Chce być jeszcze lepszy
Wszyscy w Chorzowie czekali na powrót Dominika Preislera. Mimo że Ruch przegrał z Pogonią Siedlce, Czech udowodnił, jak ważną jest postacią.
Dominik Preisler miał dostać około 60 minut, a zagrał od dechy do dechy. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
RUCH CHORZÓW
Niby to tylko lewy obrońca, ale w Ruchu odgrywa istotną rolę. Niebiescy w praktyce nie mają żadnego innego zawodnika na tę pozycję. Dominik Preisler stracił okres przygotowawczy z powodu kontuzji mięśnia dwugłowego. Nie zagrał w żadnym sparingu, opuścił trzy pierwsze kolejki (we Wrocławiu był już na ławce, ale chyba tylko dla towarzystwa). Wrócił na „debiut” trenera Waldemara Fornalika i był jednym z najlepszych na boisku.
Nie tym razem
– Myślę, że mieliśmy dużo okazji. Byliśmy lepsi z piłką, ale to oni strzelili dwa gole i to jest to, czego nam brakowało – bramek. Musimy trafiać, żeby wygrywać, lecz w tym spotkaniu to się nie udało. Musimy nad tym pracować, zresztą nad obroną również. Wydaje mi się, że to nie był nasz najgorszy mecz, ale nie tym razem – mówił w rozmowie ze „Sportem” Preisler. Co było charakterystyczne w meczu z Pogonią, to że Ruch miał bardzo dobry kwadrans, ale potem „spuchł” i po straconej bramce już nie wrócił do dobrego poziomu. – Nie wiem, dlaczego tak się stało. Myślę jednak, że zmiany, których dokonaliśmy na to spotkanie, były dobre. Ale oczywiście, pierwszy gol dla rywala nas trochę zszokował, to było trudne dla naszych głów. W takich sytuacjach wciąż musimy kontynuować taką samą grę – zaznaczył Czech, który 20 września skończy 30 lat.
Motor napędowy
W ostatnich kilkunastu dniach Preisler był szykowany do spokojnego powrotu, zgodnie z planem, aby nie wrócił do gry zbyt szybko. Z siedlczanami zagrał od początku do końca, mimo że... nie takie były wstępne ustalenia. – Czuję się dobrze, już na 100 procent, chociaż w ostatnich 10-15 minutach było mi już trochę ciężko. Rozmawialiśmy z trenerem przygotowania fizycznego, że może zagram około 60 minut, ale zagrałem całe spotkanie. Myślę, że było okej, ale może być lepiej – zdradził nam zasapany Preisler. W pierwszych kolejkach na lewej obronie zastępował go nominalny stoper bądź defensywny pomocnik Szymon Szymański, przez chwilę też uniwersalny Mo Mezghrani, który grał tam również w poprzednim sezonie. Żaden jednak nie może się równać z Preislerem. W Chorzowie wszyscy wyczekiwali na jego powrót, a ten swoim występem udowodnił, że było warto. Czech napędzał ataki lewą flanką, dośrodkowywał, strzelał... Po prostu motor napędowy. – To bardzo miłe, pierwszy raz spotkałem się z takim określeniem. Jestem bardzo szczęśliwy w tym klubie, to mnie motywuje. Muszę być człowiekiem, który zmienia obraz meczu. Chcę tego. Chcę pomagać zespołowi bramkami i asystami. Pokazałem to już w zeszłym sezonie, ale w tych rozgrywkach chcę być jeszcze lepszy – zaznaczył ambitnie ofensywny defensor.
Nie znał Fornalika
Nieważne czy u Dawida Szulczka, czy u Waldemara Fornalika, Preisler będzie miał pewny plac. – Kiedy rozmawiałem z chłopakami z Polski, mówili mi, że to wielka legenda klubu. Ja go zbytnio nie znam, nie grałem wcześniej w Polsce, jestem tutaj dopiero pół roku. Spotkałem go po raz pierwszy. Dokonał kilku dobrych zmian, więc zobaczymy, jak będzie. Musimy teraz ciężko pracować, bo przed meczem trenowaliśmy z nim dopiero dwa dni. Zmienił kilka rzeczy w pressingu, w poruszaniu się, ale to były jedynie drobne korekty. Nie było czasu na więcej – powiedział Preisler, którego zapytaliśmy o to, czy odczuł już twardą rękę „Kinga”. Czy jest twardsza od tej Szulczka? – Jeszcze tego nie wiem, na razie jest za wcześnie (śmiech). Wolę takie nastawienie, bo to pomaga sprawić, że każdy występ staje się lepszy. Dla nas to będzie lepsze, bo każdy zawodnik musi wywiązywać się ze swoich obowiązków. A my musimy wygrywać, bo wiadomo, co będzie, jeśli się nie uda... – ocenił Dominik Preisler.
Piotr Tubacki
12 MECZÓW zagrał w poprzednim sezonie dla Ruchu Preisler. Zdobył 2 bramki i zanotował 3 asysty (choć mogło być ich więcej).
