Brzydkich goli nie puszczam!
Rozmowa z Jakubem Wrąblem, bramkarzem Ruchu Chorzów
Jakub Wrąbel zachował w tym sezonie trzy czyste konta – z dwoma Lechiami i Stalą Rzeszów. Fot. Łukasz Laskowski/Press Focus
Z Chrobrym w Głogowie przegraliście, ale patrząc szerzej, na pięć ostatnich meczów, łącznie z pucharowym, zwycięstwo z Unią było waszym czwartym. Wyniki chyba całkiem niezłe?
– Fajnie, że przyszło przełamanie. Odnieśliśmy dwa pewne zwycięstwa, w lidze i pucharze, także mamy nadzieję, że wracamy na nasze właściwe tory i zaczynamy bardzo dobrze punktować.
Z Unią obejrzeliśmy na Stadionie Śląskim festiwal ładnych goli. Który najładniejszy?
– Chyba ten Shumy Nagamatsu na 3:1 (uśmiech). Zauważyliśmy w szatni, że jeśli puszczam bramkę... to tylko ładną. Brzydkich nie puszczam! A jeśli już, to kandydata do gola kolejki. Oczywiście szkoda, bo chciałbym zagrać na zero, ale też trzeba to uszanować, bo zawodnik Unii (Sammy Dudek – przyp. red.) uderzył świetnie.
Nie do obrony?
– Wydaje mi się, że ciężko było coś zrobić. Uderzył odchodzącą piłkę z lewej nogi, spadła pod poprzeczkę i niestety... Ważne, że od razu odpowiedzieliśmy, dowieźliśmy zwycięstwo do końca i miejmy nadzieję, że będzie tak dalej.
Ruch pokazał w tym meczu charakter. Gdy stracił gola na 1:2, nie załamał się, ale ruszył do ataku. Wasze oblicze zmienia się?
– Na boisku chcemy dominować przez 90 minut, ale czasami to nie układa się po naszej myśli. Z Unią szybko zdobyta bramka (w 4. minucie – przyp. red.) dodała nam wiary w siebie, choć końcówka pierwszej połowy była w naszym wykonaniu gorsza. W drugiej połowie kontrolowaliśmy to spotkanie i gdyby nie strzał zawodnika Unii, to oni za wiele nie stworzyli. My z kolei wykorzystaliśmy swoje sytuacje. Na pewno to cieszy, bo strzeliliśmy trzy gole, czyli tyle... ile w poprzednich sześciu meczach ligowych. To duże osiągnięcie i trzeba to podtrzymywać.
Kamień spadł z serca?
– Mieliśmy dużo okazji. Któregoś razu sprawdzaliśmy statystykę goli oczekiwanych – mieliśmy trzy trafienia, a „powinniśmy mieć” dziewięć czy dziesięć. To wyglądało źle i cieszy, że się przełamaliśmy. W pucharze zdobyliśmy dwie bramki, więc można teraz mówić w drugą stronę – pięć goli w dwóch meczach.
Na Stadionie Śląskim było w poniedziałek mniej kibiców niż zazwyczaj, ok. 7,5 tysiąca. Czyli im mniej kibiców, tym lepiej gracie?
– Na pewno nie. Czujemy wsparcie z trybun i to daje dobrego kopa. Ale wiadomo – to był poniedziałek, poprzednio w lidze przegraliśmy, więc może kibice nie chcieli na to patrzeć. Pokazaliśmy jednak, że zasługujemy na ten doping.
Ograliście czerwoną latarnię ligi, a teraz zagracie z kolejnym beniaminkiem, Podbeskidziem, które... tylko w jednym meczu nie zanotowało remisu. Czego można się spodziewać?
– Wydaje mi się, że kto by tu nie przyjechał, na pewno będzie walczył na sto procent. My będziemy patrzeć przede wszystkim na siebie, bo z taką grą, jak z Unią, jeśli pokażemy swoje atuty i będziemy wykorzystywać stworzone sytuacje – to kolejne trzy punkty zostaną w domu. Na tym się koncentrujemy. Potem czeka nas Polonia Bytom i przerwa na kadrę, więc chcemy wygrać te dwa spotkania.
Współpraca pana – nowego zawodnika – z kolegami z obrony już się ustabilizowała?
– Dobrze się ona układa. Nie panikujemy w obronie i nie tracimy zbyt wielu goli. Licząc Puchar Polski, zagraliśmy już trzy razy na zero z tyłu.
Nikodem Leśniak-Paduch z Unią raz pana uratował! Stanął na linii strzału lecącego – tak wyglądało – do bramki.
– Piłka zmierzała w bramkę, ale Niko stał przede mną, więc... może bym obronił (śmiech). Ale fajnie, że była asekuracja, bo w kilku momentach chłopaki blokowali bardzo dużo strzałów. Wszyscy pracują na to, aby nie tracić goli.
Poznał pan już trochę chorzowskie realia, więc jak pan porówna tutejszy potencjał z pana poprzednim klubem, aktualnym wiceliderem Miedzią?
– Ciężko porównać jeden do jednego. Miedź finansowo na pewno ciągnie tę ligę. Wydaje mi się, że w pierwszym składzie ta różnica nie jest duża, ale Miedź ma bardzo szeroką kadrę złożoną z dobrych zawodników pierwszoligowych. To jest jej bardzo dużym atutem. Wiadomo, u nas jest sporo młodych piłkarzy, którzy wchodzą i pokazują się z dobrej strony. Na tym musimy budować i udowadniać, że zasługujemy na grę w Ruchu.
Rozmawiał i notował Piotr Tubacki
