Charakterne chłopaki

O awansie do finału zadecydował gol Adama Fraszki, ale cały zespół zasłużył na słowa uznania.

Bartosz Fraszko wraz kolegami stanął na wysokości zadania i GKS awansowal do finału Pucharu Kontynentalnego. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

GKS Katowice, Bruleurs de Loups Grenoble, Arłan Kokczetaw i Cardiff Devils – to kwartet, który będzie rywalizował w styczniowym finale Pucharu Kontynentalnego. Rywalizacja o bycie w nim w obu grupach była niezwykle wyrównana i losy awansu ważyły się do samego końca. W Aalborgu, gdzie występowali hokeiści GKS-u, o promocji decydowały gole w „małej” tabela między trzema drużynami. Najbardziej zawiedzeni byli gospodarze obu półfinałowych turniejów: „Piraci” z Aalborga oraz „Wilki” z Żyliny, którzy liczyli na grę w finale.

Katowiczanie, wicemistrzowie kraju, zaimponowali wszystkim determinacją i walką do końca. Po wygranej z Coroną Braszow 9:2 wszystkim wydawało się, że awans będzie można będzie sobie zapewnić już po drugim spotkaniu z „Wilkami” z Grenoble. Mistrzowie Francji zagrali jednak niezwykle konsekwentnie i odnieśli w pełni zasłużone zwycięstwo. Przegrana 2:4 była najniższą z możliwych, bo przewaga rywali była spora. John Murray kilka razy popisał się świetnym refleksem, choć też nie ustrzegł się błędów. Zbyt często wdawał się w dyskusje z sędziami, którzy podjęli kilka kontrowersyjnych werdyktów.

- Trzy drużyny miały podobny poziom i jeszcze przed turniejem wiedzieliśmy, że walka będzie do końca – mówi napastnik GKS-u, Igor Smal. - Zagraliśmy słabsze spotkanie z Grenoble, ale staraliśmy się dotrzymać kroku rywalom. Czasami tak bywa, że starasz się ile wlezie, zaś efekty są odwrotne do wysiłku. Niemniej w tym przegranym starciu daliśmy przeciwnikom więcej swobody i to zdecydowało o porażce. Mocno nas to zabolało i chcieliśmy się zrehabilitować.

- Grenoble ma ciekawą drużynę i nie przez przypadek jest liderem ligi francuskiej – dodaje dyrektor sportowy, Roch Bogłowski. - Po pierwszej, dobrej tercji w kolejnych rywale byli zdecydowanie lepsi i w pełni zasłużenie wygrali.

Trenerski duet Jacek Płachta – Ireneusz Jarosz przed potyczką z gospodarzami podjęli ciekawą i dość ryzykowną decyzję. Między słupkami stanął Michał Kieler. Cenimy jego umiejętności, ale nie ma on za dużo okazji ich pokazać w meczach ligowych. „Jedynką” jest „Jasiek Murarz” i on broni w meczach z trudnymi rywalami.

- Takie było założenie, bo przecież wiedzieliśmy, że Johny trzech meczów z rzędu mógł nie wytrzymać – wyjaśnia szef sekcji. - Cieszy, że Michał pokazał się z dobrej strony. W kontekście rywalizacji ligowej jest to niesłychanie ważne. Chłopaki pokazali charakter i zrobiliśmy gospodarzom psikusa, bowiem liczyli na awans do finału.

Kieler znalazł się w trudnej sytuacji i na domiar złego w 84 sek. przepuścił gola na 1:1. Jednak potem przez 58:36 min był niezwykle skupiony i bronił z wyczuciem. Zatrzymał 34 strzały, a dodajmy, że „Piraci” mieli sześć liczebnych przewag. Zespół w tych trudnych momentach również mocno wsparł swojego bramkarza.

- Po porażce z Grenoble byliśmy mocno poirytowani i zdawaliśmy sobie sprawę, że w ostatnim meczu musimy dać z siebie wszystko – dodaje Smal. - Przed wyjazdem na taflę wiedzieliśmy, że do awansu potrzebujemy zwycięstwa trzema golami. I tak też się stało, ale nikt z nas tak nie kalkulował, lecz tak właśnie się stało (śmiech). Najważniejszy jest awans. Teraz wracamy do ligowej rywalizacji.

Cały zespół zasłużył na słowa uznania i każdy dołożył cegiełkę do tego sukcesu. Niemniej ważną rolę odegrał pierwszy atak Patryk Wronka (2 gole) – Grzegorz Pasiut (1) – Bartosz Fraszko (3), który solidnie punktował, zdobywając ich 16. Ten ostatni zdobył gola na wagę awansu do finału.

Kto będzie gospodarzem tego ciekawego finału? Do 29 listopada trzeba składać wnioski, zaś międzynarodowa federacja (IIHF) na początku grudnia podejmie decyzję. Katowice nie wchodzą w rachubę, bowiem „Satelita” jest za mała i chyba nie do końca odpowiada standardom międzynarodowym. Natomiast „Spodek” jest wynajęty na koncerty i nie można ich przełożyć. Kazaski Arłan Kokczetaw raczej nie wchodzi w rachubę, bowiem podróż dla trzech europejskich drużyn byłaby nie tylko uciążliwa, ale również zbyt droga. Walijskie Cardiff w ubiegłym roku było organizatorem finału i być może teraz też złoży aplikacje. Może rolę gospodarza podejmie się Grenoble, które powinno się liczyć w tym decydującym rozdaniu.

Teraz GKS wraca do ligi i przed finałem będzie musiał rozegrać minimum trzy mecze awansem. Hokeistów czekają znów pracowite dni.

Włodzimierz Sowiński