Chcemy uciszyć krytyków
Rozmowa z Chrisem Richardsem, reprezentantem USA i obrońcą angielskiego Crystal Palace
Dla Richardsa będą to pierwsze mistrzostwa świata, więc ekscytacja u obrońcy jest ogromna. Fot. FIFA
- Tuż przed turniejem doznałem kontuzji i bardzo mnie to zabolało, ale jednocześnie zmotywowało, by znaleźć się na mundialu w 2026 roku. Zwłaszcza że odbędzie się on na naszej ziemi. Czułem, że jestem to winien nie tylko sobie, ale także mojej rodzinie i wszystkim, którzy wspierali mnie po drodze.
Po tamtej kontuzji - teraz, gdy faktycznie zagrasz - czym różni się twoja motywacja?
- Wtedy byłem 22-letnim chłopakiem. Może byłem trochę naiwny w kwestiach takich, jak regeneracja. Ale od tamtego momentu dopilnowałem, żeby znaleźć się w kadrze na mundial 2026 i pomóc drużynie zajść jak najdalej w tym turnieju. Myślę jednak, że teraz znaczy to dla mnie jeszcze więcej, ponieważ dosłownie o włos ominął mnie poprzedni mundial. Wciąż jest jeszcze dużo pracy do wykonania, nadal muszę tam pojechać i rozegrać mecze, ale wiem, że jeśli dam z siebie wszystko, będę mógł pomóc zespołowi.
O ile ważniejsze stają się Mistrzostwa Świata rozgrywane u siebie?
- Fakt, że ten mundial odbywa się na naszej ziemi, dodaje nam trochę presji... Ale presja tworzy diamenty, więc bardzo nas to ekscytuje i mamy oczekiwania wobec siebie. Naszym celem zawsze było zmienianie oblicza piłki w Ameryce. Myślę, że ten cykl, ten mundial, daje nam szansę, by to osiągnąć.
Jak zamierzacie odciąć się od szumu wokół i poradzić sobie z oczekiwaniami?
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie słyszymy całego szumu wokół nas albo nie czujemy presji spoczywającej na naszych barkach, ale właśnie na to czekamy. Jeśli uprawiasz profesjonalny sport, zawsze będzie wokół ciebie jakiś hałas, więc chcemy uciszyć krytyków, a naszym kibicom dać powód do dumy. To jest dla nas najważniejsze.
Jakich emocji spodziewasz się podczas meczu otwarcia mundialu przeciwko Paragwajowi?
- Myślę, że pojawią się wszystkie emocje naraz... szczęście, euforia, nostalgia, duma, ekscytacja, wszystko uderzy jednocześnie. Staram się nie wybiegać za bardzo w przyszłość, ale samo usłyszenie pierwszego hymnu narodowego tuż przed inauguracyjnym meczem mundialu rozgrywanego na własnej ziemi… Myślę, że żadnego uczucia na świecie nie da się z tym porównać.
Czy uważasz, że wygranie mistrzostwa świata przez USA to realistyczny cel?
- Dlaczego nie? Moim celem w każdym meczu i każdym turnieju, w którym gram, jest zwycięstwo. A poza tym gramy u siebie, mamy przewagę własnego boiska. Ameryka to kraj pełen ludzi, którzy wierzą, więc dlaczego mielibyśmy nie wygrać mistrzostwa świata?
Czy czujesz, że ten turniej może zdefiniować przyszłe pokolenie amerykańskich piłkarzy?
- Ludzie lubią nazywać nas „złotym pokoleniem” Ameryki, ale my po prostu wychodzimy na boisko i gramy po swojemu. Mamy zawodników grających zarówno w kraju, jak i za granicą, ale kiedy przyjeżdżamy na zgrupowanie reprezentacji, gramy dla siebie nawzajem. Zostawiamy nasze kluby za drzwiami i wychodzimy walczyć z każdą drużyną, przeciwko której przyjdzie nam zagrać. Myślę, że to dla nas szansa nie tylko, by pokazać samych siebie, ale też by pokazać światu, że jesteśmy potęgą w tej dyscyplinie sportu. Chcemy zostawić po sobie dziedzictwo dla tych, którzy przyjdą po nas, aby zawsze podtrzymywali tę reputację.
