Brak chemii w zespole
Rozmowa z Romualdem Szukiełowiczem, byłym piłkarzem i trenerem Śląska Wrocław
PRESS_FOCUS
Łukasz Sobala
- Pięć procent, nie więcej.
Większym błędem włodarzy klubu z Oporowskiej było zwolnienie trenera Jacka Magiery, czy angaż w jego miejsce niedoświadczonego Michała Hetela, który jeszcze nie miał do czynienia z sytuacjami kryzysowymi?
- Zastanawiam się, jak można było doprowadzić do sytuacji, by „zmusić” do współpracy skłóconych ze sobą trenerów? Konferencje prasowe z ich udziałem nie były konferencjami życzliwości. Wydaje mi się, że błąd zrobili wszyscy, stosując angielski system, w którym funkcjonuje menedżer, nie trener. Jacek Magiera „kupił” ten pomysł i był właśnie bardziej menedżerem niż trenerem. Gdy w jego miejsce zatrudniono trenera niedoświadczonego w bojach o utrzymanie, to była klasyczna „obrona Częstochowy”. Ale o obecną sytuację Śląska w tabeli nie można obwiniać tylko jednego człowieka.
Gdzie zatem pies został pogrzebany?
- Chciałbym poznać nazwisko człowieka, który zadecydował, że David Balda miał tak ogromną, prawie nieograniczoną władzę przy dokonywaniu transferów. Czech wielokrotnie ściągał zawodników, bo przecież nie piłkarzy, znikąd. Wielu z nich nie rozegrało w ekstraklasie nawet minuty, a przy rozwiązywaniu kontraktów za porozumieniem stron trzeba było im zapłacić. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, tym bardziej że Balda ma w Czechach zakaz wchodzenia do tamtejszych klubów. Nikt o tym nie wiedział, nikt tego nie sprawdził?
Jedynym kołem ratunkowym dla Śląska są wartościowe transfery?
- Patrząc na tych chłopaków jest mi ich autentycznie żal. Głowy mieli spuszczone poniżej pasa, nie potrafili innym spojrzeć prosto w oczy, mieli porażkę wypisaną na twarzach. Wychodząc na boisku przegrali nim rozległ się pierwszy gwizdek, mieli to chyba zakodowane z tyłu głowy. Przypomnę, że rok temu w tym samym okresie mieli 37 punktów i zaledwie 14 straconych bramek. A teraz czym się mogą pochwalić? Niczym! Zaledwie 10 zdobytych punktów i aż 28 straconych goli! Z czym do ludzi?! Zgoda, odeszło 2-3 ważnych zawodników, ale co z tego? Wiem, nie będę mistrzem Polski, lecz 8-10 miejsce w tabeli jest w moim zasięgu. Ale nie ostatnie i to przy zaledwie jednym zwycięstwie. W ubiegłym roku w tym samym czasie Śląsk miał ich jedenaście!
Gdzie upatrywałby pan przyczyn takiego upadku wrocławian w futbolowej hierarchii? Przecież nie może być alibi odejście Erika Exposito czy Nahuela Leivy. Takie tłumaczenie byłoby bardzo słabe.
- Idąc pańskim tropem myślenia, a ile to bramek Erik Exposito strzelił w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu? O ile mnie pamięć nie myli, to tylko pięć, więc nie róbmy z niego Boga na miarę Messiego czy Ronaldo. Jest wiele rzeczy, które jesienią nie powinny się wydarzyć, od rzeczy najważniejszej poczynając - fatalnej komunikacji w zespole. Po prostu w rundzie jesiennej Śląsk nie był drużyną, tylko zlepkiem zawodników. Nie było między nimi przysłowiowej chemii. Wyglądało to tak, jakby wszyscy bali się powiedzieć innym prawdę w oczy. Marnie wyglądali pod względem motorycznym - mieli najniższe liczby przebiegniętych kilometrów w trakcie meczu. Można mecz przegrać, to jest zrozumiałe, ale po zawodach nie było rannych, ani zabitych. By wygrać mecz, trzeba jeździć na dupie po murawie, zamęczyć przeciwnika. Chcąc myśleć o sukcesach, trzeba sprawić, by przeciwnicy zapytani po zakończeniu sezonu, który mecz był dla nich najtrudniejszy - powinni powiedzieć, że ten we Wrocławiu. Tymczasem po występie na Tarczyński Arenie mógł ich ogarniać tylko pusty śmiech.
Gdyby to pan miał stery drużyny w ręce, na jakie pozycje szukałby pan zimą piłkarzy?
- Drużynę buduje się od tyłu, czyli od obrony. W tej formacji są dwaj reprezentanci Bułgarii, Guercio i Bejger, więc skąd taka dziurawa defensywa? Może ci zawodnicy byli źle ustawiani? Bramkarz Rafał Leszczyński też nie dawał takiej jakości jak w poprzednim sezonie; wówczas sam przysporzył drużynie 6-10 punktów, teraz ani jednego. Mnie najbardziej brakuje wodza w środku pola, takiego piłkarza, jakim był Niemiec Toni Kroos. Łapałem się za głowę, gdy widziałem, jak „pomiatany” jest Mateusz Żukowski. Grał chyba na wszystkich możliwych pozycjach oprócz bramki. A Śląskowi potrzebny jest środkowy napastnik, klasyczna „9”, która zapewni zdobycie kilkunastu goli w sezonie. Takimi nie są ani Sebastian Musiolik, ani Jakub Świerczok.
Rozmawiał Bogdan Nather
