Byle nie dziesięć!
Legia stoi przed realną szansą przezimowania w strefie spadkowej. W Warszawie... nie wiedzą, o co chodzi.
Rafał Augustyniak też jest zaskoczony... Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
LEGIA WARSZAWA
To nie jest możliwe, żebyśmy byli w tym miejscu – mówił po porażce z Piastem w Gliwicach 0:2 defensywny pomocnik Wojskowych Rafał Augustyniak. „A jednak!” – chciałoby się krzyknąć. – To, co robimy na boisku i jak gramy, odzwierciedla naszą pozycję. Nie dociera do mnie, że możemy skończyć pierwszą część sezonu w strefie spadkowej – powiedział niedowiarek z Łazienkowskiej.
Nie wie czemu
Legia jest w tej chwili właśnie w strefie spadkowej, mając tyle samo punktów, co posiadająca gorszy bilans goli Bruk-Bet Termalica Nieciecza (z którą to niedawno warszawiacy przegrali u siebie), a także dwa „oczka” więcej od zamykającego tabelę Piasta. W ekstraklasie stołeczni nie wygrali żadnego z ośmiu poprzednich spotkań, a z innymi rozgrywkami wychodzi seria 9 meczów bez zwycięstwa.
O analizę i przyczyny bieżącej sytuacji poproszono tymczasowego trenera Legii, Inakiego Astiza, który ocenił: – Gdybym wiedział, to nie mielibyśmy takich wyników i nie znajdowalibyśmy się w takiej sytuacji. Na razie nasza praca nie przekłada się na wyniki, ale staramy się to zmienić – przyznał Hiszpan, który przez dłuższą część swojej roboty zastępczej pracował z maksymalnie okrojonym sztabem. Dopiero niedawno – ale tylko nieoficjalnie – można było usłyszeć, że Astiz dostanie do pomocy jeszcze kilka osób, z którymi dociągnie do końca roku. Legii zostały jeszcze do rozegrania trzy mecze – dwa w LK (z FC Noah z Armenii pojutrze i Lincoln Red Imps z Gibraltaru 18 grudnia) oraz jeden zaległy ligowy, ponownie z Piastem (14 grudnia), tyle że u siebie. Jeśli gliwiczanie znowu pokonają Wojskowych, przeskoczą ich w tabeli i przezimują na bezpiecznej pozycji. A jeśli wygrają z Legią... dziesięcioma golami, stołeczni na Sylwestra będą zamykać stawkę, bo poprzez bilans bramek wyżej będzie także Nieciecza.
To będzie hańba!
Przypomina się oczywiście sezon 2021/22 za czasów trenera Czesława Michniewicza, kiedy Legioniści także przez moment znaleźli się w strefie spadkowej. Wtedy – wedle matematycznych rachunków prawdopodobieństwa – szanse na spadek były minimalnie większe niż obecnie. Teraz, jak podał matematyk Piotr Klimek, to ok. 10 procent. Wciąż istnieje szerokie grono zespołów, które mają... mocniejsze karty do tego, aby przywitać się z 1. ligą, co nie znaczy, że w Warszawie mogą spać spokojnie. Porażka z Piastem jest jak najbardziej możliwa (oczywiście nie „dwycyfrówką”), ale jeśli nie uda się pokonać ani jednego ze słabiaków w Lidze Konferencji, to będzie już hańba. I nie chodzi tu o słynne niedoszacowanie przeciwnika, lecz realne ocenienie siły i potencjału drużyn. Michniewicz w Lidze Europy przynajmniej nieźle wystartował, ogrywając Spartaka Moskwa i Leicester City.
Przykład Wisły
W Warszawie z upragnieniem wyczekują końca rundy, żeby zimą mogli w spokoju popracować, wzmocnić się i posprzątać bałagan. Tylko... kto za to będzie odpowiadał? Czy w końcu uda się zatrudnić Marka Papszuna? Szkoleniowiec Rakowa bardzo chce iść do Legii, ale Wojskowi są klubem zarządzanym tak źle, z tak mocno marnowanym potencjałem, że niewykluczone, iż skończą tam na jakiejś opcji awaryjnej.
Warto również przypomnieć, że w Krakowie także byli przekonani, że Wisła nie może spaść z ekstraklasy, a wiemy, jak się skończyło...
Piotr Tubacki
