Bramka albo… czwarte piętro!
Rozmowa z Przemysławem Wiśniewskim, obrońcą reprezentacji i Widzewa
Zaraz urodzony w Zabrzu piłkarz z ponad 30 metrów trafi do siatki; to jeden z najładniejszych goli kadry w ostatnich latach! Fot. PAP / Leszek Szymański
Gratulacje za fantastyczne trafienie, które uratowało remis, ale dlaczego częściej pan tak nie uderza?!
– Dziękuje za gratulacje, a co do bramki, to nie zawsze mam przed sobą tyle przestrzeni, ile miałem w ostatniej akcji z Nigerią. Nie zawsze jest czas na podjęcie takiej decyzji, ale gdy zobaczyłem, że jest miejsce, uderzyłem z całej siły i na szczęście wpadło!
Co trener Urban i koledzy w szatni na to powiedzieli?
– Wszyscy gratulowali, bo to raczej niespotykane, że uderzę z dystansu i do tego jeszcze zdobędę bramkę. Nie tylko koledzy gratulowali, ale i... rywale. Nic, tylko się cieszyć (w tym momencie podchodzi piłkarz z Nigerii i szturcha „Wiśnię” na znak uznania – przyp. red.).
Czy kiedykolwiek zdobył pan ładniejszego gola?
– Nie, nigdy tak nie trafiłem, nawet na treningu...
Decyzja była błyskawiczna?
– Jak widziałem, że nikt do mnie nie podchodzi, zdecydowałem się na strzał. To było coś w stylu, że albo piłka w siatce, albo na... czwartym piętrze. Na szczęście dobrze się skończyło (uśmiech).
Obie bramki strzelili środkowi obrońcy, ale generalnie z grą defensywną całego zespołu nie jest najlepiej. Dlaczego?
– Tracimy trochę tych goli, to fakt. Mocno koncentrujemy się, żeby ten element poprawić. Wiadomo, że by nie tracić bramek, musi pracować cała drużyna; to często jest powtarzane w analizach. Bronimy całym zespołem, a mimo to tracimy gole z przedpola, z piłki zagranej wzdłuż bramki. Analizujemy ostatnie mecze, widzieliśmy stracone gole, widzimy, gdzie popełniamy błędy. Wiemy, jak na przedpolu się ustawiać, jak zachować. Trener mocno też analizuje grę w środku pola, środkowych pomocników, żeby w odpowiedni sposób zabezpieczali wszystko, gdy gramy trójką środkowych obrońców. Staramy się nie wychodzić, nie dać się wyciągnąć przeciwnikowi, ale teraz znowu tracimy gola po zagraniu wzdłuż bramki. Ten aspekt trzeba będzie przećwiczyć.
Jeśli tracimy sporo bramek, to może rozwiązaniem byłby powrót do gry czterema obrońcami?
– Z Nigerią był plan wyjścia czwórką w drugiej połowie, ale trener w szatni powiedział, że dobrze to wygląda i nie zmieniamy. Jeżeli przeszlibyśmy na czwórkę, to grałoby się nam ciężej, bo rywale mocno wcinali się w nasze linie, a wiadomo, jak są szybcy. Przez to mogliby pod naszą bramką stworzyć jeszcze większe zagrożenie. Gdy w trójce czy czasami w... piątce z tyłu, w średnim pressingu, przejmiemy piłkę, to potrafimy wyprowadzić kontrę, bo w tym elemencie jesteśmy groźni, mamy do tego odpowiednich ludzi. Nie zmieniliśmy jednak ustawienia w drugiej połowie i uważam, że dobrze, iż tak było. Nie wiem, czy w kolejnych grach trener będzie chciał grać czwórką w tyłach, ale na Nigerię było najlepiej tak, jak było.
Reprezentant Nigerii, Terem Moffi, na pytanie, czemu ani ich, ani nas nie ma na mistrzostwach świata, odpowiedział, że taki jest futbol. A co pan by powiedział?
– Że taka jest piłka, co tutaj dodawać? Ze Szwecją zagraliśmy świetny mecz, można powiedzieć, że najlepszy w tych eliminacjach. Niestety, straciliśmy trzy bramki i na tym mundialu nas nie będzie. Futbol lubi być przewrotny. Nawet jeżeli w takim ważnym meczu grasz dobrze czy bardzo dobrze, to czasami przegrywasz. Będziemy chcieli po Lidze Narodów jesienią powalczyć razem o wyższe cele.
Kolejne spotkania reprezentacji to Liga Narodów – pod koniec września z Bośnią i Szwecją, a na początku października z Rumunią. Czego się można spodziewać?
– To wymagający rywale. Na pewno będzie zupełnie inaczej niż w towarzyskich grach z Ukrainą i Nigerią. Trzeba pamiętać, że teraz jest czas posezonowy. Za niektórymi 60 meczów, za innymi 50 czy 30. Jest zmęczenie. Wnioski trzeba wyciągnąć z każdego spotkania. Tracimy gole i trzeba pracować na treningach, żeby grać w kompakcie jako zespół. Trener Urban wie i ma w głowie to, co będzie w Lidze Narodów, i na pewno do wszystkiego nas przygotuje, bo to fachowiec.
Czas urlopów, a jednocześnie o mistrzostwa świata za oceanem; będzie pan je oglądał?
– Plany na wakacje są, a muszę powiedzieć, że jestem zmęczony tym, co było w sezonie, chcę przede wszystkim odpocząć. Mecze oczywiście będę oglądać, bo zapowiada się fajny turniej, a wszystko będzie długo trwało. Na pewno będą ciekawe gry. Moi faworyci? Albo Holandia, albo Francja.
Rozmawiał Michał Zichlarz
