Buńczuczny, nieskromny, faworyt!

Będę pierwszy z rekordem Polski 7,34 - zapowiedział niepokonany w tym sezonie na płotkach Jakub Szymański. Czy w sobotę Polak pobiegnie po złoto?

Mocny w gębie Jakub Szymański teraz na bieżni musi udowodnić przechwałki. Fot. PAP/Radek Pietruszka

Tomasz Mucha z Torunia

Biegający na 60 metrów przez płotki i słynący z buńczucznych wypowiedzi 23-letni lekkoatleta z Sopotu ma najlepszy wynik spośród startujących w Toruniu - 7,37 - ale wespół z dwójką Amerykanów, Dylanem Beardem i Treyem Cunninghamem. Jakub Szymański bardzo chce się odkuć za ubiegłoroczne HMŚ w Nankinie, gdzie też był jednym z faworytów, ale popełnił błąd w półfinale i nie walczył o medal. Podczas oficjalnych spotkań przed toruńskim czempionatem wzbudzał największe zainteresowanie wśród polskich lekkoatletów - oto kilka jego „refleksji”.

O swoich celach i oczekiwaniach:

- Chcę być najlepszy, chcę zdobyć tutaj złoto. Chcę, żeby zagrano dla mnie polski hymn, bo trudno powiedzieć, czy ktoś inny może to zapewnić, a polscy kibice na to zasługują. Moja prognoza jest taka, że złoty medal zostanie zdobyty wynikiem 7,34 i to ja tego dokonam.

O presji i roli faworyta:

- Presję czuję, ale nie robi na mnie wielkiego wrażenia. W tym roku czuję się pełnoprawnym faworytem i mam wrażenie, że wszyscy się zasadzają na mnie, aby mnie w hali pokonać. Jakoś jednak nikomu się nie udało przez jedenaście biegów. Podczas mistrzostw świata apetyt rywali będzie zaostrzony. Mój plan to czternaście biegów wygranych z rzędu. Brakuje trzech - w eliminacjach, półfinale i finale w Toruniu.

O starcie przed własną publicznością:

- Będzie moja rodzina, przyjaciele, wszyscy, którzy są mi bliscy. To daje mi ogromną motywację, ale też jest dużą odpowiedzialnością. Będę robił to dla nich, ale przede wszystkim dla siebie. Wiem, że trybuny będą pełne, energia kibiców będzie płynąć i chcę chłonąć ją jak najwięcej. Jesteśmy świadomi, że halowe mistrzostwa świata nie powtórzą się w Polsce przez następnych X lat. Trzeba to dobrze wykorzystać będąc, Polakiem, będąc u siebie i zaliczyć jak najlepszy występ.

O swoim ostatnim rekordzie kraju:

- Te 7,37, które pobiegłem w Berlinie, było sygnałem dla świata. Jednak szczerze mówiąc, nie potrzebowałem tego biegu. Oczywiście byłem szczęśliwy, ale to nie był mój główny cel na ten sezon. Już od zeszłego roku wiem, co chcę tutaj osiągnąć i wierzę, że właśnie to miało się wydarzyć tutaj, na polskiej ziemi.

O planach przed startem:

- Plan na ostatnie godziny przed startem to robić rzeczy przyjemne, ale też spokojne, jak oglądanie meczu piłkarskiego. I też nie myśleć zbyt intensywnie o tym, co nadchodzi. Przez ostatni rok myślałem o tym wystarczająco dużo. Teraz chcę po prostu zgromadzić energię, żeby uwolnić ją w dniu startu.

O swojej rozpoznawalności:

- Gdy idę obok hali, ludzie mnie poznają, bo to głównie fani lekkiej atletyki. Na mieście tak się nie czuję. Czasami ktoś mnie pozna, ale ja wolę być incognito. Nawet nie staram się ubierać tak, żeby obnosić się z tym, że jestem mistrzem Europy czy coś w tym stylu. Staram się być w cieniu, ale jak mnie ktoś rozpozna, to fajna niespodzianka. Wychodzą z tego miłe rozmowy i zdjęcia.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się