Chciwość

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Witam,

jestem działaczem międzynarodowej federacji. Tak właściwie pracuję w potężnej korporacji, która wprawdzie niczego nie wytwarza, ale decyduje o regulaminach i zasadach, a w efekcie o przepływie pieniędzy w tak ogromnej gałęzi gospodarki, jaką jest piłka nożna.

Praca u nas jest wyjątkowo przyjemna, w komfortowych warunkach podróżujemy po całym świecie. Jesteśmy bajecznie bogatą firmą, gdzie dopływ gotówki nigdy nie ustanie. Cele naszej korporacji to konkretne i mierzalne zadania. Firma je sobie stawia, żeby – jak to się mówi realizować misję i wizję. Jest to o tyle przyjemne i wręcz dość łatwe, że zajmujemy się futbolem, a on – sam w sobie przecież – jest misją i wizją. Cały świat kocha piłkę, w niej odbijają się wszelkie pragnienia zarówno jakiegoś biednego chłopaka z małej wioski przy granicy gwinejsko-liberyjskiej, jak i którejś z córek bogatych przemysłowców z Beverly Hills (muszę w tym miejscu koniecznie zaznaczyć, że odłam kobiecy to coraz ważniejsza część naszej gospodarki).

Pracuje się u nas idealnie. Kluczowy jest fakt, że bez naszej korporacji nic się nie zdarzy, bo udało się w przeszłości wytworzyć odpowiednie narzędzia, które zapewniają nam niezależność od rządów poszczególnych państw. Zasada jest prosta: jeśli któryś z krajów za daleko się posunie z ingerencją, zawieszamy jego udział w naszych strukturach, a w skrajnych przypadkach możemy nawet wykluczyć. Nie wytrzyma tego największy kozak. Z nami nie da się wygrać, nie da się nawet walczyć. Walka z nami to przecież walka z marzeniami obywateli własnego kraju. Jeśli jesteś nieobecny nie masz racji...

Czuję więc ogromną satysfakcję, że mogę pracować w tym zawodzie. Uwielbiam piłkę nożną, a ona uwielbia mnie i moich towarzyszy. Zauważyliśmy już dawno a właściwie nauczyli nas tego nasi poprzednicy – że to, czym się zajmujemy, jest w stanie rodzić złote jaja wręcz bez końca. Powiem wam, że piłka nożna jest jak maciora, której zdolności rozpłodowe są niemożliwe do oszacowania! Wyznaczenie celów biznesowych pozwala firmie skupić zasoby i wysiłki na osiąganiu określonych wyników, co z kolei przyczynia się do zapewnienia satysfakcji klientów i zwiększenia przychodów.

Nie mam pojęcia, gdzie kończy się możliwość wyciśnięcia zysków z futbolu. Ale tak szczerze mówiąc – pozwolę sobie w tym momencie na chwilę uczucia zupełnie niepotrzebnego, nawet niewskazanego, czyli szczerości – to baaaardzo przyjemna zagwozdka! Bo właśnie teraz przechodzimy do sedna: zyski. Są one wręcz nie do wyobrażenia dla zwykłego obywatela, ale po co tracić czas na rozmyślania o tym? To nie przynosi zysków. Mamy szczęście, bo w naszym wypadku użycie terminu „kryzys” nabiera jedynie ironicznego wydźwięku. Kryzysem jest konieczność ograniczania zysków. A je może mnożyć tak, jak liczbę krajów uczestniczących w różnego rodzaju turniejach finałowych: światowych, kontynentalnych, klubowych czy jakich tam chcecie… Świetne jest to, że często jest tak, iż koszty ponosimy nie my, a państwa, które chcą organizować imprezy, które sygnujemy. Przyjaciół mamy na całym świecie, wszędzie wiedzą, że warto z nami trzymać, a my umiemy się odwdzięczyć...

Oczywiście – trudne sytuacje się zdarzają, a w trudnych sytuacjach ludzie nie zawsze pojmują, co jest właściwe, a co nie… Najważniejsze, że my wiemy. Chciwość jest dobra.

Z futbolowym pozdrowieniem,

X