Brzęczka wielkie greckie wesele
Po klęsce w Pescarze nasza kadra młodzieżowa obgryzała paznokcie z nerwów, czekając na koniec rywalizacji w grupie F. Udało się! Grecy wygrali za nisko, Biało-czerwoni jadą na Euro 2027!
Wtorkowy wieczór Jerzy Brzęczek spędził z telefonem w ręku, śledząc doniesienia z Irlandii Północnej. Fot. Tomasz Folta/Press Focus
POLSKA U-21
Jeśli serial o kulisach pracy Jerzego Brzęczka z zespołem narodowym nosił tytuł „Niekochani” – ze względu na krytykę medialną i kibicowską, z jaką mierzyć się musieli kadrowicze i selekcjoner – podobny dokument o jego podopiecznych z obecnej młodzieżówki trzeba by nazwać „Uwielbiani”. Tak bardzo potrzebowaliśmy wymiernych sukcesów; świadectwa „Polak potrafi”, że błyskawicznie uwierzyliśmy w wyjątkowość tej drużyny i magiczną moc selekcjonera.
Od ściany do ściany
– To takie polskie: podkreślanie ponad miarę każdego sukcesu i wyolbrzymianie każdej porażki. Słowem: od ściany do ściany – wzdycha Michał Globisz, być może najwybitniejszy trener polskich reprezentacji juniorskich w historii: na przełomie wieków jego „Złotopolscy” sięgnęli po wicemistrzostwo Europy U-16 i mistrzostwo U-18. – Słyszałem i czytałem opinie, że to genialny zespół, jakiego jeszcze w historii nie mieliśmy. No to poniedziałkowy mecz pokazał nam miejsce w szeregu...
To ostatnie zdanie jest bardzo jednoznaczne i trochę współgra z wcześniejszą opinią doświadczonego szkoleniowca o polskim zamiłowaniu do popadania w skrajności. Nie ma przecież pewności, że mecz w Pescarze nie był li tylko wypadkiem przy pracy kadry, która może z rówieśnikami z różnych krajów toczyć równorzędne boje. Zresztą wspominał o takiej interpretacji również sam selekcjoner.
– Z doświadczenia wiem, że w eliminacjach zazwyczaj przychodzi jeden słabszy mecz. My wygraliśmy dziewięć razy z rzędu, a przegraliśmy dziesiąty mecz, i to z drużyną, która na mistrzostwach Europy będzie walczyć o tytuł – mówił Jerzy Brzęczek po końcowym gwizdku. Z szacunkiem dla dokonań podopiecznych, ale i dużym realizmem. – Wyobrażam sobie, że gdybyśmy tutaj nie przegrali, w którymś momencie wszyscy moglibyśmy trochę odpłynąć. A tak zeszliśmy na ziemię – oceniał.
Wtorek, godzina 19.51
– Ci chłopcy oczywiście nieprzypadkowo wygrali dziewięć meczów – Michał Globisz odbierać zasług za 27 zdobytych punktów (na 30 możliwych) młodym Biało-czerwonym nie zamierza. Natomiast przypomina o czymś, co – na fali rosnącej ekstazy – umknęło nawet mocno opiniotwórczym komentatorom i ekspertom. – Wygrali je jednak z zespołami akurat wyraźnie słabszymi. W poniedziałek natomiast zostali zdeklasowani. Jerzy Brzęczek jest zdolnym trenerem, natomiast na tle Włochów widać było kompletną bezradność naszego zespołu. Hiszpanie Portugalczycy, Francuzi, Anglicy, Niemcy, no i Włosi oczywiście – to półka dla nas wciąż zdecydowanie za wysoka – uważa Michał Globisz. Czy ma rację? Przekonamy się o tym na przełomie czerwca i lipca przyszłego roku, podczas finałów młodzieżowych mistrzostw Europy w Serbii i Albanii. Awansowaliśmy do nich... przed telewizorem, we wtorek o 19.51. To w tym momencie sędzia zakończył mecz w północnoirlandzkim Lurgan. Grecy mogli nas pozbawić biletów na Euro, ale wygrali tylko 1:0. To my okazaliśmy się najlepsi spośród dziewięciu wicemistrzów grup!
Cel, a nie alibi
Ów awans to dodatkowa wisienka na torcie. Cel pracy Brzęczka jest – przynajmniej w teorii – zupełnie inny. – Cały czas powtarzam, że pierwsza reprezentacja jest najważniejsza. Kadra młodzieżowa jest po to, żeby przygotowywać dla niej zawodników – zaznaczał w poniedziałkowy wieczór. Oskar Pietuszewski, Marcel Reguła, Wiktor Nowak, Sławomir Abramowicz, Kacper Potulski – ci piłkarze grali ważną rolę w zespole U-21 w wielu wcześniejszych spotkaniach eliminacyjnych. – Nie mam zamiaru szukać sobie alibi w tym, że kilku naszych piłkarzy jest teraz w pierwszej reprezentacji. To jest podstawowy cel naszej pracy i bardzo mnie to cieszy – dodawał opiekun młodzieżówki.
– Nie wiem, czy obecność tych chłopaków cokolwiek by zmieniła, skoro dostaliśmy sześć bramek – Michał Globisz do takiego ujęcia tematu podchodził z lekkim dystansem. Trudno mu się dziwić. Z zespołu, który w 2019 roku Czesław Michniewicz zabrał na pierwszy dla Polski od paru dekad turniej finałowy, mocniejszy akcent w drużynie narodowej zanotował tylko Sebastian Szymański (no, może jeszcze Karol Świderski). Owszem, inni też grali w pierwszej reprezentacji (Krystian Bielik, Adam Buksa, Kamil Gabara, Bartosz Drągowski, Paweł Bochniewicz), ale trudno mówić o wielkich reprezentacyjnych karierach. Bardziej o incydentach...
Najtrudniejszy ostatni krok
– Oczywiście, jest u trenera Brzęczka dużo zdolnych chłopców, którzy będą zasilać pierwszą reprezentację – uważa Globisz. Nie bez racji. Przecież poza wymienioną wcześniej piątką, mają już (z debiutem lub bez w pierwszym zespole) w CV udział w zgrupowaniach kadry narodowej (za Probierza bądź Urbana) m.in. Antoni Kozubal, Mateusz Kowalczyk, Michał Gurgul, Kacper Urbański czy Wojciech Mońka. Ów krok z piłki młodzieżowej w dorosłość jest jednak najtrudniejszy....
Dariusz Leśnikowski
CZY WIESZ, ŻE...
Pescara źle będzie się kojarzyć Jerzemu Brzęczkowi. Porażka 2:6 to cień na dobrych występach młodzieżówki w eliminacyjnych cyklu. Sześć lat wcześniej zaś to właśnie po porażce 0:2 w tym mieście z Włochami w Lidze Narodów pożegnał się on (choć nie od razu, ale p,o kilku tygodniach od niej) z posadą selekcjonera dorosłej kadry. To po tamtym spotkaniu zapytany o założony plan gry Biało-czerwonych, Robert Lewandowski zafundował telewidzom ośmiosekundowe milczenie...
O 2:6 z Włochami trzeba jak najszybciej zapomnieć. Teraz liczy się tylko Euro! Fot. IPA/SIPA USA/ PressFocus
