Bożonarodzeniowy prezent w... czerwcu
Knicks odrobili aż 29 punktów straty, pokonali u siebie Spurs i są o krok od mistrzostwa!
Knicks wygrali przegrany mecz, więc mieli prawo cieszyć się tak, jakby już zdobyli tytuł! Fot. PAP / EPA
Czwarty mecz finałowy przejdzie do historii. Choć na trybunach tym razem zabrakło Donalda Trumpa, którego „zastąpiła” Taylor Swift, wokół Madison Square Garden obowiązywały te same, rygorystyczne obostrzenia, co podczas trzeciego starcia. Służby bezpieczeństwa dały się we znaki władzom New York Knicks, które z powodu restrykcji musiały zrezygnować z organizacji plenerowej strefy kibica przed halą.
Samo widowisko miało niecodzienny, wręcz szokujący przebieg. Po pierwszej połowie sukces ekipy z Teksasu wydawał się murowany. San Antonio Spurs rozpoczęli od mocnego uderzenia (12:2), podtrzymując serię – w każdym z dotychczasowych meczów finałowych wypracowywali dwucyfrową przewagę już w pierwszej kwarcie. Sukcesywnie powiększali dystans i po dwunastu minutach prowadzili 41:22, a na długą przerwę schodzili z potężną zaliczką (76:49). W pewnym momencie przewaga Ostróg urosła aż do 29 punktów!
Teksańczycy tego meczu jednak nie wygrali. Knicks przetrwali nawałnicę, rozegrali rewelacyjną drugą połowę i bezlitośnie wykorzystali fakt, że ich rywale zupełnie stracili rezon. W trzeciej kwarcie defensywa gospodarzy zatrzymała Spurs na zaledwie 14 punktach (4/20 z gry), a seria punktowa 13:0 pozwoliła Nowojorczykom zbliżyć się na dystans 75:90 przed ostatnią odsłoną.
W dramatycznym finiszu bohaterem został OG Anunoby, który na 1,2 sekundy przed końcem zapewnił Knicks wygraną 107:106, przytomnie dobijając piłkę do kosza po dalekim rzucie Jalena Brunsona.
– To zapewne najbardziej ikoniczny rzut w historii nowojorskiej koszykówki – ocenił trener Knicks, Mike Brown. Sam Anunoby musiał wzbić się pod sufit hali, by dosięgnąć piłki. – Prawa ręka Boga – skomentował krótko środkowy gospodarzy, Karl-Anthony Towns.
Liderem zwycięzców był Brunson, który rzucił 36 punktów, a Anunoby dołożył 33 oczka. Jeremy Sochan spędził na parkiecie zaledwie 3 minuty, zaliczając jedną niecelną próbę z gry.
Dla pokonanych Victor Wembanyama zanotował 24 punkty i 13 zbiórek, ale raził nieskutecznością (9/25 z gry). – Myślę, że to zaczęło się jeszcze przed czwartą kwartą. Nie potrafię tego teraz racjonalnie wytłumaczyć. W drugiej połowie wyraźnie zabrakło nam sportowej złości i głodu zwycięstwa – przyznał po meczu samokrytycznie Francuz.
Ostro o postawie Spurs wypowiedział się Charles Barkley na antenie telewizyjnej. – Co my właściwie widzieliśmy? Najgłupszą drużynę koszykarską w historii cywilizacji. To była durna, fatalnie zarządzana koszykówka. Kiedy roztrwaniasz 29 punktów przewagi, rywal musi ci pomóc. Spurs podali Knicks pomocną dłoń, robiąc najbardziej niedorzeczne rzeczy. Prowadząc 25 punktami, oddali osiem rzutów za trzy z rzędu, w ogóle nie szanując czasu. Knicks dostali bożonarodzeniowy prezent w... czerwcu! – grzmiał legendarny skrzydłowy.
Knicks prowadzą w serii 3-1 i są o krok od upragnionego tytułu. W historii finałów tylko jedna drużyna zdołała odwrócić losy rywalizacji z takiego stanu – byli to Cleveland Cavaliers w 2016 roku. Mecz numer pięć odbędzie się w sobotę w San Antonio.
◼ New York Knicks - San Antonio Spurs 107:106 (22:41, 27:35, 26:14, 32:16)Stan rywalizacji play off (do czterech zwycięstw): 3-1 dla Knicks
NEW YORK: Anunoby 33 (7x3), Hart 6 (1x3), Towns 13 (1x3), Bridges 7 (1x3), Brunson 36 (3x3) – Robinson 2, Shamet, Hukporti, Alvarado 8 (2x3), McBride, Sochan, Clarkson 2. Trener Mike BROWN.
SAN ANTONIO: Champagnie 5 (1x3), Vassell 18 (5x3), Wembanyama 24 (2x3), Castle 13 (1x3), Fox 18 (4x3) – Harper 21 (3x3), Johnson 2, Kornet, Bryant 5 (1x3). Trener Mitch JOHNSON.
(pp)
