Być albo nie być...
To Szekspirowskie zawołanie pasuje jak ulał do sytuacji ostatnich półfinalistów.
Mika Partanen (z prawej) zdobył dla Unii ważnego gola, jak się potem okazało, zwycięskiego. Fot. Press Focus
TAURON HOKEJ LIGA
Tego można było się spodziewać w półfinałowej rywalizacji pomiędzy GKS-em Katowice i Unią Oświęcim. Katowiczanie w pierwszych odsłonach w Satelicie odrobili lekcje i odnieśli dwa zwycięstwa. To drugie po dogrywce, co było sygnałem, że zespół z Oświęcimia nie zamierza się poddawać. Potem dwa mecze na własnym lodzie wygrała Unia i pojawiła się w poniedziałek w Satelicie z mocnym postanowieniem wygrania tej istotnej, a kto wie, czy nie najważniejszej potyczki. Hokeiści Unii opuszczali obiekt z podniesionymi głowami, bo zwyciężyli 4:1 i w całej serii objęli prowadzenie 3-2. Teraz przed nimi kolejne starcie przed własną publicznością i szansa zakończenia tej rywalizacji. - Mamy zrobić jeden, jedyny krok, ale on będzie najtrudniejszy... - tak mówili hokeiści Unii. A po chwili dodawali: - Chcemy tego dokonać.
Coraz pewniejsi
Jeszcze na długo przed play offem na naszych łamach przekonywaliśmy, że GKS Tychy i Unia Oświęcim dysponują najsilniejszymi kadrami, jednak sezon zasadniczy, jak na ironię, te zespoły zakończyły na pozycji nr 3 i 4. Tyszanie w drugiej części prezentują się zupełnie inaczej i po chwili oddechu już trenują z myślą o finale, dla Unii i GieKSy nastał trudny czas, ale być może dzisiaj poznamy drugiego finalistę.
- Kluczem do naszego ewentualnego zwycięstwa jest koncentracja, a z nią w naszym przypadku bywa różnie – mówi wyraźnie zadowolony po zwycięskim meczu, Łukasz Krzemień. - Po raz kolejny szybko tracimy gola i potem trzeba mozolnie odrabiać. Zarówno u nas, jak i w Katowicach potrafiliśmy odrobić stratę, ale takich błędów trzeba unikać. Zdominowaliśmy rywala w jego hali i to świadczy o naszych możliwościach. Z meczu na mecz czujemy się coraz pewniej i jeżeli do kolejnego podejdziemy spokojnie, bez większego ryzyka, wówczas nasze szanse gry w finale zdecydowanie się zwiększą.
Grunt to dyscyplina
Trener Robert Kalaber wraz ze swoimi podopiecznymi w tym sezonie przeżywał różne koleje losu. Uniści wszystkie zawirowania chyba mają już za sobą, bo po trudnej, ale wygranej ćwierćfinałowej serii z Toruniem zespół jeszcze bardziej się scementował.
- Słowa uznania należą się chłopakom za to, jak perfekcyjnie wykonali robotę w tym piątym meczu – stwierdził z uśmiechem słowacki szkoleniowiec, który nie jest skory do komplementów. - Byliśmy dobrze zorganizowani, przeprowadziliśmy szereg ciekawych akcji, a kilka z nich przyniosło nam gole. Przed rozpoczęciem rywalizacji sporo dyskutowaliśmy w szatni, że trzeba wygrać na lodowisku przeciwnika, by myśleć o finale. Zrobiliśmy ważny krok, a przed nami jeszcze ważniejszy i najtrudniejszy. Oczywiście, że mam przemyślenia o grze naszych rywali, bo przecież szczegółowo ich analizuję, jednak skupiam się nad schematami gry mojej drużyny. Chcemy grać zdyscyplinowanie, ograniczyć nasze błędy do minimum i ciągle wywierać presję na rywalu. Nie ukrywam, że chcemy przed własną widownią awansować do finału. To byłaby fajna sprawa, po wszystkich przejściach, jakie mieliśmy w tym sezonie.
Unia gra bez czterech ważnych zawodników. Obrońca Bartosz Florczak zdjął gips z ręki, ale dłoń ciągle jest „zadrutowana” i sezon obserwuje z trybun. Kolejny defensor, Roman Diukow, powoli dochodzi do siebie i być może będzie gotowy do gry o medale. Z kolei napastnik Martin Kasperlik czeka na operację kolana i – rzecz jasna – przed nimi kilka miesięcy przerwy. Z kolei Radosław Galant, kapitan silny jak tur, ma problemy z plecami i jego występ stoi po znakiem zapytania.
Wrócimy do siebie...
Przed meczem z Unią ze składu GKS-u wypadli dwaj ważni napastnicy: Jean Dupuy oraz Juho Koivusaari i ich nieobecność była, naszym zdaniem, odczuwalna.
- Na te absencje patrzę nieco z innej perspektywy – podkreśla kapitan Grzegorz Pasiut. - Graliśmy bez dwóch zawodników, ale nadal mając pełny skład. Kontuzje są wpisane w koloryt playoffowej rywalizacji i nie można wszystkiego zwalać na nieobecności.
Obserwowałem wiele meczów z udziałem GieKSy i gra falowała. Teraz z każdym meczem półfinałowym zespół traci na wartości, ubywa sił i stąd też trudności, jakie pojawiły się w piątym spotkaniu z Unią.
- Przed każdym meczem mówimy: musimy się wystrzegać błędów, a tymczasem sami się pakujemy w kłopoty – dodaje Pasiut. - Rywale to skrzętnie wykorzystują, a potem potrafią nas zneutralizować. Sporo jeździliśmy, próbowaliśmy kreować grę, ale bez wymiernych efektów. Zdobyliśmy pierwsi gola, ale po raz kolejny przegraliśmy. Mogę obiecać, że zrobimy wszystko, by wrócić na siódmy mecz do Satelity, by zrobić frajdę kibicom oraz samym sobie. Teraz to jest dla nas najważniejsze.
Na pewno ten mecz będzie pełen emocji i oby tylko odbywał się w sportowej atmosferze. Ostatnio Unia zaliczyła dwa wykluczenia, zaś GKS miał zerowe konto.
Tauron Hokej Liga
Szósty półfinał
* - wyniki dotychczasowych meczów półfinałowych
** - transmisja w TVP Sport
Włodzimierz Sowiński
