się napisać... nie siedzi na głowie, bo akurat w rywalizacji z Bafana Bafana w ten sposób miał najlepsze okazje do pokonania dobrego między słupkami Ronwena Williamsa.
Piszemy dużo o Czechach, bo to reprezentacja, też oczywiście z racji geografii i wzajemnych oraz licznych związków, bardzo nam bliska. Brzmią mi też jeszcze w uszach słowa tak dobrze znanego u nas Wernera Liczki, w przeszłości byłego reprezentanta kraju, potem trenera, także wielu naszych klubów, teraz odpowiadającego w czeskim związku za sprawy szkoleniowe: – Musimy awansować i to awansować jak najdalej, bo brak awansu to dla nas katastrofa finansowa. U nas, w Czechach, nie jest tak jak w Polsce, gdzie państwo pomaga w rozbudowie infrastruktury piłkarskiej. Sami musimy o to zadbać – mówił w marcowym wywiadzie dla „Sportu” znakomity zawodnik, a potem szkoleniowiec.
Pierwszą część Czesi wykonali. Po wygranych marcowych barażach u siebie z Irlandią i Danią zainkasowali już 10,5 mln dolarów – 9 za awans, 1,5 mln na przygotowania. Awans do 1/16 to jednak jeszcze większy bonus, bo aż 11 mln amerykańskiej waluty! Duże pieniądze do wzięcia, ale wiele wskazuje na to, że nasi południowi sąsiedzi obejdą się smakiem. Z Meksykiem na jego terenie wygrać będzie im bardzo trudno, a z dwoma punktami – jeżeli udałoby im się oczywiście zremisować – to raczej ciężko będzie wyjść z trzeciej pozycji.
Niestety dla siebie, Czesi mają fatalny bilans w mundialach w ostatnich kilkudziesięciu latach. Od rozpadu Czechosłowacji w MŚ jako Czechy wygrali raz, w 2006 roku z USA, ale niewiele to wtedy dało, bo skończyli na rozgrywkach grupowych i tak też, niestety, może się dla nich skończyć przygoda z amerykańskim mundialem. Wystarczyła chwila słabości, żeby dać się zaskoczyć i wypuścić z rąk nie tylko bezcenne punkty, ale też miliony dolarów. Grając w mistrzostwach świata nie można sobie na takie chwile pozwolić, bo słono to kosztuje. Czesi boleśnie przekonali się o tym na wspaniałym Stadionie Mercedesa w Atlancie .
Michał Zichlarz
