Bo się nie „wklejali”

Łukasz Piszczek z gry tyszan na rozpoczęcie wiosny był zadowolony przez niecałe pół godziny.

Igor Łasicki tym razem w grze przeciwko Wiśle. Całkiem niezłej grze w ocenie szkoleniowca Tyszan. Fot. Michał Kędzierski / Press Focus

GKS TYCHY

Pierwszy tegoroczny mecz o punkty, których Tyszanie potrzebują jak tlenu do utrzymania w pierwszej lidze, zaczął się po myśli Piszczka, bo jego podopieczni w starciu z liderem wykorzystali błąd Wisły w wyprowadzeniu akcji. - To nie była niedokładność Wisły, tylko bardzo dobre zachowanie Marcina Listkowskiego – stwierdził Piszczek, inaczej rozkładając akcenty, oceniając tę sytuację. - Przygotowywaliśmy się na to, nasz pomocnik miał za zadanie blokować zagrania piłki na trzeciego. Poszedł w ciemno wślizgiem i dlatego odebrał piłkę, a Bartłomiej Barański sfinalizował akcję. Plan, który mieliśmy przy otwarciu gry przez przeciwnika, w ten sposób zdał egzamin. W tym czasie także nasza organizacja w defensywie była dobra. Nie cofnęliśmy się w pole karne, broniliśmy w średnim pressingu i staraliśmy się wypychać rywali. W efekcie Wisła – znana z ofensywnych umiejętności – oddała tylko trzy celne strzały.

Plusy ujemne

I na tym temat plusów... został praktycznie wyczerpany. Znacznie więcej było minusów, a owe trzy celne strzały krakowian... w komplecie przyniosły bramki. - W momentach, kiedy Wisła szybko odbierała nam piłkę, od razu zagrywała ją za naszą linię obrony, a my nie potrafiliśmy się temu przeciwstawić – analizował przyczyny porażki szkoleniowiec trójkolorowych. - Niby mieliśmy na to pomysł: chcieliśmy po przechwytach grać piłki w boczne sektory. Niestety, tego nie robiliśmy, a Krakowianie – i owszem. I tak strzelili dwie pierwsze bramki. A później jakość Biedrzyckiego przy stałych fragmentach gry przesądziła o trzecim golu.

Zadania nieodrobione

Słabość GKS-u Tychy zarówno w środku boiska, jak i w defensywie została przez Białą Gwiazdę obnażona, a trzy gole, którymi Wisła odpowiedziała na tego straconego, są tego najlepszym dowodem. - Mamy założenia, ale zadania nie zostały wykonane – dodał Piszczek. - W naszym polu karnym też ich nie wykonaliśmy. Przy kontrach przeciwnika mieliśmy się w niego „wklejać”. Tymczasem broniliśmy strefowo i dlatego Kuziemka był dwa razy sam i mógł spokojnie oddać strzał.

„Łasy” na pochwały

Zadowolony Łukasz Piszczek był jedynie z występu ekswiślaka Igora Łasickiego, choć ten - jako środkowy obrońca, do tego z kapitańską opaską – powinien być szczególnie odpowiedzialny za grę zespołową w defensywie. – Zagrał na bardzo wysokim poziomie, jeśli chodzi o destrukcję – oświadczył trener Tyszan. – Jestem bardzo zadowolony z jego występu. W każdej fazie meczu dawał nam agresywność. Bronił mocno, a jak graliśmy w piłkę, robił to, czego od niego oczekiwaliśmy. Myślę, że nagrodą dla niego jest fakt, iż na stadionie Wisły zaliczył tak dobry występ.

Jerzy Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się