Byle jak najdalej
Jeśli Polska i Ukraina wygrają półfinał baraży, w meczu o awans na mundial zmierzą się na stadionie w Walencji.
Czy reprezentację Jana Urbana czeka podróż do Hiszpanii? Fot. Rafal Oleksiewicz / Press Focus
REPREZENTACJA
Wszystkie domowe mecze eliminacji mistrzostw świata Ukraina rozegrała w Polsce. Nasi wschodni sąsiedzi nie mogą rozgrywać spotkań międzypaństwowych na terenie swojego kraju z powodu wojny z Rosją. Prezes ukraińskiej federacji Andrij Szewczenko po losowaniu baraży stwierdził jednak, że ostatnie spotkania, w których zespół Serhija Rebrowa będzie walczył o udział w mundialu, z pewnością nie będą rozgrywane w Polsce. Wynikało to z prostego rachunku – Ukraina w potencjalnym finale baraży może trafić właśnie na Biało-czerwonych. A z uwagi na to, że Ukraina oba spotkania rozegra w roli gospodarza, nie chciała znaleźć się w sytuacji, w której grałaby u siebie, a tak naprawdę na terenie rywala.
Zaraz po losowaniu pojawiły się plotki, które sugerowały, że Szewczenko miałby być zainteresowany rozegraniem baraży na terenie Hiszpanii. Te spekulacje potwierdziły się wczoraj popołudniu. Ukraińska federacja oficjalnie ogłosiła, że pierwszy mecz barażowy przeciwko Szwecji rozegra w Walencji. W tym samym miejscu odbędzie się finał, jeśli Ukraina wygra. Dokładnie rzecz ujmując, Ukraina wybrała stadion, na którym na co dzień gra Levante, czyli obiekt miejski. Arena, która znajduje się stosunkowo blisko centrum Walencji, może pomieścić 26 354 widzów. To sporo, biorąc pod uwagę to, że w grając eliminacje w Polsce, na stadion Legii podczas meczu z Islandią przyszło 20 tysięcy ludzi, choć stadion może pomieścić 31 800. Ponadto kibice nie zapełnili też 15-tysięcznego stadionu Cracovii podczas rywalizacji z Azerbejdżanem (przyszło 6995 widzów). Potencjał kibicowski Ukraińcy pokazali natomiast w rywalizacji z Francją, gdy we Wrocławiu pojawiło się 38 973 widzów. Choć w tym przypadku należy podkreślić, że sporo osób na trybunach było Polakami, którzy chcieli na żywo zobaczyć gwiazdy Trójkolorowych. Biorąc pod uwagę tę statystykę, a także kryterium geograficzne (Hiszpania jest znacznie dalej od Ukrainy niż Polska), stadion w Walencji może świecić pustkami.
Mimo wszystko decyzja ukraińskiej federacji jest zrozumiała. W końcu chodzi o to, żeby nie ułatwiać rywalom zadania. A przecież w Europie trudno znaleźć dalej położone miejsce od Szwecji i Polski (lub Albanii, jeśli to ona awansuje do finału baraży) od Walencji (teoretycznie Ukraina mogła jeszcze wybrać Portugalię). W ten sposób każda ze stron gra na wyjeździe, czyli na neutralnym boisku, więc nikt nie będzie odczuwał specjalnej korzyści z powodu gry przed własną publicznością. Na razie jednak nie możemy rozpoczynać planowania wycieczki nad Morze Śródziemne. Najpierw reprezentacja Jana Urbana musi pokonać Albańczyków na Stadionie Narodowym w Warszawie. Ponadto kadra Serhija Rebrowa musi pokonać Szwedów, a to przecież wcale nie jest takie oczywiste.
Kacper Janoszka
