Celebryta przychodzi z wiosną
Dokładnie przez 97 dni nie było Szymona Marciniaka na ligowych boiskach. Wrócił w dobrym stylu!
Szymon Marciniak znów gwiżdże! PAP / Marian Zubrzycki
Ostatnim ubiegłorocznym spotkaniem, jakie najlepszy polski (i światowy?) rozjemca poprowadził w PKO BP Ekstraklasie, była rozegrana 30 listopada potyczka Zagłębia z Jagiellonią (0:0). Trzy dni potem Marciniak pojawił się jeszcze w Gliwicach, by poprowadzić pucharowy bój Piasta z Lechem. I... zniknął z muraw na ponad trzy miesiące. I to nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. Nie było komunikatów – wcześniej pojawiających się co jakiś czas – o zaproszeniu arbitra do poprowadzenia spotkania w lidze saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jego nazwiska próżno było szukać także w zestawieniach rozjemców na 1/16 finału Ligi Mistrzów, Ligi Europy czy Ligi Konferencji.
Ósemka na powitanie
„Stracił zaufanie swych przełożonych” – takich (zgryźliwych) komentarzy można było znaleźć w sieci bardzo wiele. Były jednak chybione: Płocczanin regularnie wyznaczany był w ligowej rundzie rewanżowej do roli asystenta wideo, a więc sędziego obsługującego system VAR. Ale na boisko wciąż nie wybiegał. – Czytałem opinie, że „jest za zimno, więc celebryta nie sędziuje” – śmiał się w miniony weekend do kamery Canal+ Sport Szymon Marciniak, wychodząc na płytę stadionu w Łodzi, gdzie w końcu poprowadził – jako główny, z gwizdkiem – mecz ligowy Widzewa z Lechem. Poprowadził – dodajmy – z przynależną sobie klasą, zgarniając „ósemkę” w rankingu Kryształowego Gwizdka. Co więcej: jego powrót na boiska wyraźnie zmobilizował (i dobrze wpłynął na koncentrację) jego kolegów po fachu. Liczba sędziowskich kontrowersji – co przyznał telewizyjny ekspert i były arbiter, Adam Lyczmański – była w minionej kolejce zadziwiająco niewielka.
„Achilles” nie pozwolił
Trwająca ponad trzy miesiące absencja Marciniaka na boiskach nie była wcale ani tajemnicą, ani niespodzianką. O jej przyczynach mówił już w naszym studio podczas turnieju Spodek Super Cup, 6 stycznia. – Mam za sobą ciężki okres w grudniu. Jestem miesiąc po operacji „achillesa”, którego uszkodziłem w meczu Piasta z Lechem. Turniej w Spodku to tak naprawdę dla mnie pierwsze kroki po zabiegu. Nie ukrywam, że noga jeszcze boli – opowiadał wówczas „Sportowi”. Halowe granie – ze względu na dość „stacjonarny” charakter pracy sędziów – pozwoliło Marciniakowi znów poczuć frajdę z używania gwizdka. – Daję sobie dwa-trzy tygodnie na to, żeby wrócić na te najważniejsze boiska – dodawał wówczas.
Kierunek – mundial
Jak się ostatecznie okazało, rehabilitacja potrwała jeszcze pięć tygodni dłużej. Co dalej? – Zbliżają się mistrzostwa świata, za chwileczkę szereg obozów UEFA i FIFA; w tym ten najważniejszy, na którym zostanie wyłoniona wąska – 11-13 nazwisk – grupa sędziów z UEFA, którzy pojadą na mundial – mówił nam płocki rozjemca. Plany na ten rok ma więc jasno sprecyzowane!
Dariusz Leśnikowski
