Chciałem wygrać!
Rozmowa z Andrzejem Liebiediewem, trzecim zawodnikiem Grand Prix Łotwy
Fot. Marcin Karczewski/PressFous
W zeszłym roku miałeś bardzo dobrą rundę zasadniczą, ale odpadłeś w półfinale. Teraz udało się stanąć na podium przed swoimi kibicami...
- Przed zawodami głośno mówiłem, że chcę tu wygrać, bo marzyło mi się w ojczyźnie zaśpiewać hymn dwa razy, przed zawodami i na koniec. Taki był plan. Przyjąłem to trzecie miejsce jak najbardziej pozytywnie, przecież nie będę nosem kręcił na podium w swoim domu, ale nie powiem też, że brałbym to miejsce w ciemno przed turniejem.
Byłeś bardzo szybki. Jedyne zero przywiozłeś w biegu z... rodakiem, Jewgienijem Kostigovsem.
- W tamtym biegu padł mi motor. Czułem już bieg wcześniej, że coś jest nie tak, ale nie zmienia się konia po wygranym wyścigu, nawet przewidując, że coś nie gra. Wychodząc z łuku czułem, że nie mam mocy i jestem coraz wolniejszy. Wjeżdżając do boksu od razu powiedziałem mechanikom, żeby odstawili ten motocykl.
Wynik sportowy cieszy, ale również cała otoczka. Dzięki takim występom ludzie na Łotwie chyba pokochali żużel?
- Superrobotę robi firma, która już od dłuższego czasu promuje tę rundę. To, w jaki sposób popularyzuje ten event, jak dzięki niej niesie się to medialnie po całym kraju, jest naprawdę niesamowite. Ryga nie ma wielkich żużlowych tradycji, kibice nie zostali tu ukształtowani przez tę dyscyplinę, nie ma lokalnych bohaterów, a do tego jest ogromna konkurencja ze strony innych sportów. Żużlowi trudno jest się przebić w stolicy, a tej firmie się to udaje trzeci rok z rzędu. Żużel w tym momencie jest rozpoznawanym sportem na Łotwie, media się nim interesują. Sobotnie zawody pokazywał otwarty kanał łotewskiej telewizji, to jest naprawdę super.
Dwa razy przyjechałeś przed Bartoszem Zmarzlikiem; w rundzie zasadniczej z kilkudziesięciometrową przewagą.
- Za Bartka nie mogę mówić, natomiast ja czułem się bardzo mocny. W parkingu słychać było głosy, że trzecie pole, z którego jechałem w finale nie jest takie złe. Udało mi się wygrać start, ale czułem, że wygrałbym start też z innego pola. Byłem bardzo bojowo nastawiony, ale w finale czegoś zabrakło. Może w pierwszym łuku należało inaczej się zachować, pojechać trochę ostrzej z Bradym? Może by się to skończyło wygraną? Teraz już możemy o tym tylko pogdybać.
Na dwie rundy przed końcem zmagań przewaga Zmarzlika nad Kurtzem stopniała do trzech punktów. Takiego sezonu nie mieliśmy od dawna.
- Brady pokazuje w tym sezonie, że niemożliwe nie istnieje. Rośnie w siłę z wiekiem i jego kariera dopiero teraz nabrała szaleńczego tempa. Ja również dorastałem do tej Grand Prix krok po kroku. Ciągle nabieram pewności siebie, zaczynam czuć, że jestem zawodnikiem ze światowego topu i w przyszłości mogę walczyć o medale.
Czujesz, że ten medal indywidualnie w kolejnych latach naprawdę jest możliwy?
- Ja w to głęboko wierzę! Dopóki mam ten ogień w sobie i chęć pracy, to będę to robił. Wyznaczyłem sobie taki cel, żeby na koniec kariery nie móc sobie zarzucić, że mogłem coś zrobić lepiej. Jeśli będę wiedział, że dałem z siebie wszystko, wtedy będzie w porządku, bez względu na wynik.
Mówiąc o medalach, w tym sezonie możecie sięgnąć jeszcze po krążek w Speedway of Nations.
- Pojedziemy do Torunia z myślą o awansie do finału, a potem o walce o medal. Nie ma rzeczy niemożliwych. Nastawiam chłopaków z Daugavpils, żeby oni też w to uwierzyli, bo naprawdę potrafią się ścigać. Jewgienij pokazał dzisiaj super ściganie, stać go na pewno na więcej niż jazda na trzecim poziomie rozgrywek w Polsce.
Rozmawiał Mariusz Rajek
