Bramka wpadła za późno

GKS Katowice w drugiej połowie meczu z Jagiellonią zagrał dobrze i niewiele zabrakło mu do odrobienia strat.

Erik Jirka (nr 97) zdobył pierwszgo gola dla GieKSy. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus

GKS KATOWICE

Żadna seria nie może trwać wiecznie. Przekonali się o tym w Białymstoku i Katowicach. Jagiellonia przed wtorkowym meczem z GKS-em nie wygrała trzech meczów z rzędu, od razu po tym, jak wygrała rewanż w Lidze Konferencji z Fiorentiną (4:2). Z kolei ekipa Rafała Góraka przyjechała na Podlasie po trzech kolejnych zwycięstwach. Obie serie zostały przerwane.

Kluczowa przerwa

To oczywiście nie oznacza tragedii dla GieKSy. Dalej jest na niezłym miejscu, czylina siódmej lokacie. Sam mecz w jej wykonaniu nie był zaś zły. Gorsza była tylko pierwsza połowa, w której straciła dwa gole, a w stratę obu zamieszany był Borja Galan. – Kluczowa była przerwa w grze. Po zmianie stron mogliśmy się rozlecieć i przegrać wyżej, a to nigdy nie buduje i zostaje w głowach piłkarzy – powiedział po meczu Rafał Górak. 

Trener już w 46 minucie dokonał trzech rotacji w składzie, które pozwoliły Katowiczanom nie stracić kolejnych goli. Co więcej, GKS zaczął grać lepiej, zaczął stwarzać okazje do zdobycia gola. Robił wiele, żeby odwrócić losy rywalizacji, ale stać go było tylko na honorowe trafienie w 82 minucie. – Za późno wpadła bramka i zabrakło nam trochę czasu. Zrobiliśmy dużo dobrego w trakcie drugiej połowy. Jako zespół świetnie przepracowaliśmy przerwę między połowami. Drużyna zagrała tak, jak bym sobie tego życzył. Graliśmy na boisku bardzo mocnego, ogranego rywala z tytułami, który do niedawna grał w europejskich pucharach – podkreślił opiekun Katowiczan.

Premierowe trafienie

Jedyną bramkę dla gości zdobył Erik Jirka, człowiek, który zastąpił w drugiej połowie Galana. To właśnie 28-latek był motorem napędowym zespołu. Za wszelką cenę próbował znaleźć sposób na to, jak pokonać Sławomira Abramowicza. W końcu mu się to udało, dzięki czemu zdobył pierwszego gola po przenosinach do Katowic z Piasta Gliwice. Widać, że jest coraz ważniejszą częścią drużyny. Zaczynał jako rezerwowy w meczu z Zagłębiem, ale zdążył już zagrać w czterech meczach w pierwszym składzie. W Białymstoku co prawda znów usiadł na ławce, ale swoim występem udowodnił, że jego miejsce jest w wyjściowej jedenastce. – W drugiej połowie nie poddaliśmy się. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, brakowało nam trochę szczęścia. Mogłem zdobyć nawet trzy bramki, ale bramkarz rywali dobrze interweniował. Z powodu pierwszej bramki dla GKS-u jestem szczęśliwy, ale teraz muszę kontynuować wykonywaną dotychczas pracę – przekazał po ostatnim gwizdku Słowak.

Wypadek przy pracy?

Mimo porażki, GieKSa nadal ma realne szanse na to, żeby dostać się do europejskich pucharów. Do czwartego miejsca, które gwarantuje grę w eliminacjach do Ligi Konferencji, traci tylko dwa punkty! W praktyce wystarczy jedna korzystna dla Katowiczan kolejka, żeby znaleźli się tuż za podium. Z drugiej strony przewaga podopiecznych Rafała Góraka nad strefą spadkową to ledwie siedem punktów. Nastroje w stolicy województwa śląskiego są jednak dobre. W drugiej połowie rywalizacji z Jagiellonią GKS pokazał to, co prezentuje od początku 2026 roku: dobrą, solidną grę, która w większości przypadków gwarantowała punkty. W tym kontekście można uznać, że pierwsza połowa na Podlasiu była wypadkiem przy pracy. I jeśli taki wypadek się już nie powtórzy, GieKSę może czekać… coś miłego.

Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się