Brakuje im charyzmy
Niełatwo być kibicem Łódzkiego Klubu Sportowego. Drużyna Grzegorza Szoki nie potrafi zagrać dwóch dobrych meczów z rzędu.
Przegrywając (1:3) z Chrobrym Łodzianie kolejny raz rozczarowali swoich kibiców. Fot Artur Kraszewski/PressFocus
Przed sezonem cel przy Alei Unii był jasny – awans do ekstraklasy. Biorąc pod uwagę budżet, warunki oraz potencjał klubu wydawały się nie być to buńczuczne zapowiedzi, a realna ocena sytuacji. Piłkarskie życie jednak brutalnie zweryfikowało te zapędy. Łodzianie przeplatali wygrane porażkami, a dodając do tego pięć remisów, skończyło się zaledwie na 11. miejscu.
Zamazali obraz
Zimą Łodzianie wzmocnili, a właściwie uzupełnili kadrę głównie zawodnikami rezerw, tracąc przy tym na rzecz Śląska Wrocław jednego ze swoich liderów Michała Mokrzyckiego, co raczej nie wróżyło rychłej poprawy wyników. Jednak wygrana (3:2) - na „dzień dobry” z wiceliderem w Bytomiu na nowo rozbudziła nadzieje, że hasło „Rycerze Wiosny” nie będzie jedynie pustym sloganem. W pierwszym meczu u siebie fani ŁKS-u zostali jednak znów brutalnie sprowadzeni na ziemię przegraną 1:3 z Chrobrym Głogów.
– Mecz w Bytomiu w pewnym momencie się ułożył pod ŁKS. To bardziej błędy trenera Polonii zadecydowały o tym, że udało się wygrać. To spotkanie trochę zamydliło oczy, a starcie z Chrobrym być może pokazało obecne możliwości ŁKS-u. W tej lidze w zasadzie każdy może wygrać z każdym, poza zasięgiem jest jedynie Wisła Kraków – mówi nam Grzegorz Krysiak, mistrz Polski z ŁKS-em z 1998 roku.
Co zdaniem charakternego obrońcy jest obecnie największym problemem zespołu? – Trenerzy nie wyciągają konsekwencji. Nie chcę wytykać palcami, ale postawa Mateusza Kupczaka to jest katastrofa, na dobrą sprawę to on sprawia zagrożenie pod własną bramką. Obraz zespołu tworzy się przede wszystkim grą u siebie, a jeżeli przed swoimi kibicami przegrywa się, tracąc trzy gole, do tego Chrobry praktycznie robił na boisku, co chciał, to nie wygląda to dobrze, jeśli chce się marzyć o grze w barażach. Po tej pierwszej wygranej w zawodnikach powinna pojawić się większa determinacja. Jeśli mają charakter, powinni pójść za ciosem. Grają dla ŁKS-u, ale i dla poprawienia swego bytu. Niby się wydaje, że już jest dobrze, ale za chwilę znów daleko. Podejrzewam, że po sezonie znów trzeba będzie zrobić porządki. ŁKS nie ma czasu grać w nieskończoność w I lidze, to jest klub stworzony pod grę w ekstraklasie. Trzeba znaleźć niefunkcjonujące ogniwo i wyrzucić je z łańcucha – mówi nasz rozmówca.
Czego się spodziewać?
Jakiego ŁKS-u można spodziewać się w najbliższych spotkaniach? – Jako kibic przyznam szczerze, że nie wiem. Jak tak rozmawiam ze znajomymi na stadionie, to większość ma obawy, że ŁKS dalej będzie przeplatał lepszy mecz tym zdecydowanie gorszym. To jednak jest równia pochyła, która do niczego dobrego nie doprowadzi. Nie widzę tych emocji w zawodnikach, takiej charyzmy. Umiejętności może czasem brakować, ale nie może determinacji. Piłkarze schodzą z boiska w tak samo czystych strojach, jak zaczynają mecz, co też obrazowo oddaje ich zaangażowanie – zauważa Krysiak.
Mistrz Polski sprzed blisko trzydziestu lat zwraca uwagę również na fakt, że transfery do klubu są w ostatnim czasie głównie nietrafione. Ma nawet na to pewną teorię. – O jednym skaucie mówią „dekoder”. Ja wychodzę z założenia, że aby się zawodnikowi przyjrzeć, nie można tego robić wyłącznie na płycie przed ekranem. Piłkarza trzeba obejrzeć na żywo, zobaczyć, jak sobie radzi w warunkach nieprzyjemnych, a z tego co słyszę, w ŁKS-ie tego brakuje. ŁKS trochę odszedł od ludzi, którzy oddaliby dla niego serce. Ktoś, kto grał w piłkę, zna zapach tej szatni, ma jednak nieco inne spojrzenie na pewne sprawy – dodaje były defensor Łodzian.
Mariusz Rajek
