Bramkarskie popisy, SPEŁNINE MARZENIA

John Murray w kilku sytuacjach popisał się świetnym refleksem. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus.pl

 

Bramkarskie popisy

 John Murray i Patrik Speszny sprawili, że wynik derbów województwa był iście piłkarski.      

 

Katowicki GKS jest liderem tabeli, zaś Zagłębie Sosnowiec zajmuje ósme miejsce, ale to nie ma znaczenia gdy dochodzi do meczu między tym drużynami. Od początku do końca była twarda walka i wynik był niewiadomą do końcowej syreny. Minimalnie lepsi okazali się obrońcy tytułu mistrzowskiego, choć słowa uznania należą się również pokonanym. Oba zespoły były osłabione i trenerzy musieli „sztukować” niektóre formacje, ale poziom spotkania mógł zadowolić kibiców. Z jednej i drugiej strony było wiele sytuacji podbramkowych. John Murray i Patrik Speszny stanęli na wysokości zadania i bronili z dużym wyczuciem. Obaj w blasku jupiterów i sprawili, że wynik tej potyczki był niski. Olli Valtola, 24-letni napastnik Zagłębia, podczas ligowej przerwy pewnie będzie rozpamiętywał sytuacje jakie miał w tej potyczce. W 10 min, gdy w boksie kar przebywał Michał Kotlorz, Fin błyskawicznie wyszedł z własnej tercji i samotnie pomknął na bramkę gospodarzy. W sytuacji sam na sam górą był Murray. W 17 min Valtola znów miał okazję wpisać się na listę strzelców, zaś w 21 min nie trafił do pustej bramki. Również Dominik Nahunko miał okazje (2 i 52 min), ale nie zdołał pokonać naszego reprezentacyjnego bramkarza, a gola zdobył Arkadiusz Karasiński, który za cztery dni skończy 20 lat. Gospodarze w drugiej odsłonie zrewanżowali się trafieniami Bena Sokaya oraz Ollego Iisakki i na tym skończyły się bramki, choć gospodarze mieli również wiele sytuacji, ale tym razem Grzegorz Pasiut (2 i 52), Mateusz Bepierszcz (29), Ryan Cook (15 do pustej) czy Hampus Olsson (52) się nie popisali. W 58:32 min Murray za spowodowanie upadku przeciwnika otrzymał karę. Trener Piotr Sarnik natychmiast wziął czas, zaś z lodu zjechał Speszny. W strefie gospodarzy zrobiło się gorąco, ale goście nie zdołali doprowadzić do remisu. Trzeba przyznać, że przyjezdni zasłużyli na punkt, bo grali jak równy z równym.       

- Trudny okres chyba mamy już za sobą i ostatnie zwycięstwa z Jastrzębiem i Zagłębiem są tego dowodem - mówił dla mediów klubowych John Murray. - Brakowało nam kilku chorych zawodników, ale poradziliśmy sobie w nieco krótszym składzie. Zagłębie do końca walczyło o korzystny wynik. Muszę przeprosić za sytuację z końca meczu, bo osłabiłem drużynę. Na szczęście wszystko skończyło się po naszej myśli.

- Zagraliśmy odpowiedzialnie i mieliśmy okazje, które trzeba wykorzystywać – powiedział po meczu trener, Piotr Sarnik. - Sporo utrzymywaliśmy się przy krążku, choć były też moment gdy gospodarze mieli dużą przewagę. Gramy coraz lepiej, ale brakuje nam zwycięstw z topowymi drużynami. Mam nadzieję, że przyjdą. Teraz w lidze będzie przerwa do 20 grudnia i Zagłębie w najbliższy piątek rozegra sparing z ukraińskim Kremenczukiem.  

(sow)

 

GKS Katowice - Zagłębie Sosnowiec 2:1 (0:0, 2:1, 0:0)

0:1 - Karasiński - Kotlorz - Bucenko (22:51),

1:1 - Sokay - Olsson - Bepierszcz (30:35),

2:1 - Iisakka - Koponen - Monto (32:05).

Sędziowali: Wojciech Wrycza i Rafał Noworyta - Sławomir Szachniewicz i Michał Kłosiński.

Widzów 1000.


GKS: Murray (2); Delmas - Maciaś (2), Koponen - Varttinen, Cook - Lebek; Bepierszcz - Pasiut - Michalski, Hitosato - Monto - Iisakka, Olsson - Sokay (2) - Marklund, Smal.

Trener Jacek PŁACHTA.

ZAGŁĘBIE: Speszny; Szaur - Naróg, Andrejkiw (2) - Charvat, Stadel - Kotlorz (2), Krawczyk; Krężołek - O. Valtola - Szturc, Nahunko - Tyczyński - Salo, Karasiński - Bucenko (2) - Lindgren (2), T. Kozłowski, Sikora.

Trener Piotr SARNIK.    

Kary: GKS - 6 min, Zagłębie - 8 min.

 

Liczba 45

STRZAŁÓW obronił Patrik Speszny, zaś jego vis-a-vis, John Murray - 26.


SPEŁNINE MARZENIA


NHL

To były niezwykle pracowite dni dla Washington Capitals, a ich kapitan i lider, Aleksandr Owieczkin, spełnia swoje marzenia. Najpierw „Stołeczni” na własnym lodzie przegrali z Dallas Stars 4:5 (1:1, 2:1, 1:2, 0:0) po karnych 0-1. Owieczkin asystował przy drugim golu Dylana Strome'a (15 i 50) i zdobył 1500. pkt. Na ten dorobek złożyło się 1370 meczów oraz 827 goli i 673 asysty. Rosjanin jest 16. graczem w NHL, który zdobył tyle punktów, i piątym zawodnikiem w historii ligi, który zdobył 1500 pkt w jednej drużynie. Osiągnięcie „Owiego” zostało zmącone w rzutach karnych. Zwycięską dla rywali bramkę zdobył Jason Robertson. W kolejnym meczu „Stołeczni” pokonali New York Rangers 4:0 (1:0, 3:0, 0:0). Tym razem bohaterem był Charlie Lindgren, który zanotował 31 skutecznych interwencji. To było jego drugie „czyste” konto w sezonie oraz czwarte w karierze. Owieczkin nie punktował.

Los Angeles Kings pokonali w Montrealu Canadiens 4:0 (2:0, 1:0, 1:0) i jako pierwsi w historii ligi mogli pochwalić się serią 11 wyjazdowych zwycięstw od początku sezonu. Do wyrównania rekordu wszech czasów: Detroit (2005/06) i Minnesota Wild (2014/15) brakowało im jednej wygranej. Bramkarz Cam Talbot obronił 24 strzały i to było jego drugie „czyste” konto w sezonie i trzydzieste w karierze. Jednak każda seria się kiedyś kończy. W kolejnym meczu wyjazdowym „Królowie” przegrali z New York Islanders 2:3 (0:0, 2:0, 0:2, 0:1) po dogr. Zwycięskiego gola dla „Wyspiarzy” zdobył Jean-Gabriel Pageau w 13 sek. dodatkowego czasu.  

 

Czwartek:

Washington - Dallas 4:5 po karnych,

Boston - Buffalo 1:3,

Montreal - Los Angeles 0:4,

Ottawa - Toronto 3:4,

Detroit - San Jose 5:6 po dogr.,

NY Islanders - Columbus 7:3,

Chicago - Anaheim 1:0,

Colorado - Winnipeg 2:4,

Calgary - Carolina 3:2,

Arizona - Philadelphia 1:4,

Nashville - Tampa Bay 5:1,

Vancouver - Minnesota 2:0,

Seattle - New Jersey 1:2.

Piątek:

Florida - Pittsburgh 3:1,

Columbus - St. Louis 5:2,

Edmonton - Minnesota 4:3.

Sobota:

Washington - NY Rangers 4:0,

NY Islanders - Los Angeles 3:2 po dogr.,

Boston - Arizona 5:3,

Dallas - Vegas 1:6,

Colorado - Philadelphia 2:5,

Seattle - Tampa Bay 3:4,

Buffalo - Montreal 2:3,

Detroit - Ottawa 1:5,

Calgary - New Jersey 2:4,

Toronto - Nashville 4:0,

Chicago - St. Louis 3:1,

Vancouver - Carolina 4:3.

(ws)