Bye, bye America...

Przegrywamy walkę o mistrzostwa świata. Na dużej piłkarskiej imprezie zabraknie nas po raz pierwszy od 2016 roku.

Mundial 2026 nie dla nas. Przegrywamy ze Szwecją i... możemy sobie pluć w brodę. Nie można tracić takich bramek! Fot. Leszek Szymański / PAP

REPREZENTACJA 

Mecz w Solnej, decydujący o awansie na mistrzostwa świata w Ameryce, zaczęliśmy jak w półfinałowym barażu z Albanią na Narodowym - ofensywnie, atakując i przejmując inicjatywę. Był rzut rożny, była zablokowana piłka po strzale i dośrodkowaniu.

W 12 minucie świetna indywidualna akcja Nicoli Zalewskiego. Wjechał odważnie w pole karne, dośrodkował, próbował uderzać Matty Cash, ale nie trafił w futbolówkę i na strachu Szwedów się skończyło. W pierwszych minutach posiadanie piłki to 65 procent do 35 na naszą korzyść. U gospodarzy w pierwszych minutach rzucała się w oczy nadmierna agresywność i faule. Doświadczony słoweński arbiter Slavko Vincić często używał gwizdka.

Bolesna strata    

Wyglądało to nieźle, tymczasem pierwszy groźniejszy atak miejscowych przyniósł im… gola. Świetna zespołowa akcja, gdzie futbolówka wędrowała jak po sznurku: Gabriel Gudmundsson z lewej strony zagrał do Yasina Ayari, ten odegrał piętą do Anthony Elangi, a mający kameruńskie korzenie zawodnik Newcastle huknął pod poprzeczkę tak, że Kamil Grabara nie miał nic do powiedzenia. Bolesna strata i prowadzenie ekipy angielskiego trenera Grahama Pottera.

Mimo optycznej przewagi brakowało nam konkretu. Taki mieliśmy w 26 minucie. Znakomicie i celnie uderzył z kilku metrów Karol Świderski, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się prawie 37-letni Kristoffer Nordfeldt. Zaraz potem celny strzał Jakuba Kamińskiego, ale znowu dobra interwencja golkipera Niebiesko-żółtych.    

Mecz był dobry. Szybki, żywy, a akcje przenosiły się spod jednego pola karnego pod drugie. W pierwszych dwóch kwadransach mieliśmy aż pięć kornerów (miejscowi żadnego), ale niewiele z tego wynikało, bo średnia wzrostu rywala w obronie oscylowała wokół… 190 centymetrów. 

Przyjemnie się patrzyło

W końcu sprawiedliwości stało się zadość! Kolejna świetna akcja Zalewskiego, który „złamał” do środka i uderzył tak, że Nordfeldt musiał skapitulować.

Nasza nawała trwała nadal. Strzelał celnie Kamiński, strzelał Świderski, ale bez skutku. Końcówka pierwszej połowy w naszym wykonaniu była naprawdę dobra. Zbieraliśmy żniwo dobrej, ofensywnej taktyki, gry „na tak”. Do tego przyostrzyliśmy – nie oddając pola agresywnym Wikingom, którzy zaczynali się gubić w tyłach. Przyjemnie patrzyło się na grę dobrze nastawionego zespołu trenera Jana Urbana.    

Niestety, sami nawarzyliśmy sobie piwa… Najpierw błąd Zalewskiego, który nie pobiegł do piłki, a Vincić podarował Szwedom wolnego z bocznego sektora boiska. Dośrodkowanie Benjamina Nygrena, fatalny błąd Grabary, który przy wyjściu zaliczył pusty przelot i trafienie głową środkowego obrońcy Gustafa Lagerbielke. Kolejny gol za darmo słabiej grającego od nas przeciwnika.

Panie sędzio!

Zaraz potem wyrównać mógł „Kamyk”, ale w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek z Nordfeldtem – najlepszym zawodnikiem na boisku we wtorkowym meczu o wszystko. W pierwszej połowie obronił pięć z sześciu piłek po celnych strzałach naszych graczy! Z drugiej strony? Dwa celne strzały Szwedów i dwa gole za darmo... To bardzo bolało.

Po przerwie prowadzący Skandynawowie oddali już całkiem pola naszemu zespołowi, czyhając na kontrę. W 48 minucie Victor Lindelof kopnął w nogę Kamińskiego. Karny? Gdzie tam! Vincić nawet nie podbiegł do monitora. Znowu jednak sprawiedliwości stało się zadość! Składna akcja, wrzutka Casha, a finalnie gol strzelony z najbliższej odległości przez Świderskiego.

To był mecz na jedną bramkę. Rywale nie mieli wiele do zaoferowania, a ich as, Viktor Gyokeres, był wyłączony z gry przez naszych obrońców. Niestety, do czasu…

Zawalony awans…       

Z czasem tempo spadło. Po szaleńczych minutach nie można było jednak oczekiwać utrzymania ataków non stop. Było za to czyhanie na decydujący cios. Końcówka to nasz… dramat. Oddaliśmy inicjatywę, napędzając Szwedów. W ostatnich minutach gospodarze przejęli inicjatywę i zdobyli gola na wagę awansu. Kilka razy w jednej akcji blokowaliśmy piłkę po uderzeniach rywala, w końcu w słupek trafił rezerwowy Besfor Zeneli, do futbolówki dopadł Gyokeres i rozstrzygnął o losach rywalizacji… Bye, bye America, XXIII mistrzostwa świata nie dla Biało-czerwonych. 

Michał Zichlarz 

◼ Szwecja - Polska 3:2 (2:1)

1:0 – Elanga, 19 min (asysta Ayari), 1:1 – Zalewski, 33 min (asysta Zieliński), 2:1 – Lagerbielke, 44 min (głową, asysta Nygren), 2:2 – Świderski, 55 min (asysta Zalewski), 3:2 – Gyokeres, 87 min    

SZWECJA: Nordfeldt - Svensson, Lagerbielke, Starfelt, Lindelof, Gudmundsson – Elanga (69. Bergvall), Ayari (90+2. Svanberg) , Karlstrom (69. Zeneli), Nygren (81. Lundgren) - Gyokeres. Trener Graham POTTER.

POLSKA: Grabara - Wiśniewski, Bednarek, Kiwior – Cash (90+1. Grosicki), Zieliński, Szymański, Kamiński, Zalewski (90+2. Piątek) – Świderski (63. Pietuszewski), Lewandowski. Trener Jan URBAN.

Sędziował Slavko Vincić (Słowenia). Asystenci Tomaż Klancik i Andraż Kovacić (obaj Słowenia). Widzów 49 500. Czas gry 97 min (47+50). Żółte kartki: Karlstrom (63. faul), Bergvall (77. faul) - Kiwior (43. niesportowe zachowanie), Pietuszewski (65. faul), Piątek (90+3 niesportowe zachowanie).   

 

MÓWIĄ LICZBY
SZWECJA  POLSKA
36  posiadanie piłki  64
5  strzały celne  7
4  strzały niecelne  8
2  rzuty rożne  9
1  spalone 4
15  faule  15
2  żółte kartki  3

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się