Chorwacki profesor
Andrej Lukić notuje udane wejście w 2026 rok i wyrasta na czołową postać w defensywie Ruchu.
Kontrakt chorwackiego stopera wygasa po sezonie, ale Ruch ma w umowie opcję prolongaty. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
RUCH CHORZÓW
Oczywiście, jeszcze daleko do tego, aby mówić o nim jako o czołowym obrońcy I ligi, ale biorąc pod uwagę, jak „elektryczny” był do tej pory Chorwat – należy go pochwalić. W meczu z Polonią Bytom był bezbłędny. Wygrywał pojedynki – czy to w powietrzu, czy na ziemi – udanie blokował strzały gospodarzy, a do tego zaliczył jeszcze asystę przy jedynym golu derbów autorstwa Daniela Szczepana, wykazując się sprytem, siłą i zdecydowaniem.
Nietrudno wygrywać
– Kluczowe było, aby być razem, na boisku i poza nim. W szatni sporo o tym rozmawialiśmy. Kiedy na treningach jesteśmy jednością, kiedy każdy chce zwyciężać, każdy robi swoje – to nie jest wcale tak trudno wygrać. Najważniejsze, aby pomagać sobie i być blisko zarówno w obronie, jak i ataku – mówił po końcowym gwizdku Andrej Lukić. Chorwatowi nie przeszkadza fakt, że odkąd jesienią wywalczył miejsce w składzie, ciągle zmieniają mu się partnerzy. Początkowo grał na środku z Nikodemem Leśniakiem-Paduchem, który zimą nabawił się kontuzji. Zaczął tworzyć duet z Aleksandrem Komorem, ale jako że ten nie grał zbyt pewnie, to tydzień temu w Rzeszowie jego miejsce zajął nowy nabytek, Max Watson. Szwed jednak... obejrzał czerwoną kartkę. W Bytomiu do gry wrócił więc Komor i również rozegrał dobre zawody, jedne ze swoich najlepszych w Ruchu. Oczywiście, Polonia jakoś szczególnie nie zagrażała, ale pochwalić i tak należy.
Nieważne, z kim gra
– Było dobrze, bo byliśmy skoncentrowani przez cały mecz i cały zespół był bardzo dobrze przygotowany. Wtedy nie ma aż tak dużego znaczenia, czy gra jeden, czy drugi zawodnik. Każdy wie, że za każdym razem musimy dawać z siebie sto procent i wtedy będzie okej – mówił o rotacjach Lukić, który był pod wrażeniem tego, jakie pożegnanie zafundowali wyjeżdżającym na najbliższy wyjazd Niebieskim ich kibice. Były race, szpaler z flagami, okrzyki. – Gdy widzisz, ile ludzi cię wspiera, to jest niesamowite. Kiedy ruszasz na mecz po tym wszystkim, wiesz, że musisz być skoncentrowany na sto procent – tak jak my byliśmy. Finalnie jestem zdania, że zasłużyliśmy na zwycięstwo w derbach. Przez cały tydzień przygotowywaliśmy się na różne sytuacje. Zdawaliśmy sobie sprawę, że zagramy w Bytomiu bez kibiców (pokłosie kończącego się zakazu wyjazdowego za mecz w Łęcznej – przyp. red.), ale zdobyliśmy ważne 3 punkty i musimy to kontynuować – powiedział Lukić.
Jeszcze tylko kartki
Nie tylko w ekstraklasie panuje ścisk w tabeli. Po dwóch kolejnych zwycięstwach Ruch ma tylko punkt straty do baraży i cztery punkty do Chrobrego Głogów, który zajmuje fotel wicelidera. – Oczywiście, możemy spojrzeć na tabelę, ale my idziemy krok po kroku, z treningu na trening, z meczu na mecz. Jeżeli dalej będziemy podążać tą drogą, co od dwóch tygodni, na koniec wszystko będzie dobrze i nie będziemy musieli się niczego obawiać – przyznał optymistycznie Lukić, który ostatnio zaczął... podchodzić do rzutów wolnych; tych, gdzie trzeba kropnąć, ile fabryka dała. Na razie żadnych skutków to nie dało, choć trzeba podkreślić, że w Bytomiu niespełna 32-letni Chorwat popisał się efektownym strzałem z dużego dystansu (piłka sytuacyjna, chwilę po zblokowanym wolnym), który sprawił pewne kłopoty bramkarzowi Polonii.
Żeby jednak nie było tak kolorowo, Lukić... wciąż musi opanować swój temperament. W tym sezonie ma już 6 żółtych kartek w 12 występach. Przed derbami oglądał „żółtka” w 4 kolejnych meczach – pośrodku pauzując za ich nadmiar w Siedlcach. W sumie w 45 występach dla Ruchu obejrzał ich 17 (z czego dwie w jednym meczu).
