Cały ten zgiełk

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Bitewny zgiełk, od razu zaznaczę. - Będzie ciekawie! - rzucił przed meczem Polski z Bośnią i Hercegowiną w Zenicy selekcjoner Jan Urban i... miał rację. Sformułowanie "ciekawie" nie zawsze jednak oznacza, że w trakcie meczu będziemy zachwycać się składnymi akcjami, czy pięknymi golami. Była za to od samego początku walka o każdą piędź ziemi. Ten mecz przypominał średniowieczną bitwę, niestety - polegliśmy.  

Bośniacy zaczęli agresywnie, jednak nasi podjęli wyzwanie, zwyczajnie się nie przestraszyli. Mimo ostrego tempa nie było marudzenia, gry pozorów i asekuracji. Byliśmy za to świadkami ciężkiej fizycznej orki, wręcz rąbanki - trudnej choćby dla duetu z Porto na środku obrony, który musiał użerać się agresywnymi, szukającymi wręcz męskich starć i ostrych spięć rozszalałymi Ermedinem Demiroviciem oraz Harisem Tabakoviciem. Po lewej stronie hasał z kolei Sead Kolasinac, który był tak nabuzowany, że wydawało się momentami, iż na nabrzmiałym torsie zaraz rozerwie mu się koszulka... Człowiek zmełł w ustach przekleństwo kiedy Kolasinac postawił tuż po przerwie brutalny stempel na nodze Karola Świderskiego. Szczęk żelaza, jęki rannych, krzyki walczących, rżenie przerażonych koni, od czasu do czasu świst przelatującej futbolówki...

Pozytywy tego przegranego meczu? Polska potrafiła regularnie otrząsać się z oblepiających ją Bośniaków niczym Longinus Podbipięta pod Zbarażem. Momentami byliśmy cholernie niebezpieczni. Biało-czerwoni potrafili posyłać śmiercionośne pociski, ale - to już panna tradycja - jak były śmiercionośne, tak... nieskuteczne...  Podobały mi się mocne uderzenia z dystansu Frankowskiego, które były jak smagnięcia biczem. Tyle, że nic nie wpadło. 

Podobało mi się, że Nikola Zalewski nieustannie szukał wręcz gry jeden na jeden. Dobrze się w tym czuje i nie tylko lubi, ale i potrafi, dzielny junak! Trochę przeszkadzała mu nierówna murawa. Zadrżałem, gdy brutalnym kopniakiem poczęstował go przy pierwszej nadarzającej się okazji Armin Gigović. Upadł, ale wstał.... Nie lubię takiej gry. Twarde gra - tak, brutalna - nie. Polacy nie zamierzali jednak płakać. Po przerwie mecz mocno się otworzył, a Bośniacy grali z jeszcze większym zębem, nie brali jeńców. Wiadomo: skoro jest bitwa, muszą być też ranni, pół godziny przed końcem musieli zejść poobijani Matty Cash i Świderski. Bośniacy cały czas grali bardzo twardo, kilka razy aż zasyczałem, wyobrażając sobie jak boli...

Tymczasem nasz bramkarz Dawid Bułka twardnieje na bramce z meczu na mecz i ewidentnie można na nim polegać. Pierwszą interwencję zaliczył już w 16. sekundzie, a potem intuicyjnymi zagraniami nieraz ratował naszą drużynę. Od pierwszych minut po wznowieniu gospodarze bardziej chyba zagęścili środek, starali się też tłamsić polskie rozegranie już w okolicach pola karnego Marcina Bułki. Wreszcie wcisnęli tę bramkę w końcówce - nie wytrzymał nerwowo Bednarek i w polu karnym sfaulował. 

Ważne: dla wielu Jan Urban ciągle gra o posadę, Dla mnie to niezmiennie absurdalne założenie. Nie było beznadziejnie, nie było idealnie. Na końcu tego starcia jest jednak zero, a zdaniem wielu kibiców takich rywali Polska ciągle powinna wciągać nosem. Co więc dalej?

Tego nie wie nikt. Po takim zgiełku zwłaszcza.

Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się