Bomba

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Plebiscyt „Przeglądu Sportowego” śledzę uważnie od kiedy pamiętam, bo lubię… zgadzać się i nie zgadzać z werdyktami na najlepszego sportowca Polski. Sam od dziecka przez lata bawiłem się własnymi zestawieniami na każdym polu: najwspanialszy wieżowiec, najlepszy piłkarz, najbardziej zajmujący mecz, najciekawszy film, najbardziej oszałamiająca aktorka, wreszcie najlepszy sportowiec... Dlatego lubię takie zestawienia.

Na wybór najlepszego sportowca Polski AD 2025 czekałem ze spokojem. Końcowy wynik wydawał mi się oczywistością. Moją faworytką  była Iga Świątek. Choć nie jest obecnie pierwszą rakietą świata, dokonała czegoś najbardziej spektakularnego pod słońcem. I pod deszczem zresztą też. Opędzlowanie Wimbledonu, turnieju, który skupia uwagę całego świata, w sporcie, który przyciąga uwagę całego świata, przy ogromnej zaciekłej konkurencji, wydaje się wyczynem niecodziennym. „Niecodziennym” w tym przypadku i w tych okolicznościach to jednak zdecydowanie za małe słowo. Przecież człowiek pod polską flagą uczynił to pierwszy raz w historii! Creme de la creme. Co może się temu równać?

Niezmiennie chylę więc czoło przed Igą Świątek, jednak plebiscyty są jak zawody – potrafią przynosić niespodzianki. Tym razem przytrafiła się prawdziwa bomba, zaskoczenie - chyba nie tylko moje – było duże. Bomba! Wygrała Klaudia Zwolińska - kajakarka górska, która wywalczyła podwójne indywidualne mistrzostwo świata w konkurencjach olimpijskich (a do tego wsparte jeszcze brązem). Stała się pierwszą zawodniczką w historii tej dyscypliny, która osiągnęła taki wynik na imprezie tej rangi. To osiągnięcie rzeczywiście wyjątkowe. Mało tego; za mojego życia - a jestem stary jak Gandalf - nic takiego w sportach letnich chyba się dotąd nie wydarzyło (niedługo po wojnie podwójne mistrzostwo świata udało się zdobyć gimnastyczce Helenie Rakoczy). W sportach zimowych wyszło Adamowi Małyszowi w 2003 roku, szczytowym okresie Małyszomanii.

Na nas w „Sporcie” wyczyn Klaudii Zwolińskiej zrobił oczywiście ogromne wrażenie. Na tyle, że na początku października poświęciliśmy jej okładkę – właśnie wtedy, gdy szokowała nas w australijskim Penrith. Zrezygnowaliśmy wówczas z okładki futbolowej, w mojej – nie tylko mojej – opinii najzupełniej słusznie. Z pewnością na to zasłużyła, ale że wygra cały plebiscyt – tego się nie spodziewałem. Jest przecież przedstawicielką dyscypliny, którą - przyznajmy to - oglądamy sporadycznie, najczęściej przy okazji igrzysk olimpijskich. Trzeba przy tym przyznać, że to sport cholernie zajmujący, wzbudzający mnóstwo emocji. Nie ma lipy. Okazuje się więc, że w plebiscytach nie zawsze decyduje kryterium oglądalności. Igę Świątek oglądam czasem kilka razy w tygodniu, Klaudię Zwolińską – widziałem raz, podczas startu na igrzyskach. Widać, że na wyobraźnię wybierających wpływa fakt czy jesteś najlepszy na świecie w swojej specjalności. Zwolińska w tym roku przerosła konkurencję, jej cień zakrył rywalki. U Igi Świątek w zeszłym roku tak nie było, choć przecież wygrała wnajważniejszym momencie, świętowała triumf w najbardziej prestiżowym turnieju tenisowym na świecie. Być może niektórzy głosujący oglądali się na fakt, że Świątek ten plebiscyt już wygrywała, a Zwolińska – nigdy. Obu życzymy oczywiście triumfów w kolejnych edycjach – to by oznaczało wiadomo co…

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się