Być albo nie być katowiczan

Już tylko jedno zwycięstwo dzieli tyszan od szóstego tytułu mistrzów Polski!

Kacper Maciaś (z lewej) oraz Rasums Heljanko stoczą dzisiaj kolejne potyczki - kto wyjdzie z nich zwycięsko? Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

TAURON HOKEJ LIGA

Umiejętności są podobne, potencjał również, więc w piątym meczu finału mistrzostw kraju zadecydują charaktery zawodników - tak twierdzą obiektywni obserwatorzy. W zdecydowanie lepszej sytuacji są hokeiści GKS-u Tychy, którzy prowadzą w serii 3-1. Dla GKS-u Katowice ten mecz jest z cyklu „być albo nie być” - przegrywasz i po końcowej syrenie odbierasz srebrny medal, nie do końca satysfakcjonujący. Świętuje rywal...

Mrożą się... krążki!

Szampany już się mrożą? - pytam nieco prowokacyjnie drugiego trenera GKS-u Tychy, Adama Bagińskiego.

- Nie ma powodów, by się schładzały, bo z tego co wiem tylko krążki są mrożone – uśmiecha się 5-krotny mistrz Polski z Tychami. - Wiemy, jaka jest sytuacja, mamy ważny mecz i, mam nadzieję, publiczność poniesie nas do zwycięstwa. Na tę chwilę pracowaliśmy od początku sezonu i wszyscy doskonale sobie zdają sprawę, jaką rangę ma ta potyczka. Oczekujemy ciekawego widowiska, bo to dla wszystkich zgromadzonych w hali ma być święto hokeja. Tu już nie ma mowy o jakichś korektach czy zmianach, bo jesteśmy na finiszu. Ten mecz ma być ukoronowaniem sezonu i niech już tak zostanie.

W każdej rywalizacji playoffowej  bardzo ważny jest pierwszy krok, pierwsze zwycięstwo, które jeszcze bardziej wzmacnia drużynę. By jednak sięgnąć po złoto, trzeba również zrobić ten ostatni krok, najważniejszy. Tyscy hokeiści mają wielką szansę, by już sięgnąć po szóste złoto w historii.

Pomocne ściany

Czwarte spotkanie w „Satelicie” miało niecodzienny przebieg, zaś ostatnia tercja będzie długo wspominana przez miejscowych hokeistów i kibiców.

- Nie zawsze jest się lepszym w meczu, ale sztuką jest wygrać – przekonuje szef tyskiej sekcji hokejowej, Jarosław Rzeszutko. - A tak właśnie było w poniedziałek w Katowicach. Chłopaki na lodzie ofiarnie pomagali Tomkowi Fučikowi w bramce, ale i on wielce pomógł drużynie. Wcale nie ukrywam, że mieliśmy sporo szczęścia, ale i fartowi trzeba pomóc. Otrzymaliśmy sporą porcję materiału do analizy i był już szczegółowo omawiany. Generalnie w meczach w „Satelicie” zaprezentowaliśmy się lepiej niż w półfinale w Jastrzębiu. U siebie w tym play offie gramy jeszcze lepiej i jestem przekonany, że ten atut wykorzystamy. Nasza drużyna od początku się cementowała i teraz wygląda bardzo dobrze od strony mentalnej. Na papierze jesteśmy lepsi, ale to jeszcze trzeba przełożyć na taflę. Jestem mocno przekonany, że zasłużyliśmy na ten ostatni krok i że właśnie tego dokonamy!

W składzie zapewne nie będzie żadnych zmian, bo wszystkie formacje odpowiednio funkcjonują.

Bez wyboru

Hokeiści GieKSy podczas wczorajszego treningu ze sporą energią przykładali się do strzałów na bramkę Johna Murraya i Michała Kielera. Zdają sobie sprawę, że brak skuteczności zadecydował o ostatniej porażce.

- To będzie mecz charakterów i co do tego nie mam żadnych wątpliwości – mocno podkreśla trener z Katowic, Jacek Płachta. - Determinacja i chęć zwycięstwa za wszelką cenę mają doprowadzić nas do wygranej. Nie mamy żadnego marginesu błędu, ale wierzę w tych chłopaków. W krótkiej przerwie między meczami leczyliśmy mikrourazy, trochę chcieliśmy się zregenerować oraz analizowaliśmy to, co było dotychczas. Brak zdecydowania w ułamku sekundy, złe wystrzelenie krążka, zwlekanie z podaniem – to zaledwie kilka elementów, które zadecydowały o naszym ostatnim niepowodzeniu. Znamy wartość rywala i wiemy jakie ma atuty, więc trzeba zrobić wszystko, by je zneutralizować. Chcemy wygrać, wrócić do naszej hali i tylko o tym myślimy.

Napięcie nerwowe towarzyszy wszystkim zainteresowanym. - Chciałbym, by krążek został już rzucony i rozpoczęła się gra – powiedział na pożegnanie trener Płachta. I to doskonale ilustruje jakie uczucia nim targają, a przecież w tym zawodzie nie jest nowicjuszem.

Pomóc szczęściu

- Sporo mówi się w ostatnim czasie o szczęściu, ale jemu trzeba pomóc – uważa Igor Smal, trapiony w tym sezonie kontuzjami i w finałach też gra z urazem. - Jeżeli będziemy solidnie pracować na lodzie, wówczas szczęście będzie przy nas. Przegrywamy 1-3, ale gra się do czterech wygranych i tego się trzymajmy. Wyrzuciłem z pamięci to wszystko, co było do tej pory i skupiam się na najbliższym spotkaniu. Może na analizę tego, co się wydarzyło w tym sezonie, przyjdzie czas w maju.

- Nie ma co się czarować, bo nam do tej pory brakowało skuteczności – dodaje doświadczony Mateusz Bepierszcz. - Mamy nóż na gardle, potrzebujemy w kluczowych momentach chłodnej głowy, a jej nie mamy. Zagrywamy krążek za szybko albo za późno i potem rozpamiętujemy tę akcję. Nie zwieszamy głów i wcale nie zamierzamy kończyć sezonu.

Jedno jest pewne - przed piątym meczem w obu ekipach jest ogromne napięcie i kto je lepiej zniesie, ten zwycięży w tej potyczce.

Włodzimierz Sowiński

FINAŁ

Czwartek, 3 kwietnia

◼  TYCHY, 18.00: GKS - GKS Katowice 2:1 , 5:1, 0:2, 3:1*
* dotychczasowe mecze
Transmisja TVP Sport


ZDANIEM EKSPERTA

Roman STEBLECKI, olimpijczyk z Albertville '92, ekspert TVP Sport

Tyszanie blisko

Hokeiści GKS-u Tychy jeszcze przed sezonem byli postrzegani jak główny faworyt do złotego medalu i po to trofeum zmierzają. Wszystko toczy się wedle takiego scenariusza, ale sport jest nieprzewidywalny i często płata psikusa. Zespół z Katowic nie wykorzystał szansy na własnej tafli, ale sam sobie jest winien, bo przecież wszystko miał podane na tacy. Mnóstwo sytuacji, dwa niewykorzystane karne i zmarnowane przewagi – to wszystko złożyło się na porażkę. Oba zespoły w przewagach prezentują się poniżej swoich możliwości. Tyska drużyna jest bardziej stabilna i przewidywalna, więc rywalom będzie trudno odwrócić losy tej rywalizacji. Tychy zmierzają po mistrzowską koronę i ją zdobędą!