Carpe diem Michała Probierza
Selekcjoner wywodzący się z Górnego Śląska poprowadzi reprezentację Polski w kwalifikacjach do mistrzostw świata 2026.
Michał Probierz przeżył wiele – jako piłkarz i jako trener. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
We wrześniu 2023 roku Michał Probierz dołączył do grona selekcjonerów wywodzących się z Górnego Śląska. Były zawodnik wielu śląskich klubów przejął 443 dni temu drużynę narodową i wprowadził ją do turnieju finałowego mistrzostw Europy w Niemczech. Wprawdzie w tegorocznych rozgrywkach Ligi Narodów Biało-czerwoni zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie dywizji A i spadli do dywizji B, ale 52-letni szkoleniowiec nie stracił zaufania kierownictwa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Na wtorkowym posiedzeniu zarządu przedstawił raport, który został przyjęty pozytywnie. Świadczą o tym słowa sekretarza generalnego PZPN-u Łukasza Wachowskiego: „Droga, jaką podążamy, jest dobra, ale trzeba czasu. Zwłaszcza jeśli mowa o młodych zawodnikach, których trener włącza do drużyny. Oni muszą okrzepnąć, nabrać doświadczenia i grać w swoich klubach. Uważam, że przed nami dużo dobrych meczów”. A to oznacza, że Michał Probierz będzie selekcjonerem reprezentacji Polski w trakcie kwalifikacji do mistrzostw świata 2026 i od 13 grudnia (wtedy podczas losowania poznamy rywali) myślał będzie o kolejnych meczach, powołaniach i rywalach.
Tam, gdzie cię chcą
– Trener nie wybiera miejsca pracy – przyznaje Michał Probierz. – To trenera wybierają i idzie się tam, gdzie cię chcą. Czy prowadziłem dzieci, czy pierwszoligową drużynę, czy też byłem w reprezentacji młodzieżowej oraz w pierwszej drużynie narodowej, to tak samo angażuję się całym sobą. Nie potrafię inaczej. Uważam, że bardziej przy powołaniu mnie na selekcjonera ryzykował prezes Cezary Kulesza. Raczej nie byłem faworytem wśród kandydatów na to stanowisko, ale odwaga sternika PZPN-u, bo to on na mnie postawił, doprowadziła do tego, że poprowadziłem reprezentację, z którą doszliśmy do turnieju finałowego mistrzostw Europy.
Wychowanek ŁKS-u Łagiewniki ma na piłkarskim liczniku w ekstraklasie w sumie 258 występów w barwach Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze oraz dwa w Pogoni Szczecin.
W Białymstoku wszystko się zaczęło
– Najbardziej pamiętny z tych wszystkich występów był bez wątpienia pierwszy mecz w ekstraklasie – wspomina Michał Probierz. – Pamiętam dokładnie datę. 13 maja 1990 roku, bo od tego dnia oraz od decyzji trenera Jurka Wyrobka, który w Białymstoku postawił na mnie i wyszedłem w pierwszej jedenastce, wszystko się zaczęło. Miałem wtedy 17 lat. A później najwięcej emocji dostarczały Wielkie Derby Śląska, Ruch – Górnik oraz Górnik – Ruch. Każde były niezwykłe, więc długo można byłoby o nich opowiadać. Tak samo jak o meczach, które oglądałem już w roli trenera.
Jako szkoleniowiec Michał Probierz poprowadził już ponad pół tysiąca spotkań, sięgając po Puchar Polski z Jagiellonią Białystok w 2010 roku i Cracovią w 2020 oraz ciesząc się z tytułu wicemistrza Polski z Jagiellonią w sezonie 2016/17. – Paradoksalnie najbardziej w swojej pracy trenerskiej cenię sobie sezon 2009/2010, do którego Jagiellonia wystartowała ukarana 10 punktami minusowymi – dodaje Probierz. – To było zupełnie inne wyzwanie. Udało się jednak tak zmobilizować zespół, że w najtrudniejszym okresie powstała drużyna, która sięgnęła po Puchar i Superpuchar Polski oraz grała w europejskich pucharach.
Piłkarska rodzina
Michał Probierz jest człowiekiem, który ceni ludzi. – Miałem to szczęście, że tata był sędzią piłkarskim, a mój chrzestny Franciszek Tim był piłkarzem Ruchu, z którym trzy razy wywalczył mistrzostwo Polski i zadebiutował w reprezentacji – wylicza Probierz. – Piłka była więc obecna w moim życiu od samego początku. Jeździłem z tatą na mecze, które on prowadził i dostawałem piłki, o które nie było tak łatwo jak dzisiaj. Później na swojej drodze spotkałem wielu wspaniałych ludzi i gdybym wymienił jednego czy nawet dziesięciu, to obraziłbym pozostałych. Natomiast wśród piłkarzy, z którymi miałem okazję grać na szczycie, z długiej listy na pewno wymienię Janka Urbana, fenomenalnego zawodnika i człowieka. Wszyscy cenią go za umiejętności techniczne, ale ja pamiętam też, jak w Pucharze Polski grał ze złamanym nosem, co pokazuje, jaki miał charakter. Za piłkarskie umiejętności cenię też bardzo Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Wielu ludziom zawdzięczam to, kim i jaki jestem. Przede wszystkim jednak jestem sobą. Biorę życie takim, jakie jest. Robię to, co do mnie należy, starając się robić to najlepiej, jak potrafię. Dzięki temu żyje się łatwiej.
W czasach szybkiej komunikacji i działania w internecie Probierz wyróżnia się także zamiłowaniem do książek. Jego znajomym był uznany, nieżyjący już polski pisarz Jerzy Pilch, a on sam na początku piłkarskiej kariery przeżył historię, która mogłaby spokojnie posłużyć za szkic do powieści o tematyce sensacyjnej Alistaira MacLeana.
Coś sensacyjnego
– W „Sporcie” ponad 30 lat temu był nawet o tym cykl artykułów jak powieść w odcinkach – przypomniał Probierz. – Kiedyś, a to się wydarzyło, gdy miałem 16 lat, było zupełnie inaczej niż teraz i mój wyjazd na zachód Europy, a następnie powrót z Belgii bez wizy, czyli nielegalnie, przez trzy granice to było coś sensacyjnego. Podczas mistrzostw Europy w Niemczech spotkałem jednego wolontariusza, który też był wtedy w Belgii razem ze mną. Powspominaliśmy więc tamte dni i po latach fajnie się o tym mówi, ale wtedy przeżyłem coś niesamowitego, w co trudno nawet uwierzyć i co sprawiło, że moim życiowym mottem stało się hasło „carpe diem”. Chwytam więc dzień i cieszę się ze wszystkiego, co uda mi się złapać.
Wprawdzie w Lidze Narodów udało mu się „złapać” tylko cztery punkty w sześciu spotkaniach, ale w sumie w swoich 17 spotkaniach w roli selekcjonera „urobek” ma dodatni: 7 zwycięstw, 4 remisy i 6 porażek oraz bilans bramkowy 33:31. Nie można też zapomnieć o tym, że po rozpoczęciu pracy z reprezentacją Polski aż w ośmiu meczach z rzędu nie zaznał goryczy porażki i wprowadził Biało-czerwonych przez baraże do turnieju finałowego mistrzostw Europy. Czy uda się mu poprawić tamtą passę w 2025 roku?
Jerzy Dusik
