Budować, a nie burzyć!

Osiem lat temu Gliwiczanie w ostatniej kolejce, wygrywając z Termalicą, uratowali ligowy byt. Rok później zostali mistrzami Polski...

27 godzin przed pierwszym gwizdkiem w Łodzi, uśmiech nie schodził z twarzy Daniela Myśliwca. A potem zaczęło się końcowe odliczanie... Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus

PIAST GLIWICE

Owe osiem lat to szmat czasu; cała piłkarska epoka. A jednak w ekipie z Okrzei wciąż jest dwóch piłkarzy, którzy tamten scenariusz przeżyli. Mowa o Jakubie Czerwińskim i Patryku Dziczku. Dla tego drugiego będzie to ostatnia gra w barwach macierzystego klubu; przenosi się po sezonie do Szczecina (na marginesie – szkoda, że w Piaście nie zadbano, mimo wniosków ze strony dziennikarzy, o „pożegnalne spotkanie” kapitana z mediami...). - W tym sezonie mistrzem nie zostaniemy, ale będziemy robić wszystko, żeby ku mistrzostwu dążyć – z uśmiechem, na samo zakończenie przedmeczowego briefingu, powiedział w piątek trener Piasta, Daniel Myśliwiec.

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Tego uśmiechu na twarzy szkoleniowca było zaskakująco wiele, biorąc pod uwagę wyzwanie, przed jakim staje ze swymi podopiecznymi. Potknięcie w Łodzi – przy niekorzystnych wynikach innych sobotnich gier – może przecież kosztować Gliwiczan spadek. - Nie ma jednak pomysłu, by na ławce na bieżąco monitorować inne mecze. Choć oczywiście w dobie dzisiejszej technologii trudno cokolwiek ukryć – zaznaczał szkoleniowiec.

Trudno też ukryć, że sobotnie starcie – poza gigantyczną stawką, jaką jest utrzymanie – ma i inny „smaczek”. Mowa oczywiście o swoistej wymianie: ekswidzewiak Myśliwiec pracuje w Piaście, eks-Gliwiczanin Aleksandar Vuković – w Łodzi. Przy czym byłych podopiecznych tego pierwszego jest dziś w Widzewie niewielu; chłopaków Vuko przy Okrzei – wciąż jeszcze całkiem sporo. Ale to nie problem dla Daniela Myśliwca.

- Trener może wiedzieć wszystko o rywalu, a na koniec i tak grają zawodnicy. Ja dużo wiem o Widzewie i jego piłkarzach, ale wiem też, że im ważniejszy dla mnie personalnie mecz, i im głębiej szedłem w to, by przeanalizować dokładnie przeciwnika, by „dopieścić” strategię na ten mecz, tym... mniejsze miało to przełożenie na wynik. Więc totalnie się od tego odciąłem. Skupiliśmy się na sobie, a miniony tydzień pokazał, jak godni zaufania są moi piłkarze! – tym słowom szkoleniowca znów towarzyszył szeroki uśmiech.

Liczy się tylko „my”

Kwestii jego przeszłości w klubie z Al. Piłsudskiego, który też walczy „o życie”, nie sposób jednak zbagatelizować również od strony emocjonalnej. Daniel Myśliwiec sam ten kontekst przywołał. - Przed jesiennym starciem z Widzewem powiedziałem, że to mecz każdy jak inny. Wierzyłem, że tak jest, ale sam siebie próbowałem oszukać; emocje jednak były inne. Do niedawna myślałem więc, że ten sobotni znów będzie wyjątkowy. I jest - ale nie dlatego, że pracowałem w Widzewie, ale dlatego, że jest kluczowy do spointowania przez nas dobrego sezonu. Oby tak się stało. A moje emocje? Ja tu nie jestem najważniejszy; moja przeszłość nie ma znaczenia, liczy się tylko przyszłość mojej drużyny. „Ja” jest nieistotne, liczy się „my”. Bardzo mnie cieszy, że jasno zostało to wyartykułowane we wspólnej pracy z drużyną w minionym tygodniu.

Wynik na koniec musi się zgadzać

Opiekun Piasta zapowiada, że choć jego podopieczni meczu w Łodzi wygrać nie muszą, nie zamierzają się chować za podwójną gardą. - Nasze nastawienie cały czas jest takie samo: chcemy wygrać mecz, czyli budować, a nie burzyć. Czasem kosztowało nas to punkty: sytuacja, której jeden idzie va banque, a drugi kalkuluje, zwykle musi kończyć się zero-jedynkowo. Ale i teraz jedziemy nie po to, by kalkulować, ale by grać o zwycięstwo. Oczywiście wynik na koniec musi się zgadzać, ale jeśli ktoś wychodzi na boisko z nastawieniem, by przetrwać, na ogół źle kończy – Myśliwiec zapowiedział, jak widać, grę, która przyniosła Piastowi nie tylko wyrwanie się z samego dna tabeli, ale i uznanie wielu ekspertów.

Optymistyczne spacery po rynku

Ów postęp w grze drużyny widzą jednak nie tylko ci ostatni. Widzą go też – jak zaznacza trener – kibice. - Idąc na zakupy czy na gliwicki rynek, nie spotykam ludzi, którzy się boją o nas. Spotykam ludzi pełnych wiary w nas – mówił entuzjastycznie. I zaznaczał, że on sam bezwzględnie wierzy w powodzenie misji „utrzymanie”. I trudno się temu dziwić, bo od tego zależy i jego zawodowy los.

- Tak, może mieć wpływ! - w ten sposób, już na sam koniec piątkowego briefingu, Daniel Myśliwiec odpowiedział na pytanie, czy wynik konfrontacji w Łodzi będzie mieć wpływ na jego dalszą pracę przy Okrzei...

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się