Był Pogacar, jest „Byczek”
Isaac del Toro wygrał ósmą edycję UAE Tour. Zwycięstwo zapewnił sobie, triumfując na trudnym, przedostatnim etapie.
W Emiratach nikt nie złapał tego „Byczka” za rogi. Fot. UAE Team Emirates
KOLARSTWO
Zwykle na górze Jebel Hafeet, gdzie w sobotę znajdowała się meta, decydowały się losy wyścigu rozgrywanego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Właśnie na tym podjeździe rok temu zwycięstwo przypieczętował Tadej Pogacar. Teraz w tej imprezie zabrakło najlepszego kolarza świata, ale godnie zastąpił go kolega z UAE Team Emirates-XRG. Del Toro zdawał sobie sprawę, że dla jego drużyny to jeden z najważniejszych wyścigów w sezonie – przede wszystkim dlatego, że odbywał się w kraju, gdzie siedzibę ma główny sponsor, linie lotnicze Emirates Airline. 22-letni Meksykanin zrobił więc wszystko, żeby wygrać.
Tym razem było o to trudniej, bo organizatorzy dołożyli jeszcze jedną, do tego premierową wspinaczkę – na Jebel Mobrah. W środę na tym morderczym podjeździe triumfował Antonio Tiberi (Bahrain-Victorious), który został liderem. Del Toro był drugi, tracąc do Włocha 21 sekund – tyle miał odrobić w sobotę na znacznie łatwiejszym Jebel Hafeet (1036 m n.p.m., 10,6 km podjazdu o średnim nachyleniu 6,9 %). I gdy tylko zrobiło się stromo, zaczął atakować. Tiberi jednak nie odpuszczał, trzymając się na jego kole – za wszelką cenę i z coraz większym trudem. – To taka gra mentalna, w której musisz być na tyle pewny siebie, żeby dalej próbować, jeśli raz się nie uda. Nadal mieć w głowie, że w końcu to zrobisz – opisywał później Meksykanin, który w zasadzie w ostatnim momencie, bo zaraz potem teren stawał się bardziej płaski, zostawił rywala za plecami. Del Toro gnał do mety z całych sił, natomiast wycieńczony Tiberi na tyle osłabł, że wyprzedziło go jeszcze dwóch rywali. – Był niesamowity, mogę mu tylko pogratulować. Ale i tak jestem z siebie dumny, bo nigdy tak dobrze nie zacząłem sezonu – cieszył się 24-letni Włoch, który utrzymał miejsce na podium. Trzeci w klasyfikacji końcowej był kolejny młodzieniec, rewelacyjny Australijczyk Luke Plapp (Jayco AlUla).
UAE Tour, drugi wieloetapowy wyścig najwyższej kategorii w tym roku, miał jeszcze innego bohatera. To Jonathan Milan (Lidl-Trek), który w niedzielę w Abu Zabi wygrał ostatni etap. Włoch zdominował sprinterskie końcówki – to było jego trzecie zwycięstwo z tym wyścigu. Być może miałby także czwarte, ale w końcówce pierwszego odcinka leżał w kraksie.
Zawiódł za to jeden z faworytów, Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe). Po tym, jak Belg we wtorek wygrał jazdę indywidualną na czas, wydawało się, że będzie kontynuował niesamowitą serię, bo w tym sezonie zwyciężył we wszystkich czterech wyścigach, w których startował. Dzień później na Jebel Mobrah przeżywał jednak kryzys, który tłumaczył zmęczeniem po wyczerpującej „czasówce” i bezsenną nocą z powodu niedziałającej klimatyzacji. W sobotę, kiedy na Jebel Hafeet też przyjechał daleko za najlepszymi, nie miał już wymówek. – To po prostu nie był mój najlepszy tydzień. Nie osiągnąłem poziomu do walki o zwycięstwo podczas górskich etapów – skwitował aktualny podwójny mistrz olimpijski, który chce teraz nieco zeszczupleć, w marcu dobrze pojechać (czytaj: wygrać) Wyścig Dookoła Katalonii, a w lipcu najpewniej powalczyć na Tour de France z Pogacarem i Jonasem Vingegaardem (Visma-Lease a Bike), którzy jeszcze nie rozpoczęli sezonu.
Wyniki 6. etapu, Al Ain Museum - Jebel Hafeet (168 km):
1. Issac del Toro (Meksyk, UAE Team Emirates - XRG) 3:27.542. Lucas Plapp (Australia, Jayco AlUla) strata 12 s
3. Felix Gall (Austria, Decathlon CMA CGM Team) 21
Wyniki 7. etapu, Zayed National Museum - Abu Zabi Breakwater (149 km):
1. Jonathan Milan (Włochy, Lidl-Trek) 2:56.482. Erlend Blikra (Norwegia, Uno-X Mobility)
3. Sam Welsford (Australia, INEOS Grenadiers) wszyscy ten sam czas.
Klasyfikacja końcowa:
1. del Toro 21:10.302. Antonio Tiberi (Włochy, Bahrain Victorious) 20
3. Plapp 1.14
4. Harold Tejada (Kolumbia, XDS Astana) 1.25
5. Gall 1.34
6. Lennert Van Eetvelt (Belgia, Lotto Intermarche) 1.44. Polacy nie startowali
(gak)
