Boniek SuperStar szefem PKOl-u?
SPORT I PARAGRAFY - felieton Roberta Kiłdanowicza
W szaleństwie mundialowych nieprzespanych nocy otrzymałem informację działającą jak podwójne espresso. Z tym newsem związana jest moja felietonowa przerwa w ubiegłym tygodniu, waga tej informacji ma walor tak wysoce atomowy, że musiałem spotkać się z moim źródłem osobiście, aby ponownie uwierzytelnić tę wiadomość. A tak na marginesie myślę, że to dobry przerywnik od spraw wagi światowej i skoncentrowanie się na polskim podwórku.
Ze źródeł przedstawiciela koalicji rządzącej w Polsce, zastrzegających swoją anonimowość, dowiedziałem się, że kandydatem na prezesa PKOl-u jest... Zbigniew Boniek. Tę informację potwierdziłem również z innego źródła, tym razem zbliżonego do większości parlamentarnej.
Początkowo trudno mi było dać wiarę, lecz wiele jest poszlak, które na tę okoliczność wskazują. Od usiłowania doprowadzenia do odwołania aktualnego Prezesa PKOl-u Radosława Piesiewicza przez koalicję rządzącą w Polsce, poprzez gremialne wycofywanie się ze współpracy sponsorskiej przez spółki Skarbu Państwa jak również rozwiązanie umowy sponsorskiej przez Grupę Polsat Plus, której zawsze blisko było ze Zbigniewem Bońkiem. W postępowaniu poszlakowym, gdzie brakuje nam bezpośrednich dowodów, pośrednie wnioskowanie służy nam uwiarygodnieniu naszej hipotezy.
Aby doszło do realizacji wyboru naszego najlepszego piłkarza XX wieku na fotel prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, musi dojść najpierw do odwołania aktualnego prezesa, jeśli zmiana ma nastąpić przed upłynięciem jego kadencji. A to nie będzie wcale takie proste, albowiem MKOl jest podmiotem prawa międzynarodowego, co nie jest wiedzą powszechną, posiadając status międzynarodowej osobowości prawnej (termin prawa międzynarodowego) nadany jej przez Konfederację Szwajcarii w dn. 1 listopada 2000 roku.
Bez wchodzenia w zawiłości związane z wykładnią prawną, w tym zakresie oznacza to, że znaczenie prawne MKOl-u zbliżone jest do suwerennych państw, a to oznacza fakt, że odwołanie aktualnie urzędującego prezesa PKOl-u może się spotkać z negatywną reakcją MKOl-u, bo można by to porównać do próby odwołania ambasadora albo innego przedstawiciela dyplomatycznego obcego państwa w Polsce przez polski rząd. Oczywiście można usiłować go odwołać, lecz w efekcie takiej nieuzasadnionej czynności, np. zdaniem MKOl-u, światowa organizacja może wykluczyć polskich sportowców z międzynarodowej rywalizacji olimpijskiej. To spekulacje, lecz warto być „mądrym przed szkodą”, a nie po niej, siejąc wiatr i zbierając później burze, z czym mamy aktualnie do czynienia w związku z odebraniem Orderu Orła Białego Prezydentowi Ukrainy.
Wracając zaś do naszego niespodziewanego „tajnego kandydata” na fotel Prezesa PKOl-u Zbigniewa Bońka, bezspornie jest on „dużym” i wyrafinowanym graczem w obszarze publicznym, m. in. oznaczającym, że jego osoba zostanie ujawniona dopiero w odpowiednim, właściwym dla niego momencie, gdy jego wybór będzie najbardziej uprawdopodobniony.
Jednakże abstrahując od potencjału wyborczego, za którym przemawiają osiągnięcia Zbigniewa Bońka, tj. bycie wybitnym piłkarzem (sportowcem), trenerem, prezesem największego i najbogatszego związku sportowego w Polsce czy w końcu piastując stanowisko wiceprezydenta UEFA, te cechy stanowią jego najlepszą autoreklamę wyborczą. Przy czym jego zdolności należy rozpatrywać w kontekście jego sprawczości dla polskich sportowców w ramach polskiego futbolu oraz polskiej wspólnoty olimpijskiej. W istocie sprawy to korzyści jakie odniósł polski futbol dzięki Zbigniewowi Bońkowi, a nie jego własne profity, będą wiążącym prognostykiem do sprawowania jego funkcji jako przyszłego szefa PKOl-u.
Jest jednak jedna okoliczność, która jest poważnym argumentem negatywnym, obciążającym wybór Pana Bońka na bossa polskiego ruchu olimpijskiego. To sprawa karna tocząca się przeciwko niemu przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Akt oskarżenia obejmuje zarzut wyrządzenia stowarzyszeniu (PZPN) szkody wielkich rozmiarów wskutek nadużycia swoich uprawnień oraz niedopełnienie swoich obowiązków. W sprawie objęci aktem oskarżenia są również inni działacze, jak były sekretarz generalny federacji oraz członek zarządu.
Ta jednak okoliczność, która może być przysłowiową „kulą u nogi”, może być paradoksalnie szansą. Dlaczego? Ano w związku ze statusem prawnym w obrocie międzynarodowym MKOl-u, prezes PKOl-u - jako jego przedstawiciel - w każdym kraju uznającym jego funkcjonowanie jest... objęty immunitetem, tak jak np. ambasador każdego innego kraju. Co dla specjalisty np. z zakresu prawa międzynarodowego jest oczywiste, a ten fakt wywołuje określone skutki, np. takie, że akt oskarżenia wobec Prezesa PKOl-u Zbigniewa Bońka staje się natychmiast nieskuteczny. I tak naprawdę o to chodzi w tej grze, w mojej ocenie, w kontekście osoby Pana Bońka i jego wyboru na szefa PKOl-u. Choć jak już opisałem powyżej, to będzie bardzo wyboista droga.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.
