Buława
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Ale fajnie być kibicem polskiej ligi! Przyznajcie: dawno nie było takiego sezonu. Narzekacze będą zawsze, znikną w momencie, kiedy polska drużyna wygra Ligę Mistrzów (czyli nie znikną), ale przecież jest w niej to, co najważniejsze, czyli gigantyczne emocje. W dodatku nikt nawet nie śmie pisnąć, że wie, jak ta saga się skończy. Jesteśmy nieco za półmetkiem, a i tak śmiem twierdzić, że... nie ma zespołu, który nie mógłby wywalczyć awansu do europejskich pucharów i nie ma zespołu, który całkowicie byłby pewny utrzymania. Dawno na tym etapie rozgrywek nie było tak zwartego peletonu, pierwszą i ostatnią drużynę dzieli 11 punktów, trzecią i dziewiątą – pięć, a dziesiątą i szesnastą – tylko jeden!
Oznacza to – ni mniej, ni więcej – że wszystkie drużyny ze stawki noszą w tornistrze... marszałkowską buławę. Tak, wiem, że na razie przypomina to trochę wyścig żółwi, wiem, że lider nie wygrał żadnego z ostatnich pięciu meczów (choć i też nie przegrał), a wicelider czterech, a w dwóch ostatnich stracił aż dziewięć goli, strzelając ledwie jednego. Ale czyż nie taka liga jest właśnie zajmująca – taka, gdzie każdy może wygrać z każdym? W Hiszpanii przez ostatnie 15 lat tytuł zdobyły trzy drużyny – Barcelona, Real i Atletico. W Niemczech przez ostatnie 15 lat tytuł zdobyły trzy drużyny – głównie Bayern, ale też Borussia Dortmund i Bayer. W Portugalii tylko dwukrotnie (sic!) tytułu nie zdobył ktoś z trójki Benfica, Sporting i Porto. U nas przez ostatnie 15 lat tytuł zdobyło siedem drużyn, a marzenia Legii o statusie wielkiego klubu, porównywalnym do przywoływanych tutaj potęg zdanie wcześniej, przyjmowane są jedynie rykiem śmiechu lub ironicznym wzruszeniem ramion (oczywiście z wyjątkiem dziennikarzy, którzy są jej kibicami).
W polskiej lidze nic nie jest dane na zawsze. Beniaminek został mistrzem jesieni. Czołowa trójka w ostatnich pięciu kolejkach wygrała łącznie trzy mecze. Ostatnia w tabeli Nieciecza traci do lidera mniej punktów niż w niektórych ligach... wicelider (tak jest choćby w lidze słoweńskiej)! Możesz więc u nas rozbić w puch i zaraz potem sam stać się pierzem... Oczywiście malkontenci będą wybrzydzać, że poziom nie taki, ale postawiłbym dolary przeciw orzechom, że gdyby ubrać Ousmane'a Sowa i jego kumpli z Górnika w koszulki Realu, a Łukasza Sekulskiego i jego towarzyszy z Płocka w trykoty Liverpoolu – pialiby z zachwytu. Ludzie tak naprawdę nie mają w masie pojęcia o poziomie piłkarskich rozgrywek i z pewnością dla nas wszystkich zdecydowanie bardziej zajmujące jest 3:3 z farfoclami niż 0:0 oparte na niebiańsko realizowanych założeniach cudownej i rewolucyjnej taktyki defensywnej. Tymczasem u nas ledwie 11 razy od początku tego sezonu padł wynik bezbramkowy, nie dziwią więc gwałtowne przyrosty frekwencji. Kibice chcą przekonać się, jak to wszystko może się skończyć i... trudno im się dziwić. Czyż nie jest fajne to, że Manchesterowi United, mającemu identyczny bilans co lider z Płocka (25 punktów w 15 meczach), daje to ledwie ósmą lokatę w Premier League?
Nikt, dosłownie nikt nie może powiedzieć, że nasza liga jest nudna. Zarówno na boiskach, jak i w tabeli. Czy wiosną liga w Hiszpanii, Niemczech czy Włoszech będzie ciekawsza?
Śmiem wątpić.
