Chwila oddechu, a potem do Serbii

Piątkowe losowanie zdecydowało, że w 1/16 finału Ligi Konferencji Jagiellonia zmierzy się z serbskim FK TSC.

Trener Adrian Siemieniec już może myśleć o kolejnym rywalu... Fot. PAP/Artur Reszko

Wiadomo, że mistrz Polski pierwsze spotkanie rozegra na wyjeździe, w Backiej Topoli. Dotąd polskie kluby w pucharach nigdy nie grały z tą drużyną aż… do teraz: Legia w rozgrywkach grupowych wygrała tam pod koniec października 3:0.

Ciekawe, że polskie drużyny rzadko potrafiły dotrwać do wiosny w europejskich pucharach, a teraz jest szansa, żeby się ze sobą zmierzyły. W przypadku awansu Jagiellonia zagra bowiem w 1/8 finału z Legią Warszawa lub Cercle Brugge KSV (Belgia). Musi jednak najpierw przebić się przez 1/16 finału. Życie!

Starcia w lutym

FK TSC poprzedni sezon serbskiej ekstraklasy zakończył na 3. miejscu. W obecnym sezonie rywal Jagiellonii jest na 9. pozycji. Zawodnikami serbskiego klubu są m.in. Nikola Kuveljić (w przeszłości Wisła Kraków) i Mila Radin (Korona Kielce). Są też oczywiście cudzoziemcy - m.in. kameruński obrońca Macky Bagnack, węgierski pomocnik Bence Sos i kongijski napastnik Prestige Mboungou.

Spotkania tej fazy zaplanowano na 13 i 20 lutego. Następnego dnia po rewanżach wylosowane zostaną pary 1/8 finału. Przypomnijmy, że finał obecnej edycji LK odbędzie się 28 maja we Wrocławiu.

Wyszło zmęczenie

Pesymiści widzą szklankę do połowy pustą, a optymiści do połowy pełną. Tak czy inaczej, „Jaga” nadal jest w pucharach. Choć nie udało się utrzymać ostatniej lokaty premiowanej miejscem w czołowej szesnastce - szansa została zaprzepaszczona u siebie w ostatnim meczu - białostoczanie nadal są w grze.

Prawda jest jednak taka, że w meczu z Olimpiją Lublana zespół Jagiellonii był już wyraźnie przemęczony. W tym roku zdobył mistrzostwo Polski, pierwsze w historii, obecnie jest na 3. miejscu w tabeli z 3-punktową stratą do lidera, awansował także do ćwierćfinału Pucharu Polski. Gra na kilku frontach jest wyczerpująca. Przyznał to również po meczu ze Słoweńcami trener Adrian Siemieniec. - Myślę, że dzisiaj po prostu zabrakło nam „pary”. Widziałem oczywiście, że nasza drużyna bardzo chce wygrać to spotkanie, ale czułem, że już po prostu nie ma z czego. Nie jest to wymówka, ale realna ocena sytuacji, za nami ciężka runda. Ostatni okres był trudny jeśli chodzi o logistykę, dużo wyjazdów. I teraz było widać, że ta drużyna jest zmęczona - nie ukrywał trener Jagiellonii.

Satysfakcja trenera

Trudno się jednak dziwić Siemieńcowi, że okazywał również zadowolenie i satysfakcję. - Prawda jest taka, że dzisiaj klub jest już na innym poziomie ekonomicznym, ci piłkarze zbudowali swoją markę. Jesteśmy drużyną rozpoznawalną nie tylko w polskiej lidze, zaczynamy pokazywać się w Europie. To był kapitalny rok - uważa Siemieniec i trzeba przyznać mu rację. - Fakt, że rozgrywki grupowe kończymy na 9. miejscu, to tak jakbyśmy… skończyli jakieś zawody na czwartym - obrazowo porównał. -  Mówi się, że to miejsce najbardziej niechciane, ale ja chciałbym pogratulować moim zawodnikom, bo to co zrobili w tym roku zasługuje na podziw. Zmienili swoje i moje życia zawodowe i tego nam nikt nie zabierze. Bardzo również  dziękuję i gratuluję mojemu sztabowi, który bardzo ciężko pracował w tym roku, żeby pomagać mi, żeby pomagać tym zawodnikom, żeby się rozwijali. Bardzo dziękuję dyrektorowi sportowemu za jego wsparcie, poświęcenie. I bardzo dziękuję też kibicom, bo to był intensywny rok, pełen wrażeń zakończył pochodzący z Czeladzi szkoleniowiec. 

Przyznać trzeba, że Jagiellonia udaje się na wyjątkowo zasłużony odpoczynek. A po Nowym Roku - znów będziew galopie. Jak wszyscy!

Paweł Czado