Był sobie Brunes...
Wynik rewanżu z Maccabi może mieć dla Rakowa dużo większe znaczenie niż awans do decydującej fazy eliminacji Ligi Konferencji. Bez względu na rezultat, przegranym będzie Jonatan Brunes.
Nad Jonatanem Brunesem zbierają się w Rakowie coraz ciemniejsze chmury
Saga związana z "kuzynem Hallanda" zajmuje w ostatnich dniach w naszym kraju zdecydowanie więcej miejsca niż sam Halland i to nie tylko dlatego, że Premier League rozpoczyna się dopiero w najbliższy weekend. Dziwne przypadłości zdrowotne Norwega już przed pierwszym meczem z Maccabi były tematem numer jeden - nie tylko w Częstochowie. Przypomnijmy, że w dniu meczu pokrywającego się z jego urodzinami zgłosił kontuzję mięśniową, która wykluczyła go z kadry na mecz z Izraelczykami. Wszystko miała poprzedzić burzliwa awantura z Markiem Papszunem, który miał się nie zgodzić na okazjonalnego szampana (bezalkoholowego) i/lub tort dla kolegów w szatni.
Zawodnik niegotowy do gry
Bez względu na to, ile prawdy było w tych nieoficjalnych doniesieniach, w klubie nikt nie dał specjalnie wiary dolegliwościom Brunesa i skierował go na na szczegółowe badania. Norweg pojawił się na treningu w poniedziałek, trochę ponarzekał na ból w "dwójce", ale wszystko wskazywało na to, że sprawa przynajmniej na jakiś czas została zażegnana, a Papszun będzie mógł na niego liczyć w rewanżu. Jego brak w pierwszym meczu był bowiem aż nadto widoczny. Częstochowianie rozegrali dobre spotkanie, w którym stworzyli sobie wiele okazji bramkowych, ale brakowało im napastnika, który potrafiłby umieścić piłkę w bramce.Jak grom z jasnego nieba w środę gruchnął jednak komunikat o tym, że Brunes nie znalazł się w samolocie lecącym do Debreczyna, a klub w oficjalnym komunikacie w zasadzie nie pozostawił złudzeń - dalsze fochy Norwega nie będą tolerowane. "(...) Zawodnik poinformował sztab o złym samopoczuciu i braku gotowości do gry. Klub przypomina, że kontrakt piłkarza jest ważny do czerwca 2028 roku, a Raków w pełni wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Klub informuje również, że zawodnik nie jest i nie będzie na sprzedaż w obecnym oknie transferowym. (...) Klub nie będzie komentować sprawy poza treścią niniejszego komunikatu".
Najwyższy wymiar kary
Jeśli w Rakowie zdecydowali się tak jednoznacznie odnieść do sprawy w sposób oficjalny, to wiadomo, że wewnątrz sprawa wygląda o wiele poważniej. Z naszych nieoficjalnych ustaleń dowiedzieliśmy się, że wszyscy w klubie, na czele z właścicielem Michałem Świerczewskim oraz Papszunem, są tak wściekli na zachowanie piłkarza (na "dogadanie się" namawiali go również koledzy z drużyny), że ukarzą go w możliwie najbardziej dotkliwy sposób. Raków oczywiście również miałby ponieść na tym spore straty finansowe, bo tyle co zapłacił za wykupienie napastnika belgijskiemu Leuven dwa miliony euro. - Właściciela stać na to, aby pokazać, kto tu rządzi. Jeśli Brunes nie chce grać w piłkę, permanentnie źle się czuje, to nie będzie w nią grał. Ewentualnie wspomoże rezerwy w czwartej lidze - usłyszeliśmy anonimowo w Rakowie, ale to tylko potwierdza, że klub nie ugnie się pod zagrywkami zawodnika, który od dawna demonstrował w różnoraki sposób, jak bardzo z Częstochowy chce odejść. W myśl zasady, że z niewolnika nie ma pracownika, z Rakowa pewnie by go już dawno puścili. Problem tylko w tym, że nie wpłynęła za niego żadna oferta nad którą przy Limanowskiego mogliby się przynajmniej pochylić. Jeśli Brunes za punkt honoru uznał opuszczenie ekstraklasy jeszcze tego lata, to rozgrywa to po prostu fatalnie. Dla niego obecna sytuacja nie ma dobrego epilogu. Jeśli Raków wyeliminuje Maccabi i zamelduje się w IV rundzie, Papszun zatriumfuje, pokazując, że potrafi radzić sobie bez fochowego napastnika. Jeśli częstochowianie odpadną, to Norweg będzie pierwszym winnym takiego stanu rzeczy. Może to też spowodować trzęsienie ziemi w częstochowskim klubie, jakiego nie widziano od dawna, a decyzje podejmowane w emocjach mogą być dla każdej ze stron jeszcze bardziej opłakane w skutkach.
W tym momencie nikt w Rakowie nie chce jednak rozważać takiego scenariusza. Panuje przekonanie, że strata jednej bramki (0:1) jest jak najbardziej do odrobienia. Piłkarsko Raków jest lepszą drużyną od Maccabi. Tylko...kto będzie strzelał gole?
Mariusz Rajek
3. runda kwalifikacji do Ligi Konferencji
Czwartek, 14 sierpnia, godz. 20.00
◼ Maccabi Hajfa - Raków Częstochowa
Sędzia – Jerome Brisard (Francja)
